Nigdy nie pisało mi się zbyt łatwo o komiksach, które totalnie
mi się nie podobają. Tym samym nie wpisuję się zbytnio w legendarną wręcz
„polskość”, w myśl której narzekać lubimy zawsze, wszędzie, na
wszystko i wszystkich bez wyjątków. No cóż, będę musiał jakoś
przebrnąć przez tę bolączkę, której nazwa brzmi THE FURY OF
FIRESTORM: THE NUCLEAR MEN.
