Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jesus merino. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jesus merino. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 21 marca 2017

JUSTICE LEAGUE VOL. 1: THE EXTINCTION MACHINES

JUSTICE LEAGUE obok BATMANA była flagową serią DC licząc od startu New 52, czyli od września 2011 roku. Duży wpływ na sukces tej serii miał niewątpliwie scenarzysta Geoff Johns, który współpracował przy tym projekcie z wieloma uznanymi na rynku komiksowym artystami. Wraz z nastaniem Rebirth stery nad tytułem opisującym przygody największych herosów DCU przejął Bryan Hitch. Ten sam, który do tej pory pisał i rysował jednocześnie serię JLA, która w pewnym momencie zaczęła łapać potężne opóźnienia i niestety nie została ukończona przed startem Rebirth. Czy wybór duetu Hitch/Tony Daniel okazał się strzałem w dziesiątkę i nowa seria utrzymała wysoki poziom swojej poprzedniczki z New 52? Sprawdźmy.

piątek, 24 października 2014

TEAM 7 VOL. 1: FIGHT FIRE WITH FIRE

Jak wszyscy wiemy, nowe uniwersum DC miało być miejscem w którym swój zakątek znajdą także postacie z Vertigo i nieistniejącego już WildStormu. Pierwsza fala tytułów przyniosła nam start STORMWATCH v3, GRIFTER v3 oraz VOODOO v2. Ta ostatnia seria zakończyła się na dwunastym numerze i wraz z nastaniem „trzeciej fali” tym trzecim post-WildStormowym tytułem zostało TEAM 7. Przynajmniej ja za takowy go uważam, bo chociaż w obsadzie komiksu znaleźli się Amanda Waller, Deathstroke czy Black Canary, to jednak ten tytuł stanowił największy ukłon wobec fanów imprintu Jima Lee. Złośliwi pewnie stwierdzą, że pewnie dlatego TEAM 7 zostało skasowane już po dziewięciu numerach (#0-8), ponieważ fanów tych było tak niewielu, że sprzedaż była bardzo niska. Ba, ja sam byłem bardzo przeciwny istnieniu tej serii, ponieważ pierwsze dwa numery (a więc #0-1) totalnie mi się nie podobały. Mimo wszystko zadaniem tej recenzji nie będzie zniechęcenie Was do kupienia wydania zbiorczego tego komiksu, a wręcz przeciwnie. Bo TEAM 7 rozkręcało się z każdym kolejnym numerem, aż do bardzo dobrego, wymuszonego kasacją zakończenia.