
Originy komiksowych postaci z DC i Marvela
to coś, co niejako z zasady musi być co
jakiś czas odświeżane i pokazywane na nowo, z zachowaniem szacunku dla pewnych
istotnych kwestii definiujących daną postać. Oczywiście na znacznie więcej
można sobie pozwolić we wszelkiej maści elseworldach, lecz jeśli chodzi o
tytułu i bohaterów z głównego uniwersum, to raczej nigdy nie doczekamy się
historii początków Supermana bez eksplozji planety Krypton, Batmana bez śmierci
jego rodziców czy Wonder Woman bez momentu rozbicia się samolotu Steve’a
Trevora na Temiskirze. I chociaż bardzo często kręcimy nosem na to, że
wydawnictwa przymuszają nas do kolejnego już czytania odświeżonej genezy danej
postaci, często okazuje się, że są to naprawdę wartościowe komiksy. Przypomnijcie
sobie przygody Batmana, Robina, Batgirl czy Green Arrowa w tomach z podtytułem
YEAR ONE/ROK PIERWSZY. Rzućcie okiem ponownie do SUPERMAN: TAJNA GENEZA czy
wcześniejszego SUPERMAN: CZŁOWIEK ZE STALI – to wszystko historie, które należą
do ścisłej czołówki opowieści z danymi postaciami. Ale nie wszystkie tego typu
tomy zawierają treść, którą potem trudno zapomnieć. W przypadku WONDER WOMAN tom
2: ROK PIERWSZY, lekturę zakończyłem z mieszanymi uczuciami, o których opowiem
w dalszej części tekstu.