W tym tygodniu światło dzienne ujrzał kolejny gruby zbiór przygód Człowieka Nietoperza od Egmontu. Po zakończeniu długiego i wielowątkowego cyklu o Ziemi Niczyjej (ostatni siódmy tom ukazał się w listopadzie ubiegłego roku), polski wydawca idzie za ciosem i oddaje w ręce czytelników pierwszy z dwóch tomów cyklu BATMAN: NOWE GOTHAM. Album ten stanowi epilog do wspomnianej Ziemi Niczyjej opowiedziany od strony serii DETECTIVE COMICS, a konkretnie przez scenarzystę Grega Ruckę. Równocześnie ukazywała się też seria BATMAN ze scenariuszem Larry'ego Hamy, a później Eda Brubakera i rysowana przez Scotta McDaniela, ale akurat tego runu w Polsce (jeszcze) nie dostaliśmy. W każdym razie wspomniany Rucka pokazał się z dobrej strony w historii o upadku Gotham i odizolowaniu tego miejsca od reszty USA, będąc jednym z najważniejszych architektów tego ogromnego projektu. W nagrodę otrzymał propozycję pracy nad jedną z najpopularniejszych serii DC tworząc run, który dosyć dobrze zapisał się w pamięci fanów Mrocznego Rycerza.
Album liczy ponad 450 stron i w odróżnieniu od poprzednich batmanowych opowieści dostajemy tym razem biały grzbiet i ogólnie więcej tego koloru na okładce. Biel symbolizuje tutaj nastanie nowego dnia i jaśniejszą przyszłość dla Gotham, które ostatnio tak wiele przeszło i było mocno doświadczone przez los. Nowe Gotham w tytule oznacza nowy początek, nową erę dla miasta i jego mieszkańców. Ale to tylko w teorii, gdyż w praktyce, o ile budynki powoli są odbudowywane i z zewnątrz krajobraz zaczyna się lepiej prezentować, to wewnątrz Gotham dalej jest zepsute. Nadal trzeba walczyć ze złem, brudem i przestępczością, która na dobre zadomowiły się w wielu zakamarkach.
W swoim runie Greg Rucka kreśli nam coś na kształt epilogu do Ziemi Niczyjej, budując okres przejściowy i jednocześnie pomost prowadzący do kolejnej dużej opowieści w batmanowym świecie. Mam na myśli oczywiście głośny wątek Bruce'a Wayne ściganego przez policję i oskarżonego o morderstwo (BATMAN: MURDERER, BATMAN: FUGITIVE), co do którego jestem optymistą, iż prędzej czy później także ukaże się w polskim przekładzie. Minęło kilka miesięcy od ponownego otwarcia Gotham, ale konsekwencje i skutki wcześniejszych wydarzeń są w tym komiksie na każdym niemal kroku mocno odczuwalne. Nie da się od tego uciec. Świetnie widać to po samym Jamesie Gordonie, który nie może dojść do siebie po utracie miłości swojego życia. A jest przecież bardzo potrzebny, gdyż na ulicach panuje chaos i wojna pomiędzy pięcioma największymi gangami. Ktoś zabija policjanta, ktoś inny podkłada bomby na budowach, Poison Ivy i jej zwolennicy nie chcą dobrowolnie opuścić parku, a do tego swoją grę inicjuje jeden z największych przeciwników Batmana - Ra's Al Ghul. Policja oraz Człowiek-Nietoperz mają ręce pełne roboty. A jakby tego było mało, mieszkańcy Gotham dzielą się na dwa nienawidzące siebie obozy. Pierwsza grupa to ci, którzy pozostali w mieście, gdy to zostało odcięte od reszty świata i zdane tylko na siebie. 'Regowie" stracili praktycznie cały dobytek i nie do końca wiedzą, jak go odzyskać i znów wyjść na swoje. "Dezeci" to oczywiście ci, którzy dopiero niedawno wrócili do Gotham. Mroczny Rycerz oraz komisarz Gordon muszą zapanować nad licznymi spięciami pomiędzy tymi dwiema wrogo do siebie nastawionymi frakcjami, co jak łatwo zgadnąć nie jest łatwe.
BATMAN: NOWE GOTHAM ułożone jest według znanego schematu z przytaczanej już wielokrotnie Ziemi Niczyjej, czyli mamy do czynienia z miksem historiami o różnej długości. Jedne są ciekawsze, inne mniej, dlatego każdemu do gustu może przypaść coś innego. Rucka po raz kolejny pokazał, że dobrze rozumie postać Batmana, a przy tym ciekawie przedstawia jego relacje z Gordonem i innymi postaciami. Pomysłem scenarzysty na tę serię jest bardziej sięgnięcie do korzeni DETECTIVE COMICS, tworząc historie raczej przyziemne, ludzkie, dosłownie detektywistyczne i zmuszające Batmana do użycia szarych komórek, a nie tylko siły mięśni. Nie znajdziemy tutaj efektownych starć z superzłoczyńcami, a nawet sam Mroczny Rycerz usuwa się czasem na drugi plan, oddając więcej miejsca innym postaciom, np. Gordonowi czy Montoyi. To właśnie pozostające tutaj w mniejszości kwestie dotyczące GCPD okazują się w moim odczuciu najciekawsze, stanowiąc swego rodzaju wstęp i zapowiedź tego, co później rozwinie się w cudną serię GOTHAM CENTRAL Rucki, Brubakera oraz Larka.
Najwięcej miejsca zajmuje historia skupiona wokół Ra's Al Ghula i jego dwójki podopiecznych, którzy nasyłają na siebie poszczególne gangi i obiecują (okupione sporą ceną) nieśmiertelność, ale jednocześnie, jak na ironię, wątek ten okazał się najsłabszym w całym zbiorze. Zdecydowanie bardziej wolę nietypowe śledztwo Montoyi, rozterki Gordona, czy próbę pokojowego i korzystnego dla środowiska rozwiązania kwestii okupowanego przez Ivy Central Parku. Rucka nie boi się także trochę poeksperymentować i dla odmiany wrzucić humorystyczny rozdział z przygodami Copernicusa Denta. Nic powalającego na kolana, ale lubię tego typu wariacje.
W DETECTIVE COMICS od Grega Rucki Batman praktycznie pozbawiony jest wsparcia bat-rodziny (z wyjątkiem Oracle), gdyż poszczególni bohaterowie zajęci są czymś innym np. w swoich seriach, ale za to na scenę wprowadzona zostaje zupełnie nowa postać. Bruce otrzymuje od firmy prywatną ochroną w postaci Sashu Bordeaux, która chociaż nie pojawia się w tym komiksie na wielu planszach, to jednak jest to bardzo istotny debiut. Stanowi ona nowy, ciekawy dodatek do świata związanego z Batmanem i bardzo szybko stanie się jego nieodłącznym elementem, znajdując dla siebie stałe miejsce w DCU. Już w tym albumie widać po tych kilku planszach z jej udziałem, że nie będzie chciała dać za wygraną i Bruce nie będzie miał łatwo, aby kontynuować swoje podwójne życie i wymykać się niepostrzeżenie, jak to było do tej pory. A dalej na linii Sasha-Bruce zrobi się przecież jeszcze ciekawiej.
Lista artystów jest całkiem spora. Prym wiedzie Shawn Martinbrough, który odpowiada za największa ilość rozdziałów. Nie ma jednak co udawać, że warstwa wizualna należy do tych z górnej półki. Rysunki są bardzo proste, oszczędne, z mocnym cieniowaniem, bez skupiania się na detalach, często zahaczające o karykaturę, próbujące chyba nawiązać do tych z animacji o Batmanie, ale w niektórych momentach jakby niedopracowane. Nie wygląda to jakoś spektakularnie i ogólnie nie ma na czym zawiesić na dłużej oka. Jest to mocno specyficzny sposób rysowania, który ucieszy zapewne pewną grupę osób, ale (zgaduję, bo może się mylę) chyba jeszcze większą grupę najzwyczajniej rozczaruje. Dla mnie jest to jedynie poprawna szata graficzna, o której szybko się zapomina. A nie, jednak nie wszystko szybko ulatuje z pamięci, gdyż tym, co się tutaj zdecydowanie wyróżnia jest przecież kolorystyka. Twórcy należący do studia Wildstorm FX postawili na ograniczoną ilość kolorów, stosując oszczędną paletę barw, która w dodatku zmienia się między poszczególnymi historiami. Czerń oraz czerwień przypominają trochę warsztat J.H. Williamsa III i dobrze się sprawdzają, podobnie jak połączenie błękitu z pomarańczowym. Nieco słabiej moim zdaniem prezentują się z kolei mieszanka zieleni z pomarańczem, czy zieleni z szarym, ale to oczywiście kwestia gustu.
Oprócz zeszytów z serii DETECTIVE COMICS Egmont dorzucił do polskiego wydania miniserię BATMAN: TURNING POINTS. Pięć rozdziałów, pięć osobnych historii, pięć wycinków z relacji na linii Batman-Gordon, jaka kształtowała się i ewoluowała na przestrzeni wielu lat. Tym razem Rucka dostaje wsparcie od Chucka Dixona oraz Eda Brubakera, a za każdy rozdział odpowiada inny artysta. Są to luźne fragmenty umiejscowione czasowo odpowiednio obok ROKU PIERWSZEGO, ZABÓJCZEGO ŻARTU, ŚMIERCI W RODZINIE, KNIGHTFALLU i wreszcie w teraźniejszości, gdzie w tym ostatnim przypadku mamy nawiązanie do rozdziału pierwszego. Nie ma co zbyt długo pochylać się nad tymi wycinkami, które są po prostu ok, nic nowego właściwie nie wnoszą i potwierdzają to, co już wiem oraz znam. Ani to dobre, ani słabe, bardziej traktowane i odbierane przeze mnie jako ciekawostka. I tyle. Może ktoś mniej obeznany w batmanowym świecie wyciągnie z tej miniserii coś więcej, odkryje coś nowego.
BATMAN: NOWE GOTHAM tom 1 to bardzo szybka lektura, na co wpływa w dużej mierze bardzo oszczędna ilość dymków z tekstem. Nie wszystko mi się w tym albumie podobało, gdyż lepsze historie przeplatały się z tymi słabszymi jakościowo. Ogólnej oceny nie podwyższa na pewno, a jak już to ją obniża, oprawa plastyczna, która po prostu mocno mija się z tym, czego oczekuję po komiksach z udziałem Batmana z głównego uniwersum. Nie są to z pewnością opowieści, do jakich będę chciał po latach wracać, ale jakby nie było zawsze cieszę się, kiedy mam do czynienia z Batmanem-detektywem, zagadkami kryminalnymi, realnymi problemami dotyczącymi tych niższych i tych wyższych w hierarchii obywateli Gotham, dramatami osobistymi bohaterów, psychologicznego podejścia do postaci, a nie z Batmanem skaczącym z Księżyca na Ziemię. Nie żałuję w żadnym wypadku, że po ten tom sięgnąłem i go sobie kupiłem za te nieco ponad 120 złotych, bo plusy przeważają w tym przypadku nad minusami. Na końcu albumu znajduje się potwierdzenie informacji znanej już z katalogu Egmontu, czyli że druga część ukaże się w listopadzie. Tak, po nią również sięgnę.
Opisywane wydanie zawiera materiał z oryginalnych komiksów (lata 2000 - 2001) DETECTIVE COMICS v1 #742 - 753 oraz BATMAN: TURNING POINT #1 - 5.
Dawid Scheibe







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz