Dzisiaj będzie dużo pochwał, ale nie może być inaczej, jeśli mamy do czynienia z jednym z bezsprzecznie najlepszych komiksów DC minionego roku.
Tak się jakoś przypadkowo złożyło, iż ubiegłoroczny sezon recenzencki na DCManiaku rozpocząłem od opisania DCEASED, a kilka dni temu Krzysiek oraz Damian zamknęli go odpowiednio ponowną recenzją hitu Toma Taylora oraz ZEGAREM ZAGŁADY. Aby zatem utrzymać ten trend i raczej pesymistyczny klimat, rok 2021 zaczynam już całkiem nieprzypadkowo od przyjrzenia się historii osadzonej w postapokaliptycznej przyszłości, gdzie pierwsze skrzypce gra tym razem Wonder Woman. Niemałe znaczenie ma również fakt, że swoją premierę zaliczył niedawno film WONDER WOMAN 1984, stąd wybór historii obrazkowej z taką, a nie inną postacią wydaje się na miejscu. Długo nie brałem na swój warsztat komiksów z tą bohaterką, co wynika z prostego i smutnego dla fanów tej postaci powodu - przygody WW w jej regularnej serii od dawna stoją na niskim, momentami jedynie średnim poziomie i nie chciało mi się za każdym razem pastwić nad twórcami. Znacznie lepiej Diana sprawdza się działając w JLD, a także w cieszących się sporym zainteresowaniem pozycjach skierowanych do dzieci oraz nastolatków. Przełom dla Wojowniczej Amazonki nastąpił w grudniu 2019 roku, kiedy w ramach Black Label ukazał się inauguracyjny zeszyt nowej mini serii, za którą odpowiadał Daniel Warren Johnson. Serii, która od pierwszych stron szokuje, ale w pozytywnym znaczeniu tego słowa.






