Dziś jest dobry moment, aby przypomnieć o istnieniu zbioru historii narysowanych przez Norma Breyfogle'a. Artysty, który zmarł przedwcześnie w 2018 roku, i który dla mnie był jednym z najlepszych rysowników, jacy mieli okazję ilustrować komiksowe historie z udziałem Batmana.
LEGENDS OF THE DARK KNIGHT: NORM BREYFOGLE VOL. 1
Szczyt formy Breyfogle'a przypadł na lata 1987 – 1993, kiedy to na łamach serii DETECTIVE COMICS, a później BATMAN dostał okazję zaproponowania fanom komiksu własnej, niezwykle oryginalnej, dynamicznej i momentami zapierającej dech w piersiach kreski. Wspólnie ze scenarzystą Alanem Grantem stworzyli niezapomniany duet, który prezentowanym stylem zdecydowanie wybijał się ponad przeciętność i wytyczał kierunki rozwoju sztuki komiksowej na przełomie lat 80-tych i 90-tych. Trudno zatem nie cieszyć się z faktu, że po wielu latach zdecydowano się wreszcie opublikować wczesne prace Norma Breyfogle'a w formie 500-stronicowego albumu, na co nie ukrywam sam zareagowałem niezwykle entuzjastycznie.
Norm Breyfogle, który odwiedził w 2010 Polskę przy okazji Międzynarodowego Festiwalu Komiksu i Gier w Łodzi, to dla pokolenia TM-Semic jedno z tych nazwisk, jakie często przychodzi na myśl w związku z pierwszą/pierwszymi przeczytanymi w życiu po polsku komiksowymi historiami z udziałem Mrocznego Rycerza. Wspomniane wydawnictwo w początkowych latach swojego istnienia bardzo chętnie sięgało właśnie po prace tego artysty, stąd zapewne mój, i nie tylko mój sentyment, gdy widzę nazwisko tego twórcy w mediach. W omawianym zbiorze można podziwiać pierwsze kroki stawiane przez Norma w DC i sposób, w jaki na przestrzeni kilku lat jego styl ewoluował, z każdą historią stawał się co raz bardziej dopracowany, dojrzalszy i przyjemniejszy do oglądania.
Pierwszy tom LOTDK: NORM BREYFOGLE to przede wszystkim historie przeniesione z serii DETECTIVE COMICS, gdzie scenariusz tworzyli wspólnie Alan Grant oraz John Wagner, a później już sam Alan Grant. Pierwsze cztery opowieści są z kolei autorstwa innych, gościnnych twórców. Część ilustracji Norm wykonuje od początku do końca sam, zaś przez mniej więcej połowę tomu wspomagany jest przez Steve'a Mitchella, który odpowiedzialny jest za nakładanie tuszu na szkice Breyfogle'a. Zarówno w pierwszym, jak i w drugim przypadku nie odczuwa się większej różnicy, rysunki są zawsze dopracowane, a Mitchell udowadnia, że idealnie potrafi wczuć się w klimat prac swojego kolegi.
Część z zaprezentowanych tutaj historii dobrze znana jest polskiemu odbiorcy. Takie perełki jak Gorączka (debiut Brzuchomówcy i jedna z moich ulubionych historii narysowanych przez Norma), Aborygen, Ekstaza, czy też Szczurołap ukazały się w Semicach w latach 1991-92 i fajnie po latach wrócić do tych przygód wydanych na dobrej jakości, kredowym papierze. Pozostałe kultowe już odsłony przynoszą ze sobą debiut takich złoczyńców, jak Corrosive Man, Kadaver, czy Cornelius Stirk, a najdłuższa historia związana jest z trójką Clayface'ów nazywających siebie Mud Pack. Na krótką chwilę Batman udaje się z misją powstrzymania terrorystów do Londynu, aby później współpracować z Etriganem przeciwko bóstwu zwanemu Mahakala. Ważną rolę odgrywają również trudne w tamtych czasach tematy dotyczące narkomanii, zwłaszcza wśród nieletnich. Wszystkie części składające się na omawiane wydanie są utrzymane w specyficznym, brutalnym i zdominowanym przez wszechobecną przemoc klimacie. Z kolei imponujące ilustracje Norma świetnie sprawdzają się podczas scen walki oraz pozwalają ukazać Mrocznego Rycerza jako kogoś więcej, niż tylko człowieka. Staje się on kimś na kształt bóstwa, stojącego ponad zwykłymi obywatelami i siejącego postrach wśród złoczyńców obrońcy Gotham. Przerysowana, prawie w całości czarna sylwetka z rozpościerającą się na boki peleryną, długimi uszami, zaznaczonymi jedynie białymi, gniewnymi oczami i zaciśniętymi zębami oraz żółtym symbolem nietoperza na piersi to obrazek, jaki na zawsze kojarzyć będzie mi się z Breyfoglem.
--------------------
Łącznie ukazały się dwa zbiory z pracami Norma. Oba są wynikiem nacisków fanów artysty na DC Comics, aby w obliczu nagłej choroby - w grudniu 2014 roku doznał poważnego udaru i od tej pory miał sparaliżowaną lewą stronę ciała - wydać zbiorczo współtworzone przez niego bat-opowieści. Tak też się stało, a zyski zostały przekazane na rehabilitację oraz leczenie rysownika. Oczywiście omawiany album mógłby być bardziej dopracowany pod kątem dodatków, jakiegoś wstępu Breyfogle’a, czy też posłowia któregoś z przyjaciół artysty, a także standardową w takich przypadkach galerię szkiców itp. Brak takiej otoczki tłumaczę sobie jednak tym, że zaalarmowane chorobą byłego pracownika DC chciało jak najszybciej i po za pierwotnymi planami wydać ten tom, przez co odbiło się to trochę na jakości i całość nie jest tak ekskluzywna i dopieszczona, jak by się można było spodziewać. Nie przeszkadza to jednak delektować się samą zawartością zbioru, która zarówno pod względem scenariusza, jak i samych ilustracji jest tak przełomowa dla postaci Mrocznego Rycerza z Gotham City, że po prostu trzeba się z tą wersją Batmana zapoznać. Może kiedyś takie wydanie zawita również do Polski.
----------------------
Dawid Scheibe


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz