poniedziałek, 2 listopada 2026

BATMAN: MROCZNE SCHEMATY

BATMAN: MROCZNE SCHEMATY to licząca 12 numerów maksiseria, która oryginalnie ukazywała się w formie zeszytowej od grudnia 2024 do listopada 2025 roku. Za scenariusz odpowiada Dan Watters, zaś ilustracje wykonał Hayden Sherman z pomocą odpowiadającej za kolory Triony Farrell. Nie jest wymagana znajomość żadnych innych komiksów, aby w pełni zrozumieć i delektować się tą stanowiącą odrębną i zamkniętą całość opowieścią. To komiks, który w opinii wielu osób jest jednym z najlepszych komiksów o Mrocznym Rycerzu w ostatniej dekadzie. Nie będę ukrywał, że ja również przyłączam się z radością do tego chóru piejącego peany na cześć tego, co wymyślił Watters, a co ubrał w piękne szaty Sherman. Poniżej kilka słów na temat tej serii.

Seria podzielona jest na cztery krótsze historie, każda licząca po trzy odsłony, przez co nie ma żadnego przeciągania i dłużyzny. Każda historia to równocześnie inna zagadka do rozwiązania, innego rodzaju problem, zmuszający głównego bohatera do zwiększonego wysiłku fizycznego, ale też wykazania się swoją inteligencją oraz ponadprzeciętnymi detektywistycznymi umiejętnościami. Ostatnia opowieść rzuca nowe światło na trzy wcześniejsze sprawy i pokazuje, że o ile w teorii są one od siebie niezależne, to w praktyce coś i ktoś je wszystkie ze sobą łączy.

W pierwszym story arcu na drodze Batmana staje seryjny morderca Wounded Man o nietypowym i szokującym wyglądzie, który torturuje swoje ofiary. Z jednej strony przerażający, zaś z drugiej jest to postać tragiczna, gdyż swoje już wycierpiał, a teraz znalazł sposób, aby nie czuć już żadnego bólu. Człowiek Nietoperz musi odgadnąć przyczynę ataków, zapobiec kolejnym makabrycznym zabójstwom, a śledztwo prowadzi go na peryferia Gotham, do "miasta bez krzyków" i mrocznych sekretów ukrytych przez Ace Chemicals. W kolejnych historiach główny bohater musi uwolnić policjantkę z żyjącego własnym życiem budynku określanego jako "Scarface Towers", spotyka na swojej drodze kogoś, kto chce przywrócić świetność zapomnianej dzielnicy oraz o istnieniu gangu Red Hooda, a także staje oko w oko z szalonym podpalaczem, które przy pomocy ognia zamierza oczyścić Gotham. Jak każdy człowiek Bruce ma swoje granice wytrzymałości i gdy dzieje się tak wiele złego w jego mieście w tak krótkim odstępie czasu, nawet Batman będzie przeżywał chwile słabości i pomimo wielkich chęci trudno mu będzie zapobiec wszystkim tragediom/rozwiązać każdą sprawę.

Najmocniej i na dłużej wyryły mi się w pamięci pierwsze dwie opowieści, ale również dwie pozostałe miały sporo do zaoferowania i wymusiły pewne głębsze refleksje. Nie jestem wielkim fanem tego, aby na koniec trochę na siłę i powiązać wszystkie intrygi w jedno za sprawą pewnej postaci, która zainicjowała ten szereg problemów, z jakimi musiał mierzyć się Batman, bo taki dodatek/takie ujawnienie psuje w dużym stopniu klimat i znaczenie wcześniejszych story arców. W dodatku złoczyńca ten był po prostu pod każdym względem mało atrakcyjny. Bardzo podoba mi się natomiast ta niezwykła, bardzo wymowna, symboliczna i podsumowująca sposób spojrzenia na Batmana i miasto (na to, jak są ze sobą powiązani) przez Wattersa scena, gdzie Człowiek Nietoperz stojąc na dachu powstrzymuje rozprzestrzeniające się płomienie. To akurat okazało się godnym zwieńczeniem całej serii.

Batmana w tym komiksie spotykamy na początkowym etapie kariery (działa w tej roli od trzech lat), w tym klasycznym i jakże uwielbianym przez fanów postaci wydaniu, czyli bat-detektywa. Rozwiązuje przyziemne zagadki, odkrywa szokujące tajemnice, często obrywa od swoich przeciwników (jest bity, połamany, postrzelony i poparzony), cały czas uczy się na błędach, mierzy się z problemami natury moralnej. Jest dużo mroku, szaleństwa, a same intrygi okazują się mocno wciągające, utrzymane w oldskulowych klimatach i duchu tego, co kiedyś można było obserwować np. na kartach serii LEGENDS OF THE DARK KNIGHT, czy w klasykach typu BATMAN: ROK PIERWSZY, BATMAN: DŁUGIE HALLOWEEN.

Nie uświadczymy tutaj członków bat-rodziny, wystarczy obecność Gordona oraz Alfreda. Komiks śledzi się niczym dobrej jakości kryminał, gdzie główny bohater ma do wykonywania swoją misję,  niekończącą się, brudną robotę, polegającą na próbach jako takiego opanowania chaosu, morderstw i zamętu w pełnym ciemnych zakamarków i niepokoju mieście, w tym gnijącym - a właściwie w tym przypadku bardziej pasowałoby określenie płonącym - Gotham. To miasto płonie. W pewnym sensie zawsze płonęło. Człowiek nietoperz każdej nocy staje do niekończącej się walki, aby ugasić ten pożar. Widać wyraźnie na przestrzeni serii, jak ten młody i niedoświadczony bohater ewoluuje i stopniowo urasta do miana miejskiej legendy.

Komiks BATMAN: MROCZNE SCHEMATY nie robiłby takiego wrażenia na odbiorcy, gdyby nie ilustracje stworzone przez Haydena Shermana. Dzięki niestandardowemu kadrowaniu (charakterystyczny element jego warsztatu), sprawnym operowaniu tuszem i cieniami, a także ciekawymi designami postaci i sposobie przedstawiania panoramy miasta, Gotham jawi się jako niebezpieczne, dziwne i pełne życia miejsce. Sherman jako sprawny storyteller potrafi samymi kadrami prowadzić tę opowieść, zachwycają jego ujęcia Batmana w ruchu oraz liczne pozy tego bohatera nawiązujące do kultowych scen stworzonych przez innych bat-artystów. Rysunki zdecydowanie podkręcają klimat i potęgują napięcie, szaleństwo, wszechobecny mrok, a swój nieoceniony wkład wnosi także Tiony Farrell z trafnym doborem niezwykle wyrazistych, intensywnych i urozmaiconych barw. Wizualny majstersztyk i rozkosz da oczu. Czy to w tym komiksie, czy w ABSOLUTE WONDER WOMAN, czy też w najnowszym LEGION OF SUPER-HEROES, Sherman zawsze potrafi dodać coś nowego, unikatowego i zaskakującego do swojego warsztatu, czyniąc każdą z tych serii wyjątkową, dzięki czemu jest dla mnie aktualnie jednym z topowych rysowników komiksów superbohaterskich, obok którego prac nie można przejść obojętnie. Na uwagę zasługują także fenomenalne okładki, zwłaszcza te do numerów 4, 6 oraz 10.

Czytanie i oglądanie kolejnych rozdziałów BATMAN: MROCZNE SCHEMATY to trochę taki powrót myślami do dawnych czasów i przypomnienie, dlaczego tak lubię postać Mrocznego Rycerza. Świetny komiks, warto dać mu szansę, a jednocześnie trochę szkoda, że to tylko 12 zeszytów. Wiem, że od początku taki był plan i taka wizja twórców, ale aż by się chciało, żeby rozwinięto tę serię dalej w ongoing składający się z krótkich, zamkniętych i historii/śledztw.

-------------------------------

Album BATMAN: MROCZNE SCHEMATY zawiera materiał z oryginalnych komiksów BATMAN: DARK PATTERNS #1 - 12.

Dawid Scheibe

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz