Wszelkie czerwcowe wspominki na temat TM-Semic należy rozpocząć od przypomnienia najważniejszej informacji - dokładnie 36 lat temu, w czerwcu 1990 roku, ukazały się w Polsce pierwsze komiksy tego wydawnictwa, rozpoczynając piękną i niezapomnianą erę, do której z wielką nostalgią wracam pamięcią, i która pozwoliła polskiemu czytelnikowi zapoznać się z komiksowymi przygodami wybranych superbohaterów od dekad publikowanymi w USA. Zaczęło się od marvelowskiego Spider-Mana oraz Punishera, a później przyszła pora na kolejne tytuły, w tym oczywiście SUPERMAN i BATMAN.
Natomiast równo 27 lat temu - w czerwcu 1999 roku - ukazał się jeden z najlepszych (według mnie) komiksów od TM-Semic, czyli SUPERMAN ALIENS wydany jako TOP KOMIKS 3/99. Był to przedruk trzyczęściowej miniserii SUPERMAN VS ALIENS, która ukazywała się oryginalnie w USA od maja do lipca 1995 roku. Scenariusz napisał znany świetnie fanom polskiego SUPERMANA Dan Jurgens, który odpowiadał też za szkice ilustracji, a wykończeniem i nałożeniem tuszu zajął się Kevin Nowlan. Za kolorystykę odpowiadał z kolei Gregory Wright. Komiks posiadał sztywny grzbiet i liczył około 130 stron. W porównaniu do oryginału TM-Semic zdecydował się na wycięcie kilkunastu stron, ale szczerze przyznam, że nie miało to absolutnie wpływu na przebieg i zrozumienie akcji.
Od czasu publikacji w Polsce komiksu z udziałem Obcych i Predatorów (Wydanie Specjalne 3/94) strasznie wkręciłem się w te klimaty, a zwłaszcza zaintrygowało mnie wszytko, co dotyczy ksenomorfów. Ta fascynacja swoją drogą pozostała mi po dziś dzień. Kilka lat trzeba było czekać na ich ponowne pojawienie się w naszym kraju, ale gdy już to nastąpiło, byłem wręcz wniebowzięty, a widoczny na zdjęciu egzemplarz traktowałem niczym obiekt kultu. Zebrałem komplet historii o 'robalach', jakie wydał TM-Semic, ale chyba tylko genialny LABIRYNT pozostawił u mnie tyle niezapomnianych wrażeń, i tak często do niego wracałem, jak do SUPERMAN ALIENS. Jest tutaj widowiskowa akcja, są osobiste dramaty, a także udane zakończenie.
Gdy na Ziemi ląduje tajemniczy obiekt, okazuje się on być sondą z prośbą o pomoc nadaną po kryptońsku. Czy jest szansa, że ktoś jeszcze przeżył zniszczenie rodzinnej planety Kal-Ela? Superman we współpracy z LexCorpem (reprezentowanym przez dr. Kimberly) udaje się w kosmos, gdzie odkrywa martwe i zniszczone miasto, zaatakowane przez niezwykle silne, drapieżne i posiadające kwas zamiast krwi istoty. Niechcący sprowadza też śmiertelne zagrożenie na Lois Lane i członków LexCorpu, czekających na niego w stacji kosmicznej. Mamy tutaj klasyczne elementy związane z Obcymi, jakie obowiązkowo odhacza scenarzysta, Kal-Ela działającego z dala od Słońca na oparach swoich mocy (aby nie było mu za łatwo w starciu z Obcymi) i przestrzegającego swojej złotej zasady o niezabijaniu istot rozumnych, a także kilka fajnych twistów i przede wszystkim dobrze napisaną oraz poprowadzoną towarzyszkę eSa, której również do samego końca kibicujemy. A ponieważ nie jest to elseworld, tylko akcja wplątana jest gdzieś pomiędzy główne kontinuum, pojawiają się jakieś drobne nawiązania i smaczki, które ucieszą fanów Supermana.
SUPERMAN ALIENS okazał się ciekawie napisanym i dobrze zilustrowanym komiksem, do którego co jakiś czas wracam i na nowo przeżywam przygody eSa oraz jego towarzyszki w odległym kosmosie. Podobał mi się zarówno te 27 lat temu, podoba mi się również i dzisiaj. DC Comics oraz Dark Horse często i chętnie 'krosowały' swoje postacie, ale w większości były to przeciętne lub po prostu słabe historie. Pierwsze spotkanie Supermana z Obcymi na szczęście stało na wysokim poziomie i obok inauguracyjnej konfrontacji Mrocznego Rycerza z Predatorem, okazało się udanym i przyjemnym wyjątkiem od reguły.
Komiks ten zainicjował jednocześnie (co zasygnalizował także we wstępie, odpowiedzialny za tłumaczenie Arkadiusz Wróblewski) całą falę nowych historii z ksenomorfami w roli głównej, które już miesiąc później pojawiły się w polskim MEGA KOMIKS 4/99 i ku mojej uciesze zostały z tą serią na dłużej.
Dawid Scheibe



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz