wtorek, 28 kwietnia 2026

SUPERMAN: SECRET IDENTITY

Sporo dostaliśmy na przestrzeni ostatnich lat ważnych, przełomowych i bardzo dobrych jakościowo, wydanych po polsku komiksów z udziałem Ostatniego Syna Planety Krypton. Czy to od Egmontu, czy to w ramach tzw. kioskowych kolekcji. Nadal jednak jest w tej kwestii duże pole do popisu i takie supermanowe historie, które krócej bądź dłużej czekają w kolejce do tego, by ujrzeć wreszcie światło dzienne w kraju nad Wisłą. Jedną z takich pozycji jest SUPERMAN: SECRET IDENTITY, czyli czteroczęściowa miniseria, którą stworzyli w 2004 roku Kurt Busiek (scenariusz), Stuart Immonen (ołówek, tusz i kolory) oraz Todd Klein (litery). Dziś kilka słów przypomnienia odnośnie tego komiksu, do którego wracam równie często i chętnie, jak do klasyków typu ALL-STAR SUPERMAN, czy SUPERMAN NA WSZYSTKIE PORY ROKU. 

"I've had a good life. Different from most, but not all that different. Maybe I had a secret identity, but then when you think about it, don't we all?"

W małym miasteczku w stanie Kansas mieszkają David i Laura Kent, którzy postanowili dać swojemu synowi na imię Clark, nawiązując do postaci znanej z komiksów. W tym świecie superbohaterowie istnieją jedynie w książkach, filmach, czy historyjkach obrazkowych. Clark, który od dziecka marzy o tym, aby zostać pisarzem, na co dzień musi zmagać się z żartami i złośliwościami ze strony rówieśników, którzy nie dają mu spokoju i na każdym kroku porównują do komiksowego Człowieka ze Stali. W dodatku specyficzne poczucie humoru rodziców sprawia, że na każde urodziny i święta dostaje wszelkiej maści gadżety związane właśnie z Supermanem. Nie jest łatwo żyć z takim imieniem i nazwiskiem oraz wszystkimi tymi nawiązaniami/porównaniami/docinkami, lecz chłopak jakoś musi się do tego przyzwyczaić. Życie młodego chłopaka zmienia się jednak całkowicie pewnej nocy, gdy budzi się i spostrzega, że potrafi latać. W jednej chwili wszystkie zmyślone rzeczy, o których czytał do tej pory w komiksach, stały się jego udziałem. Jak Clark wykorzysta swoje supermoce i czy znajdzie odpowiedź na pytanie: w jaki sposób i dlaczego los zamienił go w prawdziwego Supermana?

Cztery zeszyty o powiększonej objętości składają się na jedną, kompletną opowieść, która nie jest kanoniczna i tak naprawdę powinna posiadać na okładce znaczek 'Elseworld', gdyż do takiej linii komiksowej należałoby ją zaliczyć. Busiek pragnął tą opowieścią nawiązać do postaci Superboya-Prime'a, którego do świata DC wprowadzili w 1985 roku Elliot S. Maggin oraz Curt Swan. W głównej roli obsadził zwykłego chłopca, do którego nieoczekiwanie uśmiechnął się los i rozpostarł się przed nim wachlarz nowych możliwości. Na przestrzeni czterech rozdziałów zaglądamy w różne okresy jego życia, obserwując zarówno jego drobne zwycięstwa oraz sukcesy, jak i porażki, błędy oraz przykrości i rozczarowania, z których wyciąga lekcje na przyszłość. A przy tym wszystkim cały czas pozostaje sobą, czyli prostym i dobrym człowiekiem, który chce pomagać innym, nie szuka rozgłosu i sensacji, a jedynie pragnie robić to, co podpowiada mu serce. Widzimy go najpierw jako nastolatka, a w kolejnych etapach spełnia swoje marzenie i zostaje znanym pisarzem, zakłada rodzinę, spełnia się w roli ojca, a następnie dziadka, inspirując swoją postawą kolejne pokolenia.

Nie ma tutaj akcji pędzącej z zawrotną prędkością do przodu, nie ma efektownych starć i nie ma też (z małymi wyjątkami) innych superbohaterów, a jedynymi superzłoczyńcami są tak naprawdę agenci rządowi, którzy - jak to często bywa w realnym świecie - boją się tego co nowe i nieznane, uznając to za wielkie zagrożenie. W pewnym momencie Clark zaczyna ze zrozumiałych względów stawiać swoją rodzinę na pierwszym miejscu (poznaje wreszcie swoją Lois i rodzą mu się córki) zmuszony jest do zawarcia niesatysfakcjonującego w pełni dla obu stron kompromisu, gdyż ma dosyć oglądania się latami za plecy i zastanawiania się podczas nieprzespanych nocy, kiedy nastąpi atak, czy ktoś rzeczywiście potrzebuje pomocy, czy to kolejna pułapka zastawiona przez próbujących go schwytać agentów.

Clark Kent jest pisarzem, który spisuje tutaj tak naprawdę opowieść o swoim życiu i jest narratorem w tym komiksie. Czyta się to niczym pamiętnik, gdzie wchodzi się w głowę głównego bohatera, przeżywając wraz z nim wszelkie radości, smutki, lęki, wątpliwości, kryzysy, podjęte decyzje, zastanawiając się komu może zaufać, podzielić się swoim sekretem, i wreszcie kogo może pokochać. To bardzo piękna, nostalgiczna i poruszająca historia o kierowaniu swoim życiem, o rodzinie, o dojrzewaniu i przemijaniu, o tym jak należy spożytkować otrzymane dary i jakimi wartościami warto się kierować, oraz aby - gdy starość zaczyna w końcu zaglądać w oczy - móc z poczuciem zadowolenia, dobrze wykonanego zadania i uśmiechem na twarzy spojrzeć na uwielbiany przez siebie zachód słońca. Ten komiks czyta się bez pośpiechu, delektując się kolejnymi fragmentami, chłonąc te piękne momenty i różne emocje, aż do jak najbardziej satysfakcjonującego finału. Piękne zwieńczenie, chyba nie mógłbym wymyślić lepszego. 

Ta historia nie brzmiałaby i nie wywoływałaby takiego dużego wrażenia na odbiorcy, gdyby nie ilustracje autorstwa Stuarta Immonena. Artysta ten na potrzeby tej historii zmodyfikował odpowiednio swój styl, który odbiega od typowej superbohaterskiej kreski. Rysunki są celowo jakby mniej ostre, mniej wyraźne, trochę rozmyte i mocniej pokryte tuszem, przez co idealnie oddają klimat, atmosferę oraz ton panujący w tej spokojnej, bardziej przyziemnej, nostalgicznej, pełnej różnych emocji opowieści. Swoją rolę spełnia również zastosowana przez Immonena kolorystyka, bez pstrokatych i krzykliwych odcieni, co jak najbardziej broni się i ma sens, gdy śledzimy poszczególne sceny i rozdziały. Jeśli chodzi o warstwę wizualną, to mnie osobiście najbardziej zachwyciły liczne rozkładówki, wspaniałe krajobrazy, dobrze ukazana zmiana w wyglądzie Clarka na przestrzeni lat oraz emocje rysujące się na twarzach poszczególnych postaci, w tym oczywiście radość i wściekłość, jakie pojawiają się na twarzy głównego bohatera. Jest też świetna, kilkustronicowa sekwencja ucieczki z laboratorium, gdzie nie ma żadnego dymku z tekstem, a jedynie "gołe" kadry opowiadają przebieg wydarzeń. Cóż mogę dodać - to po prostu wygląda wspaniale.

SECRET IDENTITY to komiks, który na dłużej zapada w pamięci, porusza, skłania do refleksji, zachwyca zarówno konstrukcją fabuły, jak i niezwykle klimatyczną oprawą graficzną. Jest to w mojej ocenie - obok ASTRO CITY - najambitniejsza i najlepsza rzecz, jaką stworzył dla DC Kurt Busiek, a jednocześnie jedna z najwybitniejszych pozycji z Supermanem w tytule, jaka kiedykolwiek powstała. Komiks uniwersalny, który nie ma słabych punktów, który pomimo już 22 lat na karku nic a nic się nie zestarzał, do którego chętnie się wraca, który dostarcza całą masę pozytywnych wrażeń podczas lektury, a także skłania do wyrażenia uznania dla twórców za to, co nam zaproponowali. Must-have zarówno dla fanów Człowieka ze Stali, fanów DC oraz fanów historii obrazkowych z tej górnej półki.

Nadal czekam i mam nadzieję, że kiedyś doczekam się wreszcie polskiej edycji, bo komiks ten zasługuje, aby wydać go w naszym kraju, najlepiej w jakiejś ekskluzywnej wersji.

-----------------------------------------------------

SUPERMAN: SECRET IDENTITY DC ostatnio wznowiło w wersji deluxe w 2016 roku i jest aktualnie do kupienia jedynie z drugiej ręki. Powyższe zdjęcia użyte w recenzji pochodzą z wydanego dwa lata temu albumu SUPERMAN BY KURT BUSIEK BOOK ONE HC, który zawierał m.in. omawianą miniserię. Zbiór ten znajdziecie oczywiście na ATOM Comics.

Z przyjemnością po raz kolejny przeczytał i przy okazji zrecenzował: Dawid Scheibe

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz