"Co to jest: im bardziej je łamiesz, tym
lepiej działa? Prawo."
Recenzję finałowego tomu zwieńczającego
maxiserię poświęconą postaci Oswalda Cobblepota rozpocząłem jedną z zagadek
Riddlera, która przewija się w tej historii i w mojej ocenie kapitalnie
podsumowuje sedno całej fabuły. Na pierwszy rzut oka "Wszystko, co
złe" to prostolinijna opowieść
gangsterska o powrocie do władzy i pieczy nad imperium przestępczym starego
wygi, jednego z ikonicznych adwersarzy Batmana. Nie trzeba być ogromnym znawcą
świata DC Comics, by pokusić się o stwierdzenie, że już niejednokrotnie
widzieliśmy Pingwina działającego w bardzo podobnych okolicznościach, czyli w
stanie chronicznej walki o pozycję. Sama postać gothamskiego ojca chrzestnego
mimo wielu zmarszczek przeżywa swoją drugą młodość. Ponownie w ostatnim czasie
zaczęła angażować i intrygować odbiorców popkultury po skrajnie pozytywnym
przyjęciu przez widzów serialu z wybitnym Colinem Farrellem oraz zjawiskową
Cristiną Milioti w rolach głównych. Historia napisana przez Toma Kinga, którą
otrzymaliśmy niedawno za pośrednictwem wydawnictwa Egmont mimo odtwórczości
pewnych motywów również stała się świetną okazją do głębszych rozważań na temat
wadliwości systemu sprawiedliwości. Zdobywca nagród Eisnera w odróżnieniu od
większości dotychczasowych autorów próbuje jednak skupić się nie na tym, co
dzieli Batmana i Oswalda, ale przede wszystkim na pewnych cechach, celach i
postawach, które (mimo, iż być może sam Bruce Wayne nie jest z tego przesadnie dumny)
są niejednokrotnie zbieżne dla owej dwójki dżentelmenów.