"Popełnialiśmy błędy. I pewnie nadal będziemy. Jesteśmy tylko ludźmi pełnymi skaz. Od tego nie uciekniemy. Możemy tylko próbować być dobrymi ludźmi".
W lipcu Egmont zakończył publikację serii BATMAN pióra Chipa Zdarsky'ego, która zamknęła się w sześciu wydaniach zbiorczych wydanych w Polsce w ciągu dwóch lat. Omawiając w kwietniu na DCManiaku piąty tom chwaliłem scenarzystę za to, jak umiejętnie i satysfakcjonująco zamknął długi wątek dotyczący Failsafe'a oraz Batmana Zur-En-Arrh. Były po drodze słabsze i zbyt pokręcone jak na mój gust odsłony, które dawały powody do marudzenia oraz narzekania, ale były jednocześnie momenty tego rozpoczętego w lipcu 2022 roku runu, które oceniam jak najbardziej pozytywnie. I dlatego właśnie doceniam Zdarsky'ego za to, że potrafił dobrze wystartować i zyskać moją uwagę/zainteresowanie, a później umiał swoją długą historię zamknąć udaną klamrą. Pomiędzy 1 i 5 tomem poziom falował, nie wszystkie pomysły do mnie trafiły, ale doceniam za oryginalną, konsekwentnie prezentowaną wizję, od początku do końca w sposób, jaki twórca sobie wymyślił i zaplanował. Teraz przyszedł czas na szósty tom, który stanowi swego rodzaju batmanowy "Last Dance" wspomnianego scenarzysty, odrębną opowieść, całkiem strawną jako samodzielne i smaczne danie.






















