W ubiegłym roku przed premierą filmu SUPERMAN dostaliśmy poświecony temu bohaterowi specjalny zeszyt w ramach inicjatywy Summer of Superman, a teraz podobny zabieg zastosowano z Supergirl, której przygody od wczoraj można podziwiać w kinach. SUMMER OF SUPERGIRL SPECIAL #1 to one-shot liczący 40 stron (z reklamami 48) i zawierający trzy różnej długości historie poświecone tytułowej Dziewczynie ze Stali, czyli można ten komiks określić jako miniantologię.
Główną historię tego komiksu (składającą się z 22 stron) stworzyły Sophie Campbell oraz Belen Ortega, kontynuując wątek zainicjowany w LOBO #4 z ubiegłego tygodnia. Ważną rolę odgrywa tutaj zatem Ważniak, ale przecież taki wybór nikogo nie powinien dziwić, skoro postać ta pojawia się w tym czasie na dużym ekranie. W każdym razie znajomość czwartego numeru serii LOBO nie jest tutaj konieczna, gdyż historia ta sprawdza się świetnie jako osobny twór. Mimo wszystko polecam sprawdzić serię Skottiego Younga i Jorge Corony, bo to kawał przepysznej i zwariowanej lektury.
Krypto oraz Dawg nieźle niedawno narozrabiali, a teraz ich opiekunowie muszą odpowiedzieć za te czyny przed kosmicznym sądem. Lobo zostaje skierowany na terapię behawioralną, zaś Kara w tym czasie przejmuje opiekę nad jego psem, zabierając go do Midvale. A to niekoniecznie okaże się dla wszystkich trafną decyzją. Jest to prosta, ale jednocześnie bardzo przyjemna i zabawna opowieść, gdzie dostajemy m.in. rematch pomiędzy Supergirl i Lobo, a Kara musi zapanować nad emocjami i znaleźć najlepsze wyjście z zaistniałej sytuacji, zanim spokojne miasteczko zostanie całkowicie zniszczone. Jest też nieoczekiwany wątek poboczny dotyczący Crush (córka Lobo, jakby ktoś nie wiedział) oraz znanej z regularnej serii poświęconej Karze Zor-El, Princess Shark. Sporo w tym wszystkim lekkich i humorystycznych klimatów, o co w dużej mierze zadbała Belen Ortega ze swoim słodkim, radosnym stylem ilustrowania, niczym wyjętym z jakiejś animacji. Kara zostaje ukazana w pozytywnym świetle z wyraźnym podkreśleniem jej atutów i tych cech charakteru, za które ludzie w Midvale tak ją kochają i podziwiają. Ostatni Czarnian w wersji Campbell różni się od tego, którego znam i lubię, ale nie mam z tym problemu, bo taka wersja tej postaci dobrze wpisuje się w atmosferę wygenerowaną w tej konkretnej historii. Dobrze się to czytało i oglądało, a uśmiech z twarzy nie schodził do samego końca. Jest to jednocześnie dobra reklama i zachęta do sięgnięcia po wydawany aktualnie w USA ongoing SUPERGIRL pisany i rysowany przez Sophie Campbell, do którego z każdym numerem coraz bardziej się przekonuję. Nie przekonacie mnie jednak do spróbowania Mac-and-cheese sandwich, który to przysmak przypadł do gustu Lobo i Dawgowi XD
Oprócz wiodącej historii zeszyt zawiera także dwie dodatkowe. Gail Simone proponuje team-up Kary z Mary Marvel, gdzie obie bohaterki najpierw rozprawiają się w Fawcett City z groźnym robotem, a potem spędzają trochę czasu prywatnie. Poruszone zostają tutaj ważne tematy, dziewczyny szybko znajdują wspólny język, a Kara staje się dla Mary kimś, kogo nigdy nie miała, a zawsze chciała - starsza siostrą. Dużo fajnych emocji - chwilami słodko, chwilami smutno, dużo serducha i pięknie ukazana relacja. A wszystko okraszone naprawdę udaną oprawą wizualną, w której Emma Kubert (od tych Kubertów) zapewnia taki bardziej oldskulowy vibe swoimi przyjemnymi, dopracowanymi rysunkami. Całość liczy 10 stron.
I na koniec 8 stron od duetu Mark Waid & Cian Tormey. Przenosimy się do Watchtower, gdzie Jon, Conner i Natasha (a także gościnnie Batman i Martian Manhunter) przeglądają pliki dotyczące skomplikowanej historii Supergirl i próbują poskładać to w logiczną całość. Cieszy fakt, że udało się umieścić na tej linii czasu także pobyt Kary w kosmosie opisany w serii SUPERGIRL: KOBIETA JUTRA Toma Kinga. Dla bardziej obeznanych fanów jest to szybka powtórka wybiórczych momentów z przeszłości Kary Zor-El, ale dla pozostałych to garść ciekawostek, które pozwalają lepiej zrozumieć tę postać i np. jej znaczenie dla DCU. Mark Waid jak ekspert od historii DC idealnie nadaje się do tego zadania, ale trochę to jednak krótkie i materiału uzbierałoby się na cały osobny zeszyt. O ile delektowałem się rysunkami w dwóch poprzednich historiach, tak w tej ostatniej Tormey tworzy jedynie poprawne plansze, które nie robią na mniej żadnego wrażenia.
Nie jest to komiks z najwyższej półki, który jakoś szczególnie powala na kolana, ale nie taki miał przecież być. To po prostu całkiem udane zaprezentowanie Supergirl w pigułce, z różnej perspektywy, z podkreśleniem na wybranych przykładach tego, co świadczy o wielkości i popularności kuzynki Supermana. Wystawienie laurki bohaterce, która nie tylko zachwyca walcząc z potężnymi superzłoczyńcami, ale też jest po prostu ciepłą, wrażliwą, życzliwą i zarażającą swoim uśmiechem osobą. Posiada też ważną supermoc, której innym brakuje:
"You're Supergirl and You can make friends with anyone"
Według mnie plan wypalił, komiks okazał się przyjemną lekturą, a zatem polecam w wolnej chwili sprawdzić. Bez względu na to, czy dobrze znacie komiksy z tą bohaterką, czy niekoniecznie, z pewnością znajdziecie tutaj coś dla siebie.
Omawiany komiks możecie kupić m.in. w sklepie ATOM Comics.
Autor: Dawid Scheibe




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz