"We'are gonna rob the watchtower"
W zalewie wielu tytułów, jakie DC Comics wypuściło w ubiegłym roku, znalazł się jeden niepozorny, który na pierwszy rzut oka można spokojnie olać, gdyż tytułowe postacie nie stanowią przecież jakiegoś szczególnego magnesu przyciągających czytelnika. Jak ja się cieszę, że jednak zdecydowałem się swego czasu sięgnąć po ten komiks, gdyż w przeciwnym razie popełniłbym wielki błąd i ominęłaby mnie naprawdę dobra jakościowo historia. CHEETAH & CHESHIRE: ROB THE JUSTICE LEAGUE to jedna z najlepszych miniserii 2025 roku, która wystartowała w sierpniu w ramach DC All In i zamknęła się łącznie w sześciu zeszytach. 19 maja ukaże się wydanie zbiorcze (gdzie człon JUSTICE LEAGUE zastąpiono WATCHTOWER), a zatem do dobra okazja, aby raz jeszcze wspomnieć o tym komiksie i być może sprawić, że jeśli wcześniej go z różnych przyczyn ominęliście, to tym razem opowieść Grega Rucki i Nicoli Scott wyląduje na Waszej liście do przeczytania/do sprawdzenia/do kupienia.
Cheetah proponuje Cheshire udział w kradzieży stulecia, a konkretnie do dokonania czegoś z pozoru niemożliwego do wykonania. Jak bowiem inaczej nazwać włamanie się do znajdującej się na orbicie, pilnie strzeżonej przez najinteligentniejszych i najsilniejszych superbohaterów, posiadającej liczne, nowoczesne systemy bezpieczeństwa siedziby Ligi Sprawiedliwości? Do tego trzeba jeszcze ukraść z Watchtower pewien niezwykle wartościowy przedmiot i wrócić z nim na Ziemię. W teorii to się nie może udać, ale obie kobiety zbierają wokół siebie nietypowy, składający się z outsiderów i postaci z dalszego szeregu zespół, a następnie opracowują szczegółowy i ambitny plan, który grupa sześciu śmiałków postara się wykonać. Liczne i nieoczekiwane zwroty akcji oraz kłody rzucane pod nogi są tutaj gwarantowane.
Wspomniałem wyżej, że Cheetah i Cheshire w tytule komiksu nie stanowią jakiejś szczególnej zachęty do sięgnięcia po ich przygody, ale już nazwiska twórców wręcz przeciwnie. Zacznę tym razem wyjątkowo od artystki odpowiedzialnej za oprawę plastyczną, którą jest Nicola Scott. Większość osób powinna kojarzyć jej charakterystyczny styl rysowania, którego nie sposób pomylić z żadnym innym. Niedawno mogliśmy w Polsce podziwiać jej prace m.in. w serii o Tytanach pisanej przez Toma Taylora. Australijska artystka wspomagana przez odpowiedzialną za kolorystykę Annette Kwok (obie panie często i chętnie ze sobą współpracują) zapewnia stojące na wysokim poziomie, cieszące oko, dokładne, bogate w detale, świetnie pod względem kadrowania i pokazywania przebiegu akcji ilustracje. Jednym z głównych atutów Scott jest to, jak potrafi oddać emocje na twarzach rysowanych przez siebie sytuacji. Zachwycają zarówno spokojniejsze sekwencje, gdzie mamy np. do czynienia z wymianą zdań pomiędzy dwiema postaciami, jak i te dynamiczne, napakowane wieloma bohaterami, czy złoczyńcami, które zaczynają dominować pod koniec opowieści. Wizualnie komiks ten jest jednolity, równy jeśli chodzi o poziom od początku do końca, a do tego wrażenie zrobiło na mnie (po raz kolejny w przypadku tej rysowniczki), jak oprócz pierwszego planu troszczy się również o to, co dzieje się w tle. Nie mam się do czego przyczepić, gdyż przemieszczanie się pomiędzy kolejnymi stronami/planszami/kadrami to była czysta przyjemność.
Za scenariusz omawianego komiksu odpowiada Greg Rucka, który miał już okazję wcześniej współpracować z Nicolą Scott przy serii WONDER WOMAN w ramach DC Rebirth. To kolejny już powrót Rucki do DC, który zanim wziął na swój warsztat wyczekiwany przez wielu fanów ongoing BATWOMAN z linii DC Next Level (gdzie pierwszy zeszyt okazał się bardzo przeciętny), zaproponował w ramach przygotowań do tego dużego projektu coś lżejszego, nietypowego, nieoczywistego i jednocześnie całkiem przystępnego dla każdego. A konkretnie wymyślił wielki napad, do którego zaprosił postacie nie z drugiej, nie z trzeciej, tylko bardziej z czwartej ligi, jeśli myślimy o złoczyńcach zamieszkujących świat DC. I ułożył to w taki sposób, że nawet jeśli postacie te są nam mało znane lub nie kojarzymy ich wcale, to bardzo szybko zaczynamy im kibicować, ich losy zaczynają nas przejmować, wręcz nie można się doczekać, w jaki sposób utrą nosa i przechytrzą teoretycznie znacznie mądrzejszych od siebie członków nowoutworzonej Ligi Sprawiedliwości.
Greg Rucka bardzo dobrze czuje i rozumie pisane w tym komiksie przez siebie postacie, serwując sporo świetnych dialogów, pojedynczych scen, nakreśla relacje pomiędzy konkretnymi członkami zespołu, co pozwala z różnych stron spojrzeć na Barbarę, Jade i resztę tej złodziejskiej bandy, zrozumieć ich motywację, uczynić ich bardziej ludzkimi, a mniej zepsutymi i po prostu złymi. Każda z tych osób (Cheetah, Cheshire, Hazard/Becky, Kalrion the Witch Boy, Featherweight/Alya Raatko, Lian Harper/córka Cheshire) wnosi coś wartościowego do opowieści, a nie jest jedynie kimś na doczepkę/statystą. Są małe osobiste dramaty, nieporozumienia, porażki oraz różne emocje, jakie targają poszczególnymi postaciami w trakcie trwania tej historii, co jeszcze mocniej zacieśnia więź tych szalonych złodziejaszków z czytelnikiem. Nawet z Cheetah, która jak się okazuje od dłuższego czasu ponownie zmaga się z klątwą Urzkartagi (patrz wspomniany run Rucki w serii WONDER WOMAN), przez co z trudem zwalcza w sobie rządzę krwi i zabijania.
Początkowo tempo nie jest zbyt szybkie, zwłaszcza w pierwszym zeszycie, gdyż mamy do czynienia z wprowadzeniem na scenę głównych bohaterów, budowanie teamu, czy też szczegółowe ułożenie planu napadu poprzez znalezienie słabych ogniw w szczelnie wydawałoby się utworzonym przez JL łańcuchu. W drugiej połowie tempo wzrasta, a na scenę wkracza więcej bohaterów i złoczyńców, tym razem tych bardziej rozpoznawalnych. Fabuła zawiera oczywiście pewne utarte schematy i elementy, jakie nieodłącznie kojarzyć mogą się z historią dotyczącą wielkiego napadu (czy to komiksowego, czy filmowego), ale oprócz tego dostajemy sporo twistów i nieoczekiwanych zwrotów akcji, przez co nie wszystko można do końca przewidzieć, a coś, co wydaje się porażką szybko okazuje się częścią misternie przygotowanego planu. Dzięki takim zabiegom radocha ze śledzenia kolejnych etapów jest jeszcze większa. Raz jest spokojnie, innym razem dzieje się jednocześnie kilka interesujących rzeczy, a oprócz poważnych sekwencji jest też miejsce na te humorystyczne. Na koniec pozostaje podziw dla twórców, jak sprytnie i ciekawie połączyli te wszystkie fragmenty w jedną, spójną i logiczną całość.
Opowieść Rucki i Scott stanowi zamkniętą całość, która pomimo pewnych nawiązań jest dosyć przystępna dla randomowego czytelnika komiksów superbohaterskich. W ramach epilogu dostajemy intrygujący cliffhanger, który otwiera furtkę do kontynuacji w bliżej nieokreślonej przyszłości jednego z wątków. Nie wiem, czy nastąpi to na łamach osobnej miniserii, jakiegoś specjala, czy też w jednym z ukazujących się już ongoingów, ale bardzo bym chciał, aby wątek ten pociągnął obowiązkowo Greg Rucka. Chętnie też poczytałbym więcej o kuzynce Damiana Wayne'a, która stanowiła jeden z ciekawszych elementów tej prowadzącej w samo serce Watchtower układanki.
Wszystko co dobre szybko się kończy i tak jest również z lekturą CHEETAH & CHESHIRE: ROB THE JUSTICE LEAGUE, która pozostawiła w mojej pamięci same pozytywne wspomnienia. Twórcy odwalili kawał naprawdę solidnej i udanej roboty, a ich końcowe dzieło wciąga, intryguje, cieszy, bawi, zachwyca pod względem graficznym i sprawia, że czas spędzony przy tym komiksie można śmiało uznać za dobrze zagospodarowany. Ależ to była fajna przygoda, sprawdźcie w wolnej chwili na własnej skórze.
-----------------------------------------------
Opisywane wydanie zawiera materiał z oryginalnych komiksów CHEETAH & CHESHIRE: ROB THE JUSTICE LEAGUE #1 - 6.
Powyższy komiks możecie zamówić przedpremierowo na ATOM Comics.
Z przyjemnością przeczytał i podzielił się swoją opinią: Dawid Scheibe





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz