poniedziałek, 13 kwietnia 2026

NIEPISANE TOM 4

Ogień na okładce przywodzi na myśl sytuację w pewnym fandomie. Z powodu race swapu w serialowym HARRYM POTTERZE jedna część internetu wciąż płonie niczym krzyż podpalany przez ludzi w białych, szpiczastych kapturach. Z kolei inna nawołuje do bojkotu ze względu na poglądy pisarki, choć HP już dawno ją przerósł i w pewnym sensie „należy” do czytelników, którzy z tymi książkami dorastali. Jeśli więc — tak jak ja — jesteście dorosłymi Potterheadami, męczy Was cała ta wrzawa i macie ochotę po prostu od niej odpocząć, sięgnijcie po komiksową serię NIEPISANE Mike’a Careya i Petera Grossa, której czwarty (z sześciu) tomów jest już dostępny po polsku.

O całej serii pisałem w recenzji poprzedniego tomu (klik), dlatego tym razem będzie krócej i skupię się na bieżącym woluminie. Siła wiary, uzależniająca władza oraz natura źródła, z którego czerpie się moc — to tematy poruszone w czwartej odsłonie cyklu. Tom czuje się pewniej, władając magią, i zamiast czekać na atak, sam wyrusza na „wojnę na słowa” — krucjatę przeciwko członkom tajnej kabały, władającej opowieściami, by rządzić światem.

W dodatkowych zeszytach, rysowanych przez gościnnych artystów (za główną część niezmiennie odpowiada Gross), cofamy się w czasie, by lepiej poznać wielowiekową historię stowarzyszenia oraz postaci z nim związanych: Lewiatana, panią Rausch i Pullmanna. Ten ostatni wyrasta na szczególnie skomplikowaną postać. Do tej pory jawił się jako silnoręki egzekutor, niestroniący od przemocy, jednak najnowszy tom pokazuje go w zupełnie nowym świetle. Poznajemy jego motywy i zaczynamy rozumieć, że nie przebiera w środkach, by zdobyć to, czego pragnie od niepamiętnych czasów. Wreszcie dowiadujemy się, kim jest — a może właściwiej byłoby powiedzieć: czym uczyniły go opowieści.

Carey wprowadza również nowe postacie: policjantkę z dysleksją oraz szeregowego, niczego nieświadomego korpoludka w strukturach Niepisanych, a także wątek sekciarskiego Kościoła Tommy’ego. W przeciwieństwie do retrospekcji dotyczących stowarzyszenia ta odskocznia od głównej fabuły nie była dla mnie aż tak angażująca. Podobne epizody lepiej sprawdzały się w LUCYFERZE tego samego duetu twórców. Nie jest to najlepszy tom serii, co nie zmienia faktu, że NIEPISANE nie mają słabych odsłon, a już w następnym tomie nastąpi ponowny wzrost formy — za sprawą pewnego crossovera. Byle do września.

---------------------------------------------

Album zawiera materiały pierwotnie opublikowane w zeszytach serii „The Unwritten” #31–41.

Komiks otrzymałem do recenzji od wydawcy, który nie miał wpływu na moją opinię.

Damian Maksymowicz

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz