wtorek, 23 lutego 2021

ETERNITY GIRL TP

Po zakończeniu komiksowych MLECZNYCH WOJEN (recka pojawiła się w zeszłym tygodniu na blogu) imprint Young Animal zapowiedział trzy nowe/stare tytuły: SHADE: THE CHANGING WOMAN, CAVE CARSON HAS A INTERSTELLAR EYE, MOTHER PANIC: GOTHAM A.D., a także obiecano, iż twórcy cyklu DOOM PATROL będą robić co w ich mocy, by zniwelować ogromne opóźnienia. Wyszło to ostatnie jak wyszło, szkoda gadać. Niemniej, wśród zapowiedzi znalazło się także miejsce dla kompletnie nowego tytułu, jakim była miniseria ETERNITY GIRL, za sterami której zasiadła będąca akurat na fali wznoszącej Magdalene Visaggio. Problem w tym, że te komiksy jej autorstwa które znam, nie przypadały mi do gustu.

Główną bohaterką ETERNITY GIRL jest Caroline Sharp, która teoretycznie jest nową postacią, lecz przewijała się ona jako back-upowa postać w DC/YOUNG ANIMAL: MILK WARS. Panna Sharp przystąpiła kiedyś do rządowej agencji Alpha 13, gdzie wskutek licznych eksperymentów zyskała nadnaturalne moce, polegające na zmiennokształtności. Dzięki nim wielokrotnie ratowała świat przed najróżniejszymi zagrożeniami jako heroina o pseudonimie Chrysalis. Jest jednak jeden problem – dzięki mocno przestała się także starzeć i jest totalnie niezniszczalna. Caroline, osamotniona i zmuszona patrzeć, jak wszyscy jej bliscy odchodzą, obiecuje sobie znaleźć sposób, by ponownie być śmiertelną. I tu pojawia się złowroga Madame Atom z propozycją – będziesz mogła umrzeć, jeśli pomożesz mi zniszczyć świat.

Ten akapit będzie brzmiał źle, przynajmniej początkowo. No ale cóż. Z twórczością pani Magdalene Visaggio spotkałem się pierwszy raz, gdy sięgnąłem po miniserię ”Kim & Kim” z wydawnictwa Black Mask Studios, a następnie miałem też okazję czytać ”Sex, Death, Revolution” (notabene, rysowane przez naszą rodaczkę – Katarzynę Witerscheim) od tego samego wydawcy oraz ”Doctor Mirage” z Valiant. I żaden jakoś szczególnie mi się nie podobał. Visaggio niejako wyspecjalizowała się w pisaniu najróżniejszych komiksów z postaciami kobiecymi oraz nieheteronormatywnymi, z czym nie mam żadnego kłopotu, gdyby tylko nie było to podawane tak łopatologicznie i w mojej ocenie obowiązkowo. Zwłaszcza w ”Kim & Kim” czuć było, że ta czy owa postać to w pierwszej kolejności lesbijka, a dopiero potem miała jeszcze jakieś inne cechy. Nie lubię takiego rozpisywania postaci, by myśląc o niej pierwsze co przychodzi czytelnikowi na myśl to jej bądź jego orientacja. Z tego też powodu zasiadałem do lektury ETERNITY GIRL z lekkimi obawami, na szczęście jak się okazało – bezpodstawnymi. Tytuł ten zapowiadany był jako pokazanie prób zakończenia życia przez dziewczynę, która umrzeć nie może, a także tego, z czym wiąże się ból jej codziennej egzystencji. Scenarzystka wywiązała się z tego zadania dobrze, aczkolwiek chociaż udało jej się na łamach miniserii utrzymać dość charakterystyczny klimat unoszący się na linią Young Animal, to jednak ETERNITY GIRL jest po prostu stosunkowo grzecznie. Scenariusz idzie po dość łatwej do przewidzenie ścieżce, przestawiającej dającą się łatwo zmanipulować, zagubioną postać i tak jest aż do samego końca – finał niniejszego komiksu niestety nijak nie zaskakuje. Pod tym względem jest to moim zdaniem najsłabsza pozycja z dotychczas opisanych z linii Young Animal.

Co więcej, ETERNITY GIRL jest też komiksem, który stoi kompletnie z boku uniwersum DC. Nie zrozumcie mnie źle – pozostałe rzeczy z linii Gerarda Waya też nie czerpały z niego pełnymi garściami, lecz takie postacie jak członkowie Doom Patrolu, Shade, Cave Carson czy Bug znane były już czytelnikom komiksów z DC, zaś ta "nowa", a więc Mother Panic nie tylko została całkiem sprawnie umiejscowiona w Gotham City i wpadała a to na Batmana, a to na Batwoman, ale sprawne oko potrafiło wyłapać więcej ciekawych smaczków. Lektura ETERNITY GIRL sprawia wrażenie totalnie oderwanej od DCU – jest inny świat, zupełnie nowe postacie (i chociaż oryginalne, to kompletnie nieangażujące), żadnych wyraźnych nawiązań, w zasadzie kompletna sterylność i pustka, ponieważ Vissagio nie miała za dużo miejsca, by wszystkie swoje pomysły odpowiednio zaprezentować, co zresztą dość wyraźnie widać.

Jednakże niniejszy komiks to także świetna praca rysownika. Sonny Liew, którego możecie kojarzyć choćby z serii DOCTOR FATE z 2015 roku. Na łamach ETERNITY GIRL kilkukrotnie musiał się mocno nagimnastykować, ponieważ wydarzenia w miniserii i – delikatny spoiler – obecne tu zakrzywienia rzeczywistości sprawiają, iż artysta musi pokazywać kilka różnych stylów graficznych. Mamy tu więc nawiązania do takich filmów jak ”TRON” czy ”Mad Max”, a nawet do komiksowych ”Fistaszków”, co zresztą wyszło przeuroczo. Uważam, że warstwa graficzna tego komiksu jest jego największą zaletą i wyrażam żal, że po realizacji ETERNITY GIRL niestety zniknął on z komiksowego radaru w USA.

Okładka miękka, cena okładkowa w wysokości 17 dolców, mały defekt drukarski w moim egzemplarzu (źle przycięta strona), dwie strony dodatków – tak wyglądają technikalia tego komiksu.

Dla mnie ETERNITY GIRL to niestety najsłabszy spośród dotychczas zrecenzowanych komiksów z imprintu Young Animal. Wciąż jest to lepsza rzecz od chyba wszystkiego, co znajdziecie w głównym DCU, ale jak na wysoki standard zakątka Gerarda Waya, jest po prostu rozczarowująco.

Krzysztof Tymczyński

ETERNITY GIRL zawiera materiał opublikowany wcześniej w zeszytach jako ETERNITY GIRL #1-6.

ETERNITY GIRL TP do kupienia między innymi w sklepie ATOM Comics.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza