środa, 7 października 2026

UNIWERSUM DC WEDŁUG ALANA MOORE'A

Jeszcze w sierpniu, wydawnictwo Egmont do swojej oferty przyłączyło album Uniwersum DC według Alana Moore’a, komiks, który siłą rzeczy ma przyciągnąć samym nazwiskiem. Oczywiście Moore przeniósł kilka gór w komiksowej branży swoimi Strażnikami, Potworem z bagien, czy Zabójczym żartem. Mimo to nie był to nigdy autor wyłącznie tych kilku czołowych utworów, ponieważ w branży pisał scenariusze blisko 4 dekady.

Uniwersum DC zatem wychodzi z założenia skatalogowania wszystkich jego osiągnięć dla tego wydawnictwa, które nie są tymi wymienionymi. Często pisał pojedyncze zeszyty i zaliczał gościnne występy w poszczególnych seriach. I w zasadzie tym jest ta antologia, prostym przekrojem jego prac dla wydawnictwa, z czego chyba tylko jedna seria jest tutaj dłuższą historią.

Często są to nawet tylko back-upy z zeszytów pisanych przez innych twórców, ale ze stronami z gościnnym występem Moore’a. Całość rozpoczyna historia o Supermanie, wydana u nas w 3 tomie kolekcji DC Bohaterowie i złoczyńcy, a która najpewniej mogła posłużyć za pierwowzór dla jednego z odcinków animowanej Ligi sprawiedliwych. Ta historia jednak jest rozrzucona po całym, blisko 400-stronnicowym albumie. Całość jest wrzucona chronologicznie względem wydawniczym, zatem jeśli Moore miał w jakiejś serii kilkuletnią przerwę, to ta zapewne jest wypełniania innymi scenariuszami.

Trudno jest jednak tutaj powiedzieć coś o spójności historii w momencie, kiedy mamy do czynienia z antologią. Mam wrażenie, że ma ona na celu bardziej uwypuklić ewolucję stylu Moore’a i nakreślić tematy, o których chce pisać w swojej komiksowej sztuce. To natomiast pokazuje, że w czasach przed Kryzysem na nieskończonych Ziemiach i chwilę po tym wydarzeniu, Moore wyróżniał się w komiksie popularnym, nawet jeśli wplata swoje myśli w najprostsze historie.

Każda z nich jest na swój sposób inna, choć to z reguły nakreśla styl wizualny. W tych zeszytach Moore współpracował z takimi rysownikami jak nieodżałowany Dave Gibbons, Klaus Janson, czy Rick Veitch.

Najbardziej zapadająca w pamięć jest historia o Vigilante, lecz przy okazji też lektura jej jest najbardziej pozbawiona sensu. Moore gościnnie pisze już 18-ty i 19-ty zeszyt w momencie, kiedy wszystkie wątki i postaci zostały już ustanowione. Oczywiście w odsiecz idzie biała Kolekcja DC, która wydała więcej zeszytów z tego konkretnie runu. Niemniej jest to wyrwany ze środka motyw, trudny do zrozumienia bez ówczesnej lektury.

Z tym można utożsamić w zasadzie większość tych historii, może z wyjątkiem dwóch ostatnich. Voodoo i Deathblow są oryginalnymi miniseriami Moore’a, w których bawi się w tworzenie swojego własnego świata. Te historie bardziej zapadają w pamięć, zwłaszcza że mówimy tu już o Moorze, który powoli odchodzi od pisania komiksów, gdzie przelewa podprogowo swoją frustrację na całe medium. Całość jednak kończy WILDC.A.T.S.#50, które ponownie jest poćwiartowanym zeszytem, z zabranym fragmentem z tomu im poświęconego.

Ciężko jest jednoznacznie polecić bądź nie polecić Uniwersum DC według Alana Moore’a. Komiks jest tylko kolekcją zbierającą jego twory, aniżeli konkretną historią. Nie polecałbym jako wprowadzenie do twórczości pisarza, ale jako koherentny suplement do jego Batmana czy Strażników. Ostatecznie jest to jednak wartościowy i dobry komiks, lecz tylko i wyłącznie jako dodatek dla osób zaznajomionych już i z uniwersum i z twórczością artysty.

---------------------

Album został nadesłany do recenzji, co nie ma wpływu na powyższą opinię.

Omawiany komiks znajdziecie m.in. w sklepie Egmontu oraz na ATOM Comics.

Autor: Wiktor Weprzędz.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz