Na początku sierpnia ukazała się szósta i zarazem ostatnia odsłona z cyklu powieści graficznych z Młodymi Tytanami w roli głównej, za które od początku odpowiadają scenarzystka Kami Garcia oraz rysownik Gabriel Picolo. Ten cykl z linii DC Young Adults, gdzie od podstaw i w nieco innym świecie poznajemy tytułowych bohaterów, rozpoczął się w roku 2019 wraz z wydaniem TEEN TITANS: RAVEN, a kończy się po siedmiu latach tomem TEEN TITANS: TOGETHER. Trochę zatem trzeba było się naczekać, ale wreszcie w ręce czytelników trafia finalna część, która w założeniu ma domykać całą opowieść. A skoro na bieżąco czytałem poszczególne tomiki (czasem zastanawiając się, po co to właściwie robię, bo poziom mocno się wahał) to głupio byłoby odpuścić przed samą metą i nie przeczytać również ostatniej części.
Drużyna jest wreszcie w komplecie. Teraz siódemka młodych ludzi o niezwykłych umiejętnościach musi opracować plan, aby raz na zawsze rozprawić się z organizacją H.I.V.E. oraz współpracującym z nią Slade'em Wilsonem. Najpierw jednak trzeba uporać się z jeszcze jedną sprawą, a konkretnie demonicznym ojcem Raven - Trygonem.
Ostatni tom to w teorii swoista wisienka na torcie, gdyż poznani wcześniej bohaterowie nie działają już osobno, czy w mniejszych grupkach, tylko stanowią jedną ekipę. Zaczynamy dokładnie w tym samym punkcie, co kończył się komiks z podtytułem STARFIRE, który w mojej ocenie był jednym z tych najlepszych odsłon, falującego pod względem poziomu scenariusza cyklu. Kori, Vic, Gar, Raven, Max, Dick oraz Damian spędzają błogo czas w Wayne Tower delektując się luksusami, jakie ma do zaoferowania to miejsce. Dużo miejsca scenarzystka poświęca rozwinięciu relacjom pomiędzy poszczególnymi postaciami, zwłaszcza romansowi Kori oraz Dicka, czy kłótniom pomiędzy tym ostatnim i Damianem. Byłem przekonany, że ta ostatnia kwestia została już raz na zawsze wyjaśniona w tomie czwartym, ale jak widać Garcia znów rozgrzebuje zakończony temat. Nie kupuję tego. Przysłowiowym kijem wsadzonym w mrowisko okazuje się zbyt łatwe dołączenie do ekipy Kiry (siostry Kori), która - kto by się tego spodziewał - zaczyna mocno mącić i nawet udaje jej się zmanipulować jedną z osób. Ważnym elementem historii są starcia na linii Kori - Kira (czy tylko mnie denerwuje to wręcz nachalne podkreślanie za każdym razem tej pierwszej, że zmaga się z chorobą?), a chyba najciekawszym wątkiem jest rozliczenie się Raven ze swoim ojcem - z mrocznym twistem, który nie jest niczym nowym dla fanów tej postaci - oraz obserwowanie losów mojej ulubionej pary, którą tworzą wspomniana Raven z Beast Boyem. Najmniej czytelnika (a przynajmniej mnie) obchodzi to, co dzieje się w głowie Vica, ale wynika to z tego, że po prostu bohater ten nie dostał wcześniej solowego tomu, przez co nie poznaliśmy go tak dokładnie, jak pozostałych. Podobno były takie plany, ale nic z tego nie wyszło.
Nie miałem i nadal, po przeczytaniu sześciu tomów, nie mam żadnych zastrzeżeń do pracy wykonanej przez Gabriela Picolo. Oferuje on jak zawsze proste, równe i zarazem ładne dla oka rysunki, dostosowane co prawda do młodszego odbiorcy, ale również ci starsi fani komiksów powinni być zadowoleni. Nie ma tutaj jakichś wyszukanych szczegółów, a drugi plan często tworzony jest bardzo oszczędnie, ale właśnie taka kreska dobrze współgra z tematem, jaki proponuje nam scenarzystka. Czas pokazał, że Picolo okazał się idealnym wyborem do narysowania warstwy wizualnej całej serii i jednocześnie gwarancją określonej jakości.
Tempo akcji jest stosunkowo słabe, teen drama zajmuje zbyt dużo miejsca, jak na kulminacyjną odsłonę cyklu, mamy nawarstwianie się różnych drobnych problemów, które są zbyt szybko rozwiązywane i od jednego od razu przechodzimy do kolejnego, a skala zagrożenia nie jest praktycznie wyczuwalna. Finałowa potyczka delikatnie mówiąc rozczarowuje pod względem przebiegu, zajmuje bardzo mało miejsca i pozostawia niedosyt. Oczywiście w tego typu opowieściach wiadomo jest, że całość musi skończyć się dla tych dzieciaków happyendem, ale można było zmusić ich do większego wysiłku czy pokazać, że siła leży w drużynie i współpracy. Według mnie tego zabrakło. H.I.V.E. oraz Slade Wilson znów ukazani są jako grupa nieudaczników, a nie jakieś poważne zagrożenie dla Tytanów. Są mocni w gębie, ale jak przychodzi co do czego, to nie jest problemem ich pokonać. Bardzo mnie ciekawi, czy osoby będące głównym targetem takiego komiksu poczują satysfakcję śledząc jego decydujące sceny i sposobem, w jaki pokazano starcie w siedzibie H.I.V.E.
Na samym końcu umieszczono kilka stron z BIRDS OF PREY: THE ORIGINS skierowanej również do młodszego odbiorcy. Jest to tytuł, który ma się ukazać jesienią, a ja zapewne prędzej czy później go sprawdzę, bo zapowiada się ciekawie.
Komiks TEEN TITANS: TOGETHER nie spełnił moich oczekiwań (a zapewniam, że nie były one jakoś strasznie wysokie), które pojawiły się zwłaszcza po lekturze niezwykle udanego TEEN TITANS: STARFIRE. Był potencjał i możliwości na coś lepszego, a wyszło jak wyszło, czyli poprawnie. Czytało się te ponad 180 stron lekko, błyskawicznie, zilustrowane zostało tak, jak się tego spodziewałem, ale całość oceniam jednak jako taką ładnie ozdobioną wydmuszkę. Szkoda.
Jeśli zbieracie ten cykl po polsku, to wersji tomu 6 przygotowanej przez Egmont można śmiało spodziewać się u nas w przyszłym roku.
Coś się kończy, ale jednocześnie coś się zaczyna. Garcia oraz Picolo pracują już nad nowym projektem zatytułowanym YOUNG JUSTICE, który w omawianym tomie został zasygnalizowany. A widząc na jednym z kadrów Deathstroke'a trzymającego teczkę z napisem "Bart Allen" można się spodziewać, że złoczyńca ten również pojawi się w tej nowej serii/cyklu powieści graficznych. Zobaczymy, co na początek w temacie Kid Flasha i Blue Beetle'a wspomniani twórcy nam przedstawią. Data premiery nie jest jeszcze znana.
------------------------------------
Opisywany komiks znajdziecie oczywiście w ofercie sklepu ATOM Comics.
Autor: Dawid Scheibe




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz