Poniższy tekst powstał w
oparciu o wydania zeszytowe.
Kiedy w ubiegłym roku ogłoszono
nowy projekt i ujawniono wszystkie tytuły, które wchodzić będą w skład horrorowego
Hill House Comics, jeden z nich natychmiast wylądował na mojej liście zakupów. Był
to THE DOLLHOUSE FAMILY, a przyciągającym moją uwagę oraz ciekawość magnesem stały
się nazwiska odpowiedzialnych za to przedsięwzięcie twórców. W przeszłości Mike
Carey oraz Peter Gross niejednokrotnie mieli okazję ze sobą współpracować przy
różnych seriach, a owoce ich pracy, zwłaszcza styl prowadzenia opowieści oraz
wysoki poziom ich wizualizacji, za każdym razem dostarczały mi sporą dawkę
przyjemnych, komiksowych doznań. W ciemno zatem zamówiłem w preorderze pierwszy
numer tej sześcioczęściowej mini serii, który dodatkowo zaintrygował mnie swoim
opisem, a potem bez wahania zakupiłem kolejne odsłony. Pod koniec maja ukazał
się finałowy zeszyt, a zatem pozwolę sobie na podzielenie się opinią na temat
całości, aby dać odpowiedź na pytanie, czy moje stosunkowo wysokie oczekiwania
wobec tej pozycji zostały przez autorów zaspokojone.






