Strony

Instagram

czwartek, 14 maja 2026

C.O.R.T.: CHILDREN OF THE ROUND TABLE

"All for one and one for all"

Różnie to bywa z tym naszym wiecznie uśmiechniętym Australijczykiem. Od dłuższego już czasu przeplata on lepsze komiksy z tymi gorszymi, w sensie nie złymi, tylko najzwyczajniej przeciętnymi. Kiedy Tom Taylor - bo o nim mowa - weźmie się za serię osadzoną w głównym uniwersum, to niekoniecznie jest w stanie udźwignąć spoczywający na nim ciężar. Dobrym i świeżym przykładem jest chociażby ukazujący się aktualnie w USA ongoing DETECTIVE COMICS w ramach DC All In (we wrześniu zawita również do Polski), gdzie scenarzysta średnio czuje Mrocznego Rycerza i sprawia, że lektura tego komiksu nie przynosi mi absolutnie żadnej przyjemności, jest wręcz rozczarowująca. Wyjątkiem od reguły był NIGHTWING, gdzie Taylor wspólnie z Redondo pokazali się z jak najlepszej strony. Sytuacja zmienia się, gdy Taylor nie jest ograniczony sztywnymi ramami kontinuum, gdy ma więcej swobody i zaprasza czytelnika do jakiegoś żyjącego własnym życiem elseworldu, zbudowanego od podstaw innego świata, alternatywnej rzeczywistości, czy tego typu klimatów. To tam czuje się jak ryba w wodzie. I właśnie takiego Taylora znajdujemy w miniseri, która wystartowała w sierpniu ubiegłego roku, i o której kilka zdań opowiem poniżej.

Od wieków tajna organizacja zwana Camelot Corps stoi na straży starożytnych sekretów, czekając na dzień, gdy dawne mity znów będą potrzebne światu. Ten dzień właśnie nadszedł i czas, aby do akcji wkroczyła nowa generacja bohaterów, nowi Rycerze Okrągłego Stołu. Grupka dzieciaków z Kalifornii niemal zostaje przygnieciona przez ogromny kamień, który spada nagle z nieba. Kiedy jedno z nich wyciąga wbity w skałę miecz, w jednej chwili życie całej paczki zmienia się na zawsze. Cała siódemka obdarzona zostaje inną, posiadającą świadomość, magiczną bronią, każda połączona z innym legendarnym rycerzem. Chcąc nie chcąc będą musieli teraz zmierzyć się z potężnym Mordredem, pokrzyżować jego nikczemne plany, ocalić Camelot Corps i przy okazji uratować cały świat. Proste, prawda?

Taylor gotuje tutaj lekkostrawne danie, którego dosłownie każdy może spróbować, bez żadnej obawy o to, że zaszkodzi on żołądkowi. Wrzuca do jednego garnka zarówno całkiem nowe postacie, jak i znane chyba każdemu dobrze składniki, bawiąc się legendami arturiańskimi i przedstawiając je w zupełnie nowy sposób. Fel, Connor, Ash, Randall, Kelly, Hanan, Kevin to dzieciaki, którzy szybko zyskują sympatię czytelnika, a przez to, że jest to komiks utrzymany w lżejszych klimatach mamy przeświadczenie, że nic poważnego nie może im się stać. Tutaj nikt nie umiera, nie zadaje krwawych ran, tutaj całość musi się zakończyć happyendem. Scenarzysta całkiem nieźle wywiązuje się z zadania, aby na stosunkowo niewielkiej liczbie stron dać odpowiednio miejsca każdej postaci. Główny prym wiodą Fel, Conner i Kevin. To właśnie ten ostatni jest dla mnie cichym bohaterem tego komiksu, kradnąc show i wymiatając zarówno swoimi zabawnymi kwestiami, jak i kawałkiem swojego magicznego kija. Taylor dowozi także, jeśli chodzi o dialogi. Nie ma tutaj żadnych ścian tekstu, a gdy już pojawiają się jakieś wymiany zdań, to są one naprawdę udane, często bardzo zabawne, zwłaszcza słowa wkładane w usta głównych bohaterów.

Akcja toczy się w szybkim tempie, a Fel i spółka nie mają spokoju i uwikłani zostają siłą rzeczy w wojnę dobra ze złem, muszą uciekać przed siedzącymi im na ogonie agentom Mordreda. Ten ostatni zgodnie z klasycznym schematem i podręcznikiem prawdziwego złola, pragnie wyeliminować swoich wrogów, zdobyć ich niezwykłe artefakty oraz siedzibę, a także stać się władcą całego świata. Stopniowo odkrywane są przed młodymi wybrańcami  kolejne sekrety, trafiają do legendarnego Camelot, poznają swoich sojuszników i poddani zostają treningowi, który ma ich przygotować do tego, aby stali się nowymi Rycerzami Okrągłego Stołu na nowe czasy. Nie wszystko im wychodzi, czasem się kłócą, ale ogólnie tworzą jedną zgraną grupę przyjaciół, godząc się z tym, co przygotował dla nich nieoczekiwanie los. Pod koniec czwartego zeszytu dostajemy zaskakujący twist, a droga do pierwszego z zapewne wielu przyszłych zwycięstw, prowadzi przez Biały Dom. Fajnie się kibicuje tej siódemce bohaterów, którzy potrafią zarazić swoją pozytywną energią i sprawiają, iż zagrożenie ze strony Mordreda nie jest tak wielkie, jak się wydawało. Teraz jednak przed nimi znacznie większe wyzwanie, o którym jeszcze nie mają pojęcia.

Nie miałem co do tej serii większych wymagań, to też nie miałem podczas czytania większych powodów, aby na coś narzekać i do czegoś mocno się przyczepić. Jeśli jednak miałbym wskazać jakiś minus, to będzie to zbyt pospieszna finalizacja. Przez kilka rozdziałów scenarzysta przygotowuje naszych młodych herosów na czekające ich wielkie wyzwanie, a gdy już do niego dochodzi, to samo starcie zajmuje mało miejsca i nie wywołuje jakiegoś efektu WOW, na który się zapowiadało. Kilka machnięć mieczem i różdżką, a potem zmywamy się do domu. Wygląda to trochę tak, jakby w trakcie tworzenia serii zapadła decyzja o sequelu/kontynuacji i trzeba było urwać nagle akcję oraz zostawić coś do pokazania w drugiej części. W każdym razie jak dla mnie końcówka to była droga na skróty ze strony Tylora i zmarnowany potencjał na coś bardziej widowiskowego/zaskakującego.  

Na potrzeby tej opowieści Taylor łączy siły z Daniele Di Nicuolo, z którym już kiedyś miał okazję współpracować. Włoch udowadnia, że jest właściwą osobą do tej roboty i bardzo dobrze pasuje ze swoim stylem do tego typu opowieści. Ta prosta i ładna zarazem, niezwykle dynamiczna i ekspresyjna kreska (w połączeniu z żywymi kolorami) tworzy niesamowity mangowy klimat, nadając całości duży ładunek pozytywnej energii, która wylewa się na czytelnika niemal z każdej strony. Pełno tutaj humorystycznych i widowiskowych scen, a najmocniejszym punktem jest to, jak Di Nicuolo obrazuje wszelkiej maści emocje na twarzach młodych bohaterów. Super się na takie ilustracje patrzy.

C.O.R.T.: CHILDREN OF THE ROUND TABLE to nie jest jeden z tych najwybitniejszych projektów stworzonych przez Toma Taylora. Nie ma też co się doszukiwać tutaj jakiejś mocno wyszukanej fabuły, gdyż grupę docelową stanowią nastolatkowie. I patrząc pod tym kątem komiks ten wypada naprawdę dobrze, dostarczając mnóstwo powodów do śmiechu, stając się szybką, lekką i ani przez moment nie przynudzającą, przyjemną lekturą, która łatwo wchodzi i aż chce się sięgnąć po więcej przygód tej grupki nowych bohaterów. Dzieciaki powinny się z pewnością dobrze przy tym komiksie bawić, a i mnie dostarczył on wielu powodów do uśmiechu na twarzy, okazując się toczącą się w ekspresowym tempie rozrywką na jeden raz. Całkiem niezła rzecz i cieszę się, że również takie powstają i lądują w bogatej ofercie DC Comics. Gdy tylko powstanie kontynuacja, z pewnością po nią sięgnę i sprawdzę.

-----------------------------------------------

Recenzja oparta na oryginalnych zeszytach C.O.R.T.: CHILDREN OF THE ROUND TABLE #1 - 6.

Komiks ten w formie zbiorczej ukaże się w październiku, ale nie w standardowym formacie, tylko już w nieco mniejszym, jako powieść graficzna dla młodszego czytelnika. I do tego w przystępnej cenie. Możecie ją zamówić oczywiście na ATOM Comics.

Autor recenzji: Dawid Scheibe

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz