Kreskówek ze świata DC już raczej
nie oglądam. Większość najgłośniejszych tytułów z ostatnich lat – mam tu na
myśli m.in. Batman: Zabójczy żart czy też Batman kontra Wojownicze
Żółwie Ninja – zwyczajnie mnie ominęło. Kiedy mam do wyboru przeczytać
odkładany od dawna komiks lub obejrzeć oparty na nim film animowany, zawsze
będę skłaniał się ku materiałowi źródłowemu. Nie wynika to bynajmniej z jakiejś
mojej niechęci do animacji, a po prostu z braku czasu. Popkultura dostarcza tak
wielu atrakcji, że z czegoś trzeba rezygnować.
