Nie ma co się oszukiwać, że okres spędzony przez Briana Bendisa w roli kreatora przygód Człowieka ze Stali nie zapisze się nigdy złotymi zgłoskami w historii komiksu. Patrząc z perspektywy czasu lektura zarówno serii SUPERMAN, jak i ACTION COMICS jego autorstwa nie była doznaniem w żadnym wypadku przyjemnym, a oba tytuły oraz główny bohater w mojej ocenie tylko ucierpieli na tej 2,5-letniej zmianie warty. Aż trudno uwierzyć, że w tym trudnym i słabiutkim dla miłośnika Ostatniego Syna planety Krypton okresie, właśnie w supermanowym zakątku DCU narodził się niespodziewanie zaskakująco bardzo dobry jakościowo produkt, na którego kolejne odsłony wyczekiwałem swego czasu z dużą niecierpliwością. Oto bowiem na kartach SUPERMAN: LEVIATHAN RISING SPECIAL #1 z połowy 2019 roku dołączona została krótka opowieść z udziałem Jimmy'ego Olsena, która okazała się wstępem do 12-sto częściowej maksi serii od duetu Matt Fraction/Steve Lieber. Jest to tytuł, którym jeśli jeszcze nie mieliście okazji, to czym prędzej powinniście się zainteresować.
