niedziela, 30 sierpnia 2026

ACTION COMICS VOL. 1: BOY OF STEEL

Mark Waid opowiedział w ramach serii ACTION COMICS perypetie Supermana w Strefie Widmo, czyli składającą się z 12 numerów, całkiem przyjemną historię THE PHANTOMS, która już we wrześniu ukaże się w Polsce nakładem Egmontu. Kilka miesięcy później ponownie, tym razem na dłużej przejął stery scenarzysty we wspomnianej serii, którą zresztą pisze aż po dzień dzisiejszy. Waid powrócił, aby zaprosić czytelników na podróż w przeszłość i zaprezentować przygody młodego, kończącego właśnie 15 lat Clarka Kenta w Smallville, gdzie stawiał swoje pierwsze kroki jako Superboy. I tak rozpoczął się run, który od początku śledzę w formie zeszytowej, ale teraz jest okazja napisać o nim coś więcej, gdy na półkach sklepowych pojawił się (dokładnie 16 czerwca) komiks zbierający pierwsze dziewięć zeszytów wydanych pierwotnie w okresie od czerwca 2025 do lutego 2026.

Clark wreszcie ujawnia się światu, kiedy ratuje mieszkańców Metropolis przed atakiem terrorystów. Od teraz życie chłopaka zmienia się bezpowrotnie. Nadal uczy się posługiwania mocami oraz poznaje limity z nimi związane pod okiem nieoczekiwanego mentora, a do tego musi nauczyć się żyć z podwójną tożsamością, co wbrew pozorom nie jest takie łatwe. Clark zmaga się również na co dzień z całym pakietem problemów, które dotyczą jego rówieśników i szeroko rozumianej kwestii dorastania. Śledząc te wszystkie perypetie przyszłego Supermana po prostu nie sposób się nudzić.

Po swoim powrocie do DC Mark Waid nie zawsze zachwyca i błyszczy, o czym moim zdaniem świadczą np. takie osadzone mocno w głównym uniwersum tytuły, jak WŁADZA ABSOLUTNA, czy miewająca lepsze i gorsze rozdziały seria JUSTICE LEAGUE UNLIMITED. Kiedy jednak twórca ten ma możliwość zanurzyć się w klimaty sprzed kilku dekad, a zwłaszcza do Srebrnej Ery, gdzie czuje się jak ryba w wodzie, wtedy uwidacznia się pełen blask jego talentu pisarskiego. Widać to bardzo wyraźnie na przykładzie BATMAN/SUPERMAN: WORLD'S FINEST, czy BATMAN & ROBIN: YEAR ONE. Nie jest zatem dla nikogo zdziwieniem, że równie dobrze czyta się to, co od czerwca ubiegłego roku, jeszcze pod szyldem inicjatywy Summer of Superman, wyczynia w serii ACTION COMICS. Proponuje nam uwspółcześnione, odświeżone spojrzenie na erę, kiedy to Clark nosił pseudonim Superboy. Historię typu coming-of-age, o którą w sumie nikt nie prosił, a która okazała się niezwykle przyjemnym i pod wieloma względami wartościowym doznaniem.

Już pierwszy numer nowego story arcu pokazuje, że warto się tą historią zainteresować. Mark Waid udowadnia, że jest jak najbardziej właściwą osobą i odpowiednim fachowcem, ze względu na swoją rozległą wiedzę w temacie, miłość do DC Comics oraz zrozumienie postaci, aby przedstawić nam udaną opowieść o nastoletnim Clarku Kencie, zanim ten stał się znany światu jako Superman. Całość obserwujemy z perspektywy dorosłego Kal-Ela, który pełni rolę narratora. Zaczyna się od wspólnej wizyty Kentów w Metropolis, gdzie główny bohater ma szansę wreszcie zadebiutować, pokazać się światu i gdzie zostaje ochrzczony przez prasę Superboyem. Z jednej strony powód do dumy i radości, ale z drugiej także zamieszanie i strach z tym związane, gdyż od tej pory jego życie będzie musiało ulec drastycznym zmianom. Chłopaka rozpiera energia, jak to u nastolatka, ale musi uważać, aby nie przeszarżować. Z jego mocami każda pomyłka/błąd będzie nieść znacznie większe konsekwencje, niż w przypadku jego zwyczajnych rówieśników. Na szczęście ma świetnych rodziców, którzy muszą hamować jego zapędy i studzić gorącą głowę, nauczyć funkcjonować posługując się podwójną tożsamością (świetna scena, gdy Martha tłumaczy sens noszenia okularów). W tym komkise nie brakuje licznych superbohaterskich wyczynów Superboya, ale najfajniejszym elementem opowieści jest chyba to, jak pięknie scenarzysta przedstawia relacje Clarka ze swoimi rodzicami, pełne ciepła, humoru i życiowych mądrości. To właśnie w tych momentach widać ogromne serducho, jakie Waid przelewa na karty tego komiksu, zalewając czytelników potężną dawką emocji i jakże prawdziwych, życiowych, ważnych tematów. Ta rodzinka ma dosyć nietypowe problemy do rozwiązania, w porównaniu do innych rodziców wychowujących swoje dzieci w Smallville. Bez dobrze napisanych Jonathana i Marthy ten komiks nie byłby taki wyjątkowy.

Istotnym elementem jest postawienie nacisku na pełne zawirowań życie osobiste głównego bohatera, który cały czas się uczy panować nad mocami, nad swoim gniewem, a także jak ukryć swoje zdolności i wpasować się w społeczność lokalnej szkoły średniej, gdzie właśnie rozpoczyna naukę. Zdobywa nowych przyjaciół, nowych wrogów, ale także po raz pierwszy się zakochuje, chociaż na razie bez wzajemności. Cieszy też różnorodność tematów, skupienie się na lokalnych problemach, czy pokazanie tego, co dzieje się w głowie bliskiej Clarkowi osobie. Superboy próbuje pomóc jak największej liczbie osób, jednocześnie chcąc zdobyć ich zaufanie, a także uczy się, jak bez użycia pięści, tylko sprytem rozwiązań kwestię nowego nieuczciwego bankier, który wysyła nakazy zajęcia nieruchomości farmerom. Zmuszony jest też zawiązać sojusz z wojskiem, zostaje wysłany z trudną misją w sam środek prawdziwej wojny, czy też ten ostatni nietypowy i zarazem fenomenalny zeszyt, gdzie prym wiedzie Pete bijący się z myślami, gdy przypadkowo odkrywa tajną tożsamość przyjaciela, i gdzie podejmuje właściwą decyzję odnośnie tego, co z tą wiedzą zrobić. Wiem, że dużo się zachwycam i zachwalam to, co miałem okazję przeczytać w ramach zbioru ACTION COMICS: BOY OF STEEL, ale - wierzcie mi lub nie - w tym zestawieniu naprawdę nie ma słabego rozdziału. Każdy na swój sposób dostarcza nowych, ciekawych informacji, generuje dużo emocji, uśmiechu na twarzy i stanowi wartościową opowieść, a nie jakiś zapychacz.

Scenarzysta umieszcza liczne odniesienia oraz drobne nawiązania do świata DC oraz zamieszkujących go postaci. Jedne mniej, inne bardziej oczywiste i łatwe do wyłapania. Przywrócił m.in. długo niewidzianą postać o pseudonimie Captain Comet, kojarzoną mocno z kosmicznym zakątkiem DCU. Po raz ostatni Comet pojawił się w trakcie New 52, gdzie jako Adam Blake/Comet zadebiutował w nowej wersji w trakcie runu Granta Morrisona (seria ACTION COMICS). Najnowsza wersja postaci oprócz bycia mutantem i posiadania niezwykłych mocy, prowadzi podwójne życie jako nauczyciel historii, ucząc m.in. młodego Clarka. Adam Blake chce mieć pewność, że Ziemi nie grozi nic ze strony Kal-Ela i poddaje go licznym próbom, testując limity jego możliwości. Jest zatem dla niego kimś na kształt pierwszego mentora, ale tak naprawdę do końca nie wiadomo, czy można mu ufać, czy może chce Superboya oddać w ręce wojska, które (jak to w wielu komiksach bywa) niezbyt optymistycznie obserwuje nowego superbohatera w akcji i zamiast doceniać jego wkład w pomaganie innym, widzi w nim potencjalne zagrożenie dla kraju i dla świata. Pewne rzeczy nigdy się nie zmienią, prawda?

Nie będzie z mojej strony żadnych peanów wychwalających wyczyny osób odpowiedzialnych za szatę graficzną. Grająca główne skrzypce Skylar Patridge (odpowiada za ilustracje do 6 z 9 numerów) pokazała się z dobrej strony przy okazji wspomnianej historii THE PHANTOMS/WIDMA, gdzie tworzyła dodatkową opowieść z udziałem Supergirl, a jej kreska przypomina trochę styl, jaki na co dzień proponuje Joelle Jones. Są to po prostu dobre, solidnie wykonane i wystarczająco dopracowane rysunki, które sprawdzają się w tych konkretnych klimatach, jakie proponuje Mark Waid, czyli czymś zbliżonym do powieści graficznych z linii Young Adults. Poszczególne postacie nie wyglądają na szczęście tak samo, a segmenty przedstawiające Clarka w szkole czy w domu są równie udane, jak te, gdy w swoim niedoskonałym jeszcze stroju (swoją drogą świetny ten design) ratuje kogoś z opresji, czy walczy z jakimś przeciwnikiem. Jest zatem dobrze, ale jednocześnie nie ma tutaj czegoś spektakularnego, pierwiastka zaje*istości i widowiskowych kadrów, które na dłużej zapadają w pamięci. Jeden zeszyt rysuje Cian Tormey, czyli kolejny znany fanom DC bywalec (SUPERMAN; SON OF KAL-EL, THE QUESTION: ALL ALONG THE WATCHTOWER, ALAN SCOTT: THE GREEN LANTERN), z którego stylem nigdy się szczególnie nie polubiłem. Jest to dla mnie półka niżej od Patridge i taki typowy fill-in artist, ale jak już miałbym go na chwilę gdzieś wrzucić, to byłby to właśnie komiks skierowany do młodszego odbiorcy. Na koniec dwa zeszyty, za które odpowiada Patricio Delpeche, czyli idziemy w nieco bardziej kreskówkowe rejony, tyle że w tym przypadku taka odmiana się sprawdza, zwłaszcza w ostatnim, mocno emocjonalnym rozdziale skupionym wokół Pete'a Rossa. Coś innego, ale całkiem przyjemnego. Duży plus za dobór kolorystyki przez Delpeche.

Podsumowują, ilustracje są niezłe, ale oczywiście mam swoją całą listę artystów, którzy sprawdziliby się jeszcze lepiej od wymienionej trójki. Jeśli natomiast miałby powiedzieć, co najmocniej zachwyciło mnie w kwestii warstwy wizualnej, to byłyby to... świetne okładki od Ryan Sooka :D

ACTION COMICS: BOY OF STEEL to komiks, który od początku do końca mnie zachwycił, pochłonął i po którym mam apetyt na jeszcze więcej. To napisana od serca, z wielkiej miłości do tytułowej postaci oraz bazująca na dużej wiedzy związanej ze światem DC historia nastoletniego Clarka Kenta. Historia opowiadająca w ciekawy i angażujący sposób jego życie na farmie Kentów, o jego próbie odnalezienia się w szkole średniej, wśród nowych osób, a także o stawianiu pierwszych kroków w jego superbohaterskiej karierze. Dużo emocji, dużo humoru, świetnie ułożone dialogi oraz nakreślone relacje pomiędzy poszczególnymi postaciami. To było naprawdę dobre, także nie mam innego wyjścia, jak i Wam polecić lekturę tego komiksu. 

----------------------------

Opisywane wydanie zawiera materiał z ACTION COMICS v2 #1087 - 1095.

Omawiany komiks znajdziecie w ofercie sklepu ATOM Comics.

Autor recenzji: Dawid Scheibe

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz