W ostatnim tygodniu lutego Egmont wypuścił na polski rynek m.in. czwartą odsłonę serii BATMAN/SUPERMAN: WORLD'S FINEST, którą na DC Maniaku od początku chwalimy, i która zgarnęła liczne wyróżnienia w poprzednich edycjach Złotych Boosterów. Serii, która od startu koncentruje się bardziej na przeszłości i rozgrywa gdzieś na uboczu tego, co dzieje się w bieżącym DCU, przez co jest bardziej przystępna dla statystycznego czytelnika. Są odsłony bardzo dobre i te nieco słabsze, ale żadna z nich nie schodzi poniżej pewnego, wysoko ustawionego na starcie poziomu. Jeśli tak jak mnie przypadły Wam do gustu wcześniejsze trzy wydania zbiorcze, to sięgnięcie po album z cyfrą cztery na okładce wydaje się oczywistym i jedynym logicznym rozwiązaniem. Sprawdźmy, co tym razem ugotowali dla nas Waid i Mora.
Podczas zwiedzania multiwersum, Barry Allen odkrywa, że na jednej z alternatywnych Ziem przebywa uznany za zaginionego David Sikela/Chłopiec Grzmot. Flash przekazuje Supermanowi informację, iż życie chłopaka może być zagrożone, i najpewniej potrzebuje pomocy swojego byłego mentora. Kal-El bez wahania decyduje się wyruszyć na Ziemię-22, a towarzyszy mu oczywiście Batman. Dzięki kosmicznej bieżni Szkarłatnego Speedstera przenoszą się do alternatywnego świata, gdzie panuje kult Goga, a mieszkańcy nie mają pojęcia o istnieniu multiwersum. Superman z Batmanem dosyć szybko odnajdują w tym świecie Davida, ale spotkanie z nim okazuje się początkiem poważnych kłopotów dla dwójki naszych tytułowych bohaterów.
Omawiany album jest stosunkowo cienki, gdyż liczy zaledwie 132 strony i zawiera pięcioczęściowy story arc, w którym zgodnie z wcześniejszą obietnicą, Mark Waid powraca do wątku związanego z postacią o pseudonimie Boy Thunder, którego poznaliśmy w drugim tomie serii. Obowiązkowo zatem należy przywołać ze swojej pamięci, albo po prostu na szybko jeszcze raz przeczytać, album zatytułowany DZIWNY PRZYBYSZ, bo bez tego lektura czwartej odsłony nie ma zbyt wielkiego sensu. A jeszcze lepiej, jakby zaaplikować sobie również w ramach powtórki klasykę w postaci KINGDOM COME: PRZYJDŹ KRÓLESTWO Waida i Rossa, bo to właśnie do niej odwołuje się i do tego alternatywnego świata powraca scenarzysta. Całą historię traktować można jako swoisty prequel komiksu z roku 1996, gdzie dostajemy różne nawiązania i podbudowę pod znane od lat, przyszłe wydarzenia z udziałem chociażby Magoga. Powrót Waida do znanej chyba wszystkim historii napisanej trzy dekady temu cieszy, bo to projekt, na którym jak mało kto się zna i skoro chciał, to dlaczego nie miałby znów pobawić się postaciami z Ziemi-22, które są przecież tak bliskie jemu sercu. Ma do tego pełne prawo. Inna sprawa natomiast, czy ten powrót był ważny, potrzebny i wniósł wiele nowych elementów/wiadomości, czy też zrobiony typowo pod większą sprzedaż, bo przecież KINGDOM COME w tytule z miejsca budzi zainteresowanie i gwarantuje więcej dolarów wydawnictwu.
