"All for one and one for all"
Różnie to bywa z tym naszym wiecznie uśmiechniętym Australijczykiem. Od dłuższego już czasu przeplata on lepsze komiksy z tymi gorszymi, w sensie nie złymi, tylko najzwyczajniej przeciętnymi. Kiedy Tom Taylor - bo o nim mowa - weźmie się za serię osadzoną w głównym uniwersum, to niekoniecznie jest w stanie udźwignąć spoczywający na nim ciężar. Dobrym i świeżym przykładem jest chociażby ukazujący się aktualnie w USA ongoing DETECTIVE COMICS w ramach DC All In (we wrześniu zawita również do Polski), gdzie scenarzysta średnio czuje Mrocznego Rycerza i sprawia, że lektura tego komiksu nie przynosi mi absolutnie żadnej przyjemności, jest wręcz rozczarowująca. Wyjątkiem od reguły był NIGHTWING, gdzie Taylor wspólnie z Redondo pokazali się z jak najlepszej strony. Sytuacja zmienia się, gdy Taylor nie jest ograniczony sztywnymi ramami kontinuum, gdy ma więcej swobody i zaprasza czytelnika do jakiegoś żyjącego własnym życiem elseworldu, zbudowanego od podstaw innego świata, alternatywnej rzeczywistości, czy tego typu klimatów. To tam czuje się jak ryba w wodzie. I właśnie takiego Taylora znajdujemy w miniseri, która wystartowała w sierpniu ubiegłego roku, i o której kilka zdań opowiem poniżej.

















