"Popełnialiśmy błędy. I pewnie nadal będziemy. Jesteśmy tylko ludźmi pełnymi skaz. Od tego nie uciekniemy. Możemy tylko próbować być dobrymi ludźmi".
W lipcu Egmont zakończył publikację serii BATMAN pióra Chipa Zdarsky'ego, która zamknęła się w sześciu wydaniach zbiorczych wydanych w Polsce w ciągu dwóch lat. Omawiając w kwietniu na DCManiaku piąty tom chwaliłem scenarzystę za to, jak umiejętnie i satysfakcjonująco zamknął długi wątek dotyczący Failsafe'a oraz Batmana Zur-En-Arrh. Były po drodze słabsze i zbyt pokręcone jak na mój gust odsłony, które dawały powody do marudzenia oraz narzekania, ale były jednocześnie momenty tego rozpoczętego w lipcu 2022 roku runu, które oceniam jak najbardziej pozytywnie. I dlatego właśnie doceniam Zdarsky'ego za to, że potrafił dobrze wystartować i zyskać moją uwagę/zainteresowanie, a później umiał swoją długą historię zamknąć udaną klamrą. Pomiędzy 1 i 5 tomem poziom falował, nie wszystkie pomysły do mnie trafiły, ale doceniam za oryginalną, konsekwentnie prezentowaną wizję, od początku do końca w sposób, jaki twórca sobie wymyślił i zaplanował. Teraz przyszedł czas na szósty tom, który stanowi swego rodzaju batmanowy "Last Dance" wspomnianego scenarzysty, odrębną opowieść, całkiem strawną jako samodzielne i smaczne danie.
Czas na
nowe otwarcie, gdzie Bruce realizuje swój wielki plan rewitalizacji miasta. Jednocześnie
obserwujemy chaos i protesty na ulicach wymierzone m.in. w stronę Wayne'a. Do
tego Batman staje się dla Vandala Savage'a wrogiem numer jeden i musi uciekać
przed ścigającą go policją. Miejsce nietoperza zajmuje w Gotham tajemniczy Komandor
Gwiazda, który za zgodą komisarza zostaje dyżurnym superbohaterem i dba od
teraz bezpieczeństwo mieszkańców. Riddler
założył firmę i oczyszczony z wszelkich zarzutów prowadzi firmę, jaka oferuje
mieszkańcom super zabezpieczenia nie do złamania. Czy Edward Nygma rzeczywiście
przeszedł na "dobrą stronę mocy?". Jak ma się to całe wejście Gotham
w nową, świetlną przyszłość, jeśli już na starcie zamordowany zostaje burmistrz
Nakano? Mroczny Rycerz i prywatny detektyw James Gordon mają ręce pełne roboty,
a i tak nie wiadomo, czy uda się zapobiec wybuchowi Trzeciej Wojny Światowej?!
Cofnijmy się do roku 2024. Na wieść o odejściu z DC redaktora Bena Abernathy oraz biorąc na siebie wcześniej zbyt dużo projektów jednocześnie, Chip Zdarsky postanowił opuścić serię BATMAN finalizując wszystko, co dotyczy Failsafe'a oraz Zur-En-Arrha (plus pisząc "na zaś" scenariusze do batmanowych tie-inów ABSOLUTE POWER). Został jednak poproszony przez władze DC, aby napisał jeszcze jeden dodatkowy, przejściowy, kilkuczęściowy story arc, który będzie takim łącznikiem pomiędzy WŁADZĄ ABSOLUTNĄ, a DC All-In. Jednocześnie miało dać to czas duetowi Jeph Loeb/Jim Lee, a zwłaszcza temu drugiemu, aby przygotować historię H2SH na potrzeby tego samego ongoingu. Zdarsky zgodził się i wywiązał się ze swojego zadania, na długo przed startem "Umierającego miasta" oddając w ręce DC gotowy scenariusz do pięciu zeszytów.
Chip wrzucił do jednego garnka wiele rzeczy, wiele postaci jednocześnie i zlepił to wszystko w jedną, w miarę spójną całość. Znajdziemy w tej historii zarówno ciekawe zwroty akcji, sporo efektownej akcji (zwłaszcza w drugiej części tomu), manipulacje, czy śledztwo w sprawie morderstwa. Część przedstawionych wydarzeń tak naprawdę resetuje się pod koniec, także nie pozostaje aż tak dużo ważnych elementów, które są później niezbędne, aby płynnie wejść w lekturę runu Matta Fractiona. Do plusów tej opowieści zaliczyć należy również to, że jest ona przystępna i łatwa do śledzenia, nie wymaga tak dużego zaangażowania szarych komórek, jak to było np. w przypadku poprzednich odsłon serii. Jest tutaj wszystko to, co lubię w komiksach o Batmanie, czyli trochę przyziemnych, osobistych problemów Bruce'a, który na końcu odbywa ważne rozmowy, pomagające mu lepiej zrozumieć siebie i swoją misję. Trochę spektakularnych pojedynków i widowiskowych kadrów, jak np. ten z samolotem nawiązujący do pierwszego zeszytu serii pisanej jeszcze przez Toma Kinga. Trochę Człowieka Nietoperza w roli detektywa, który próbuje oczyścić z zarzutów przyjaciela i odgadnąć prawdziwe plany Riddlera, czy też Trybunału Sów, znaleźć osoby odpowiedzialne za podsycanie zamieszek w mieście. Nie brakuje też dobrze napisanego Gordona, który odgrywa ważną rolę i widzimy go w różnych, często nietypowych sytuacjach. Jest też nowy złoczyńca w dosyć zabawnym kostiumie, który jak się na końcu okazuje jest Batmanowi oraz czytelnikowi dobrze znany. Dzieje się sporo, akcja pędzi dosyć szybko i sprawnie do przodu, przez co komiks nie należy do tych męczących i przeciągniętych.
Na samym końcu umieszczono główną, liczącą 30 stron historię z wcześniejszego, 150 numeru serii. Akcja kręci się wokół podrzędnego bandziora o imieniu Teddy, który w albumie WOJNA O GOTHAM poznał przypadkowo tożsamość Batmana. Co z taką wiedzą zrobić? Czy mężczyzna rzeczywiście wygrał złoty los na loterii? Czy uda mu się podjąć dobrą decyzję zarówno dla siebie, jak i dla całego Gotham? Bardzo dobry one-shot, bez fajerwerków, przyziemny, z mocnym akcentem na kwestie rodzinne oraz podkreślający jedną z supermocy Batmana - w każdym widzi dobro i każdemu potrafi dać drugą szansę.
Jak to panie i panowie wygląda od strony wizualnej? Otóż mamy sześć zeszytów zilustrowanych przez pięciu artystów. Niech sobie inni ponarzekają, że to przesada jak na taki krótki komiks i zmiany stylu są zbyt duże/zbyt częste, bo mi to kompletnie nie przeszkadza. Warto wiedzieć, że pierwotnie do narysowania całości wyznaczony był Jorge Jimenez, ale ponieważ poszczególne odsłony miały wyjątkowo ukazywać się w dwutygodniowych odstępach, nie było to po prostu dla niego wykonalne. Sięgnięto zatem po posiłki z różnych stron. Pech chciał, że Jim Lee (któż by się spodziewał) zawalił terminy przygotowując odsłony 158-163 i ostatecznie DC zrewidowało plany wracając z BATMANEM do trybu jeden zeszyt na miesiąc, a Jimenez zajęty już był niestety innym projektem. Po naszkicowaniu numeru 153 powrócił zatem jeszcze pomóc w stworzeniu oprawy do numeru 157, no bo skoro coś razem z Chipem zaczęli, to razem też wypadałoby to skończyć. Jorge dołożył wcześniej od siebie trochę stron do #150. Podziwianie efektów jego pracy to jak zawsze przyjemność, zwłaszcza mając do czynienia z dynamicznymi sekwencjami, gdzie pełno wybuchów, pościgów, wymian ciosów. Przyjemny mangowy styl, który od dawna utożsamiam z Batmanem z głównego DCU. Pozostał rozdziały ozdabiają swoimi rysunkami artyści, którym ilustrowanie przygód Mrocznego Rycerza nie jest obce. Jorge Fornes, Carmine Di Giandomenico, Denys Cowan oraz Tony Daniel to mieszanka kompletnie różnych stylów, w której trudno mi znaleźć jakieś słabe ogniwo. Inna kreska, inny sposób kadrowania, inaczej przedstawiany sam Batman, ale każdorazowo widać, że są to plansze dobre jakościowo. Pod względem wizualnym jest to produkt naprawdę cieszący oko.
BATMAN: UMIERAJĄCE MIASTO to po prostu dobry komiks, który w mojej ocenie zasługuje na to, aby go kupić i przeczytać. Ośmielę się stwierdzić, że to zaraz po świetnej maksi serii BATMAN: THE KNIGHT najlepsze połączenie Batman + Chip Zdarsky, z jakim miałem okazję się zapoznać. Co prawda nie czuję na tę chwilę potrzeby, aby kiedyś do tego komiksu (jak i całego runu) wracać, ale w żadnym wypadku nie uważam czasu spędzonego na zapoznaniu się z treścią szóstego tomu za stracony. To było całkiem przyjemne doświadczenie. Jak widać czasem coś, co miało pełnić jedynie rolę "zapychacza antenowego" może dać odbiorcy więcej frajdy, niż ta główna, dopieszczona przez twórcę opowieść.
Tyle od Chipa Zdarsky'ego w temacie Mrocznego Rycerza. Teraz pałeczkę przejmie Matt Fraction, który wspólnie z Jimenezem pociągnie dalej przygody tego bohatera w ramach głównego uniwersum, pod szyldem DC All In i na kartach nowej serii (BATMAN v4). Za mną lektura 11 zeszytów tego nowego runu wydanych w USA i już teraz wiem, że chętnie zrobię miejsce na swojej półce, aby kiedyś umieścić tam polskie wydanie/wydania.
---------------------------------------------
Egzemplarz recenzencki otrzymałem od Egmontu, a wydawnictwo jak zwykle nie miało wpływu na treść powyższej opinii.
Omawiany tom zawiera materiał z oryginalnych komiksów BATMAN v3 #153 - 157 oraz #150.
Komiks do kupienia m.in. w internetowym sklepie Egmontu oraz na ATOM Comics.
Autor recenzji: Dawid Scheibe





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz