Batman: Nocne Koszmary, czyli nolanowska Incepcja w świecie DC Comics
Zabierając się za lekturę tomiku, który dosłownie przed momentem zasilił szeregi marcowych nowości wydawnictwa Egmont, muszę przyznać, że byłem naprawdę zaintrygowany. Samego eventu Knight Terrors nie miałem na oku, kiedy wychodził on w USA, dlatego chciałem podejść do niego z perspektywy czytelnika, który nie śledzi na bieżąco dosłownie wszystkiego spod szyldu DC. Jeśli chodzi o te najnowsze komiksowe pozycje, ze wstydem muszę się przyznać, że mam ostatnio trochę zaległości. W związku z oczekiwaniami co do Nocnych Koszmarów z tyłu głowy pojawiały mi się myśli, że jest to event, a więc – przynajmniej w teorii – wydarzenie z dużą pompą, które powinno być znaczące i zmieniać w jakiś sposób status quo uniwersum. Miałem więc całkiem spore oczekiwania i wilczy apetyt na bezpardonową rozrywkę. Po przeczytaniu tego komiksu uznaję tę pozycję za naprawdę udaną, aczkolwiek po drodze pojawiły się mimo wszystko pewne drobne potknięcia.



















