Po dwóch dobrych tomach spodziewałem się, że Kyle Higgins obniży loty i nie dostaniemy już tak ciekawej historii jak poprzednio. Niestety miałem rację.
Śmierć Rodziny na dobre wyszła chyba tylko
Batmanowi, gdzie komiks bazował na współpracy i wzajemnym zrozumieniu Snydera i
Capullo. Odnoszę wrażenie, iż reszta scenarzystów nie dała rady wstrzelić się w
koncepcję Scotta Snydera i próbowała napisać cały scenariusz trochę na siłę.
Taka sytuacja miała miejsce w przypadku Higginsa, lecz nie wyglądało to tak źle
jak w innych seriach. Najpierw wszystko po kolei.
