W październiku ukazał się komiks, którego okładkę widzicie
wyżej. Gusta są różne, ale osobiście nie przepadam za Harley Quinn. Miałem
natomiast w pamięci jedną z komiksowych historii o Suicide Squad, gdzie ta
postać tymczasowo wraca do swojego spokojniejszego charakteru (z czasów gdy
używała nazwiska Harleen Quinzel). Lubie ogólnie historie, w których złe
postacie przechodzą pozytywną przemianę i stają się dobre. Najprawdopodobniej
oczekując podobnych motywów, zdecydowałem się na sięgnięcie po recenzowany tom.
Czy komiks mnie zadowolił? Nie, ale jeśli chcecie wiedzieć dlaczego, to
zapraszam do zapoznania się z resztą tekstu.
