Detective Comics – finał serii Rama V
Od prawie dwóch lat na polskim rynku ukazywała się seria Detective Comics spod pióra Rama V. Wówczas sięgnąłem po nią jako alternatywę do według mnie miernego Batmana Zdarsky’ego i od razu zaskoczyłem się pozytywnie wyjątkowym podejściem do postaci Mrocznego Rycerza. Autor łącznie napisał aż 28 zeszytów mieszczących się w pięciu grubych albumach, a których finał ukazał się w zeszłym miesiącu.
Batman został powieszony podczas publicznej egzekucji Orghamów i wszelkie starania Catwoman poszły na nic. Z tego też powodu piąty tom rozpoczyna się od dwóch linii fabularnych. W jednej obserwujemy Batmana wewnątrz jego własnego umysłu, gdzie wyrusza na wyprawę w głąb piekielnych otchłani. Podczas niej próbuje odzyskać swoją tożsamość i pokonać demona, który zagnieździł się wewnątrz.
Podczas jego nieobecności rodzina Orghamów uruchamia Maszynę Rzeczywistości, której moc ma rozprzestrzenić się po umysłach mieszkańców Gotham. Ma ona sprawić, że w ich świadomości nie pozostanie żaden ślad obecności Mrocznego Rycerza. Los Gotham waży się na pozostałych mścicielach, którzy bronią go wraz z komisarzem Gordonem, Oracle, czy Nightwingiem i Azraelem. Tym samym nie wiemy sami, do kogo należy noc, oraz kto faktycznie broni Gotham. Chaos uwalnia innych przeciwników, takich jak Two-Face czy Mr. Freeze, a nawet córkę Jokera.
Akt III Gothamskiego Nokturnu zawiera aż dziewięć zeszytów, które nie opowiadają jedynie tej jednej historii. Detective Comics już od dłuższego czasu jest wypełnione back-upami poszerzającymi świat przedstawiony przez Rama V o dodatkowe perspektywy innych bohaterów. W tym wchodzimy w życie Nightwinga, Cassandry Cain, czy Two-Face’a, a nawet i Talia Al.-Ghul ma swoją kilkustronicową historię poszerzającą nasze spojrzenie na rodzinę Orghamów pustoszącą Gotham już od bardzo dawna.
W tym wszystkim jednak cała walka Batmana z własnym umysłem to niestety tylko fragment, który zdaje się być najciekawszym elementem albumu. To zaledwie trzy zeszyty wymieszane przeróżnymi perspektywami. Nie sposób przez to poddać jednolitej ocenie całej szaty graficznej, bowiem przy powstawaniu tego albumu pracowało aż jedenastu artystów! Przez to mam spory problem z wizualnym aspektem komiksu.
Nie ma na czym zawiesić oko na dłużej, a style zmieniają się gwałtownie, nawet na przestrzeni zaledwie jednego zeszytu. W rezultacie ostatni tom to wizualna jatka, która z jednej strony starannie dopełnia chaos, wprowadzony przez Orghamów, z drugiej daje poczucie mocno niespójnego wizualnie świata.
Zdołałem jedynie zapamiętać plansze naszkicowane przez Riccardo Federiciego. Jego obłędny styl pomaga wejść w świat wewnątrz umysłu Bruce’a Wayne’a i wraz z nim wyruszyć w podróż ku zrozumieniu samego siebie. Wspaniale współgrają z paletą barw obraną w pierwszych trzech zeszytach. Federici podsyca historię dawką grozy i enigmy, wypływającą z tych plansz. Jeszcze bardziej doceniamy je po lekturze, gdy zajrzymy do dodatków, gdzie znajdziemy te same plansze bez nałożonych tuszy i kolorów. Szkoda tylko, że to zaledwie kilkanaście stron na cały tak gruby album. Później artyści nie wyróżniają się na tle tego co nabudowano już na samym początku.
Ram V wprowadza mnóstwo wątków, które musi zakończyć na przestrzeni tych kilku zeszytów. I choć jest ich aż dziewięć, tak odczułem niestety wrażenie, że jest to kolejna seria cierpiąca na zakończenie, które musi upchnąć jak najwięcej wprowadzonych przez scenarzystę wątków. Cała walka sprowadzona jest jeszcze raz do chaosu, a tylko kilka postaci jesteśmy w stanie faktycznie śledzić na bieżąco.
Ponadto nie odczułem, przynajmniej w finałowym albumie, że mamy do czynienia z komiksem detektywistycznym. Bardziej odbieram to jako faktycznie zamiennik do Batmana. Detective Comics powinno stać głębszą intrygą, a Mroczny Rycerz powinien uaktywniać swoje detektywistyczne talenty. Tym razem mamy do czynienia z kolejną zagładą Gotham, w której Batman nie ma miejsca na rozwiązywanie zagadek, a prędzej na walkę o ogólne dobro miasta, któremu poświęca swoją wieloletnią krucjatę.
Trudno też jest pogodzić sagę Rama V z ongoingiem Batman, w tamtym momencie pisanym przez Zdarsky’ego. Dostajemy zupełnie inną historię, na znacznie wyższym poziomie metafizycznym, lecz nadal gdzieś zagubioną w całym nabudowanym przez dziesiątki lat świecie. Nie sposób jednak jej nie docenić, zwłaszcza w poprzednich tomach, gdzie Ram V próbuje na nowo nabudować tę historię, a której finał dostajemy właśnie w piątym albumie. Z perspektywy czasu uznaję serię za doskonałe podejście do świata Batmana, ale niestety zagubionego w nieładzie.
------------------------------------
Album otrzymaliśmy od Wydawnictwa Egmont, co nie ma bezpośredniego wpływu na jego ocenę.
Powyższy komiks zawiera materiał z DETECTIVE COMICS #1081 - 1089
Do kupienia m.in. w sklepie Egmontu lub na ATOM Comics.
Autor recenzji: Wiktor Weprzędz




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz