WATCHMEN – dzieło przytłaczające swoją wybitnością?
Na mojej drodze stanęło niezwykle karkołomne zadanie. Trudno bowiem powiedzieć coś odkrywczego o linii wydawniczej DC Compact, o której fani naszego ukochanego medium trąbili w internecie już od jakiegoś czasu, stopniowo budując hype na jej przyjęcie w kraju nad Wisłą. Nigdy nie zapomnę wyrazu twarzy bibliotekarki, która widziała, jak dokonuję komiksowych sprawunków, wypychając mój biedny plecak po brzegi grubymi "cegłami'' w twardych oprawach i próbuję go za sobą ciągnąć. Torba praktycznie się nie domykała i wyglądała, jakby miała lada moment wybuchnąć. Dźwigając ją przez miasto, wyglądałem niczym hobbit Bilbo Baggins zmierzający na największą przygodę swojego życia opisaną przez Tolkiena. Chciałbym więc podziękować wydawnictwu Egmont za to, że oszczędzają miejsce w naszych mieszkaniach, stan portfeli, a nierzadko również ręce i kręgosłupy. Wielu z nas jest wdzięcznych za komiksy, które można swobodnie poczytać w autobusie, tramwaju albo podczas przerwy w pracy, czy na uczelni. Wydania, po których nie będziemy specjalnie płakać, jeżeli poplamimy je podczas posiłku jakimś sosem albo zgubimy z roztargnienia w przypadkowym miejscu.






