Chyba każdy twórca, który
dłużej siedzi za sterami serii, opowiadającej o przygodach znanej i popularnej
postaci, prędzej czy później to zrobi. Jeśli nie na początku, to na którymś z
późniejszych etapów swojego runu. Mowa o przedstawieniu na nowo,
zaprezentowaniu własnej wersji pierwszych kroków stawianych przez głównego
bohatera, bohaterkę, czy też całą drużynę. Williamson nie jest żadnym wyjątkiem
od reguły i czekał aż do zeszytu 70, aby cofnąć się do tych jakże ważnych
momentów i przypomnieć, jakie okoliczności towarzyszyły narodzinom Flasha.
Okoliczności, które zakładam wszyscy fani postaci znają bardzo dobrze, ale
scenarzysta nie odmówił sobie okazji wtrącenia do oklepanego tematu swoich
kilku groszy, pewnych modyfikacji, które akurat w tym momencie uznał za istotne
i potrzebne. Czy wyszedł z tego jeszcze jeden odgrzewany niepotrzebnie kotlet,
czy też wartościowa, oryginalna i z różnych powodów istotna geneza Szkarłatnego
Speedstera?
