Liga sprawiedliwości. Bez granic: Ku infernu – świeży start
Niedawno Egmont zakończył pewien rozdział w historii DC wraz z eventem Władza absolutna, przechodząc do nowej inicjatywy DC All in. Na jej łamach możemy obserwować mnóstwo nowych serii, ze świeżym podejściem. Jedną z nich jest Liga sprawiedliwości. Bez granic, czyli wielki powrót tytułowej drużyny po jej nieobecności po wydarzeniach z Mrocznego kryzysu. Grupa jednak jest w nieco zmienionym składzie, także w wyniku ostatnich wydarzeń w świecie DC.
Co jednak najważniejsze, All in powstało z myślą o nowych czytelnikach. Sięgając po serie oznaczone tym logotypem, nie musimy się przejmować wszelkimi zawiłościami, którymi narosły te historie, a swobodnie rozpocząć swoją przygodę z danym tytułem. Oczywiście pojawiają się nawiązania do poprzednich historii, lecz nie są one tak bardzo nachalne i konieczne w zrozumieniu całości. Liga sprawiedliwości. Bez granic pozwala na bezpośrednie wejście w ten świat i w historie o tej drużynie.
Główna trójca w świecie DC ponownie zawiązuje współpracę i tworzy azyl dla superbohaterów. Liga sprawiedliwości walczy ze złem w momencie wielkiego zagrożenia, zbyt potężnego dla jednego z obrońców. Uruchamiają ponownie orbitalne Obserwatorium. Na Ziemi pojawia się jednak nowa grupa złoczyńców, Inferno. W tym wszystkim dochodzą globalne pożary i ataki parademonów, zesłanych ze smyczy Darkseida.
Tytuł serii bez wątpienia jest bezpośrednim nawiązaniem do dawnego serialu o tym tytule. Nie jest on bezpodstawny. Liga sprawiedliwości w komiksie to drużyna znacznie większa niż tylko kilku herosów, coś na miarę właśnie serialu animowanego, nawet jeśli mamy do czynienia z historią osadzoną w głównym uniwersum.
Tym razem Batman, Superman i Wonder Woman nie tylko ratują wspólnie świat, ale i zarządzają pod-grupami superherosów. Dzięki temu część historii nie obserwujemy tylko z perspektywy czołowych superbohaterów, ale i mniej znanych postaci. Jeden z wątków dostaje tutaj Airwave, a i Flash pojawia się nie w pojedynkę, tylko ze swoimi pomocnikami.
Mark Waid potrafi dać każdemu z bohaterów kilka kadrów, aby nakreślić ich miejsce w historii. Coś co niestety rozjechało się we Władzy absolutnej, tutaj udaje się znakomicie. Jest to też spowodowane pewną konsystencją i ograniczeniem zaledwie do tej jednej serii, bowiem we wspomnianym evencie cała historia rozwodniła się o dodatkowe tie-iny i pod-serie. Tym razem dostajemy konkretnie nakreślony konflikt z użyciem całego bogactwa świata. Autor tym samym nie przeładowuje wątkami, a stara się faktycznie dać czytelnikowi łatwe wejście w ten świat.
Historia idealnie koreluje ze stylem graficznym Dana Mory, który ponownie odbija się po średnim evencie poprzedzającym. Tym razem już od razu po otwarciu pierwszych paneli dostrzegamy koloryt i piękno świata DC. Mora kreuje bezpośrednio historię superbohaterską okraszoną swoim unikalnym stylem. W albumie ważną rolę gra także Zieleń, mistyczna moc w uniwersum, także nakreślona ogromnym, wizualnym nieładem.
Jednocześnie Mora mierzy się z wyzwaniem nakreślenia sporej ilości superbohaterów. Tytuł Unlimited faktycznie zobowiązuje i trudno wskazać, który design zapada najbardziej w pamięć. Zachowuje także ciągłość wobec innych ongoingowych serii, co widać głównie po Supergirl, czy po Batmanie, który w kolejnych zeszytach dostaje strój z serii Fractiona. Bawi się także stylem i lekkością historii. Nie brakuje także kilku kreskówkowych wstawek, co tylko daje poczucie dobrze rozrysowanego odcinka wspomnianego serialu.
Liga sprawiedliwości. Bez granic to przyjemny start dla tytułowej drużyny. Powracają po latach nieobecności, lecz ten fakt nie jest zbytnio podkreślany. Warto zapoznać się z serią nawet jeśli poprzednie inkarnacje tej drużyny potrafiły zniechęcić. Ku infernu to solidny start dla całej inicjatywy. Ciekawi jednak dalsza perspektywa, szczególnie w kontekście eventu DC K.O. i tego czy historia ta utrzyma poziom ze względu na event, do którego Egmont zapewne za jakiś czas zdąży dojść w swoim wydawniczym planie.
Słowem podsumowania warto zaznajomić się z serią nie tylko ze względu na świeży start, ale i na dobrze rozstawione pionki wobec przyszłych wydarzeń w głównym świecie. Liga sprawiedliwości. Bez granic to przyjemnie rozpisana historia z piękną szatą graficzną. Tym samym nie mogę powiedzieć, że jest to coś odkrywczego. Po prostu przyjemna lektura i świeży start dla nowej inicjatywy.
--------------------------------------------------------------
Album został
nadesłany do recenzji, co nie ma wpływu na powyższą opinię.
Omawiany zbiór
zawiera materiał z oryginalnych komiksów JUSTICE LEAGUE UNLIMITED #1 - 5. Do
kupienia m.in. w sklepie Egmontu lub na ATOM Comics.
Autor recenzji: Wiktor Weprzędz




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz