33 lata temu, w ostatnim miesiącu 1992 roku, do kiosków trafił pierwszy numer nowej serii od TM-Semic - GREEN LANTERN. Był to tym samym trzeci komiks z logo DC na okładce, który ostatecznie wygrał z FLASHEM (nad którym również zastanawiał się polski wydawca) i dołączył do SUPERMANA oraz BATMANA. Komiks ten zdobiony prostą, ale jakże wymowną i pamiętną okładką duetu M.D. Bright & Klaus Janson, dostałem pod choinkę i z miejsca zakochałem się w tej serii. To był początek mojej fascynacji kosmicznym zakątkiem DCU, która trwa po dziś dzień.
TM-Semic zdecydowało się na dobry moim zdaniem ruch i na początek zaproponowało sześcioczęściową miniserię EMERALD DAWN, która na nowo przedstawiała origin Hala Jordana. GL 1/92 zawierał zatem dwa pierwsze rozdziały, z czego pierwszy napisał Jim Owsley, zaś kolejny to już sprawka duetu Keith Giffen & Gerard Jones. Rysunki natomiast były autorstwa M.D. Brighta i Romeo Tanghala.
Pierwsze solowe przygody Hala Jordana pozwoliły przybliżyć liczne wady i problemy tego trudnego pod względem charakteru bohatera, któremu niezbyt idzie zarówno w życiu prywatnym, jak i zawodowym. Obserwujemy m.in. jak po pijaku powoduje wypadek, w którym ucierpiał najmocniej jego własny brat, a następnie sam stawia się do więzienia na odbycie kary. Do tego w Ferris Aircraft nie jest zbyt mile widziany, a relacje z ukochaną Carol są dalekie od ideału. Jordan ma jednak szczęście, gdyż zostaje wybrany przez umierającego kosmitę na swojego następcę, czyli nowego Green Lanterna sektora 2814, zyskując zielony pierścień i ogromną moc. Hal powoli odkrywa, jakie możliwości daje mu pierścień, a także jakie zagrożenie na siebie sprowadził, kiedy na jego drodze staje potężna kosmiczna istota w żółtej zbroi nazywająca siebie Legionem. Komiks kończył się efektownym cliffhangerem, a ja nie mogłem doczekać się kontynuacji, aby odkryć, jak Hal poradzi sobie z przeciwnikiem, oraz kim/czym są wspomniani przez Legiona Oa oraz Strażnicy? Akcja nie pędziła do przodu jak szalona, przez co rozumiem, że niektórym historia ta mogła nie przypaść do gustu, ale ja byłem w przeciwnym obozie - GREEN LANTERN stał się dla mnie obowiązkową pozycją na liście zakupów.
Smutne jest to, że polski czytelnik domagał się nowych tytułów od TM-Semic, ale gdy miał już okazję przeczytać w rodzimym języku przygody Zielonych Latarni, te niestety nie przypadły mu do gustu. Zainteresowanie było tak małe, że seria doczekała się jedynie 10 numerów. Pamiętam do dziś, jak ubolewałem nad tym smutnym faktem.
Dawid Scheibe



jeden z pierwszych komiksów z DC jaki został mi kupiony za dzieciaka w lokalnym kiosku ruchu na osiedlu, do dziś wielki fan GL
OdpowiedzUsuń