Recenzja komiksu SUPERMAN: UNCHAINED wydanego w Polsce w
grudniu ubiegłego roku przez Egmont jako SUPERMAN: WYZWOLONY.
Seria SUPERMAN: UNCHAINED wystartowało za oceanem w czerwcu
2013 roku, co zbiegło się z premierą filmu MAN OF STEEL oraz obchodami 75-lecia
postaci Człowieka ze Stali. Pracę nad tym tytułem powierzono, patrząc na same
nazwiska, jednym z najbardziej wybitnych twórców komiksowych, czyli Scottowi
Snyderowi (scenariusz) oraz Jimowi Lee (rysunki). Ten epicki duet miał
dostarczyć na łamach dziewięciu zeszytów spektakularną, niezapomnianą opowieść
z Kal-Elem w roli głównej, która będzie mieszanką wszystkiego tego, co w
komiksach z Supermanem najlepsze. Czy jest w ogóle możliwe, aby współpraca
dwóch tak wielkich i uznanych twórców DC mogła nie zakończyć się spektakularnym
hitem? A jednak tym razem wyszło słabiej, niż można było się spodziewać. Nie
znaczy to jednak, że lektura tego albumu nie dostarcza pozytywnych wrażeń, jest
ich całkiem sporo.