Akcja komiksu dosyć szybko pędzi do przodu i nie ma tutaj czasu na przestoje. Superman i Batman wpadają w wir wydarzeń, które szybko sprowadzają na nich kłopoty, a wszystko w wyniku nieporozumień, kłamstw, czy też szalonych planów Goga, któremu mieszkańcy Ziemi-22 oddają cześć. Najpierw odhaczamy tradycyjne dla tego typu spotkań starcie bohaterów z bohaterami, a w następnym etapie dostajemy klasyczne połączenie sił przeciwko wspólnemu niebezpieczeństwu, gdy opada już utkana przez Goga i jego ucznia gruba i szeroka kotara utkana z kłamstw, gdy zdjęte zostają klapki z oczu Kal-Ela, Bruce i pozostałych herosów z alternatywnej Ziemi. Jest zwycięstwo, krew, łzy oraz decyzja, która jedną z postaci pchnie w kierunku, jaki zobaczymy już w innym komiksie. Finał jak najbardziej satysfakcjonuje, wszystko ma tutaj ręce i nogami, z jednej strony zamykając wcześniejsze wątki, a z drugiej stanowiąc płynne przejść do innej opowieści.
Pomimo, że mamy na scenie gęsto od różnych bohaterów i złoczyńców, a także poruszone zostają kwestie multiwersum, to opowieść ta jest naprawdę lekkostrawna i łatwa do śledzenia. Scenarzysta po raz kolejny udowadnia, jak bardzo kocha i rozumie poszczególne postacie, ukazując m.in. świetnie rozpisane relacje pomiędzy Batmanem i Supermanem z głównej Ziemi, a ich odpowiednikami z Ziemi-22. Najbardziej podoba mi się to, jak Waid przedstawia Człowieka ze Stali, nie pierwszy i nie ostatni raz podkreślając wartości, które są ważne dla tego herosa i pokazując, jak integralną, ważną, potrzebną i nieodłączną częścią jest on całego świata DC. Nie można też nie wspomnieć o mocnym wejściu władcy Apokalips w ostatnim zeszycie. Nie pamiętam, kiedy ostatnio czytałem i oglądałem komiks, w którym Darkseid swoją obecnością robi tak wielkie wrażenie, góruje nad pozostałymi i daje do zrozumienia, jak jest pod każdym względem większy i silniejszy od osób, które spotyka na swojej drodze. "Darkseid is" pełną gębą.
W kwestii warstwy wizualnej sytuacja jest dosyć klarowna i praktycznie niezmienna w porównaniu do poprzednich części, co trzeba odczytywać jako informację tylko i wyłącznie pozytywną. Całość narysował Dan Mora, a kolory naniosła Tamra Bonvillain. Mora nie ma zamiaru obniżać wysokiego poziomu i konsekwentnie serwuje bardzo widowiskowe, efektowne plansze, a scenariusz jest tak pod niego skonstruowany, że ma bardzo duże pole do popisu. Artysta dobrze się bawi, tak samo jak ja chłonąc poszczególne mniejsze i większe kadry jego autorstwa. Nie ma się do czego przyczepić, tylko podziwiać efekt pracy Dana Mory, którego cartoonowo-mangowy styl świetnie sprawdza się w tak licznie obsadzonych, dynamicznych, napakowanych pojedynkami klimatach.
Co prawda nie są to jakieś wyżyny, jeśli chodzi o umiejętności pisarskie Marka Waida, ale nie zmienia to faktu, że tę historię czyta się lekko, szybko, przyjemnie i zapewnia ona dobrej jakości rozrywkę spod znaku superhero. Do tego jest cudnie zilustrowana. Czyli wszystko to, czego od samego startu oczekuję od tego tytułu. Oj tak, dobrze było ponownie wrócić po dłuższej przerwie do tej opowieści, którą znałem z oryginalnych zeszytów i jeśli jeszcze nie mieliście okazji przeczytać czwartej odsłony serii, to koniecznie to nadróbcie. A na kolejną porcję BATMAN/SUPERMAN: WORLD'S FINEST nie będzie trzeba czekać w Polsce zbyt długo, gdyż piąty tom premierę będzie mieć w drugiej połowie kwietnia.
----------------------------------------
Komiks otrzymaliśmy w celach recenzenckich od wydawcy, a Egmont nie miał żadnego wpływu na treść powyższej opinii.
Opisywane wydanie zawiera materiał z oryginalnych komiksów BATMAN/SUPERMAN: WORLD'S FINEST #20 - 24.
Czwarty tom omawianej serii bez problemu kupicie w internetowym sklepie Egmontu lub na ATOM Comics.
Autor: Dawid Scheibe




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz