Pisząc wspominki dotyczące TM-Semic i zahaczając o miesiąc maj, wręcz nie sposób nie wspomnieć o komiksie SUPERMAN 5/95, Który 31 lat temu wylądował w polskich kioskach. To właśnie tam zaczęła się reklamowana z wielomiesięcznym wyprzedzeniem przez Arka Wróblewskiego, klasyka gatunku w postaci sagi o śmierci Supermana. Majowy numer ozdobiony był robiącą spore wrażenie na czytelniku okładką narysowaną przez Jona Bogdanove'a, jaka po raz pierwszy ukazywała tego, który wkrótce pozbawi życia Człowieka ze Stali. W głowie młodego chłopaka trzymającego w ręku ten niesamowicie zapowiadający się egzemplarz rodziło się wiele pytań dotyczących tej tajemniczej postaci, na które odpowiedzi przyszło mu czekać wiele lat, gdy czytając anglojęzyczne komiksy poznał wreszcie origin Doomsdaya.
Numer ten składał się z oryginalnych SUPERMAN: THE MAN OF STEEL #18 oraz JUSTICE LEAGUE AMERICA #69, oba z datą grudzień 1992 roku na okładce. Na pierwszy ogień dostaliśmy historię zatytułowaną po prostu "Doomsday!", gdzie za scenariusz odpowiadała Louise Simonson, a za ilustracje wspomniany już wyżej Bogdanove (szkic), Dennis Janke (tusz) i Glenn Whitmore (kolory). Akcja toczy się dwutorowo. Z jednej strony obserwujemy zamieszanie, jakie spowodowały potwory zamieszkujące podziemie, które najpierw pozbawiają miasto prądu, porywają Lois Lane, a następnie zamierzają przejąć władzę nad Metropolis. Superman z pomocą pewnego chłopca w porę krzyżuje te plany. W tym samym czasie, gdzieś w USA, wyrasta dosłownie spod ziemi tajemnicza postać w zielonym kombinezonie, z czerwonymi oczami i skrępowana jakimiś kablami. Ta tajemnicza i praktycznie milcząca maszyna do zabijania rozpoczyna swój destrukcyjny marsz, niszcząc i zabijając wszystko na swojej drodze. A to wszystko przy użyciu tylko jednej ręki i wydając z siebie uśmiech zadowolenia. Stwór jest tak potężny (kto do diaska kryje się pod tą maską?), że trzeba wezwać na miejsce Ligę Sprawiedliwości.
Druga historia nosi tytuł "Down for The Count/Odliczanie", a odpowiadają za nią Dan Jurgens (scenariusz i ołówek), Rick Burchett (tusz) i Gene D'Angelo (kolory). Podczas, gdy Superman udziela oglądanego przez całą Amerykę wywiadu Cat Grant, pozostała część Ligi Sprawiedliwości próbuje w Ohio zatrzymać rozpędzoną, niezwykle silną i zwinną istotę. Niestety okazują się w tej potyczce stać na przegranej pozycji, co na własnej skórze najmocniej doświadczają Guy Gardner i Blue Beetle. Zaalarmowany tymi wydarzeniami Superman przerywa wywiad i rusza na miejsce walki, wcześniej chwytając w locie uderzonego przez bestię Boostera Golda. To właśnie ten ostatni nadaje imię temu stworowi, który od tej pory nazywany jest Doomsdayem. Akcja rozkręci się w kolejnym numerze, gdy eS na dobre wkroczy do akcji. Nadal nic nie wiedzieliśmy na temat tego cudacznego stwora, stąd sięgnięcie po kontynuację był oczywistą oczywistością.
Ciekawostka: ta druga część polskiego SUPERMANA 5/95 jest o tyle istotna, że po raz pierwszy (i jeśli mnie pamięć nie myli - jedyny) TM-Semic sięgnął po jakiś zeszyt z Ligą w roli głównej. W sumie był do tego niejako zmuszony, bo supermanowa saga o ten zeszyt zahaczała. Seria JUSTICE LEAGUE AMERICA chwilę wcześniej dostała się pod skrzydła Dana Jurgensa, (od zeszytu 61), który przywrócił ten zespół do łask i zmontował nowy skład, na którego czele postawił Supermana. Wcześniej w USA rozegrał się głośny i długi crossover Breakdowns, który mocno wstrząsnął zarówno amerykańską, jak i europejską wersją Ligi i powodując pewne roszady w składach tych zespołów. Jedną z najważniejszych konsekwencji tego wydarzenia była niewątpliwie decyzja ONZ o zaprzestaniu wspierania JLA, przez co grupa superbohaterów została oficjalnie rozwiązana. Część znanych postaci odeszło, część zasiliła szeregi innych zespołów. Szybko okazuje się jednak, że tak jak w przyrodzie nic nie ginie, tak i w świecie DC Comics pewni superbohaterowie nadal przecież istnieją i trzeba znaleźć dla nich odpowiednie miejsce. I w tym momencie na scenę wkroczył Dan Jurgens z misją sklejenia nowej drużyny z resztek tego, co zostało z poprzedniej i dodając coś nowego od siebie. Za namową Batmana zadania związanego z pokierowaniem nowym zespołem podejmuje się nie kto inny, jak sam Człowiek ze Stali. W szeregach tej ekipy znaleźli się z polecenia Maxa Lorda kontrowersyjna Maxima, czy tajemniczy Bloodwyn. Nie można też zapomnieć o Guyu Gardnerze, czyli jednej z najbardziej oryginalnych osobowości DCU, który pełni rolę dyżurnej Zielonej Latarni w tej nietypowej ekipie. Gardnera widzimy tutaj akurat na tle bardzo przełomowych dla tej postaci wydarzeń, a mianowicie odebrania mu sektora oraz pierścienia przez Hala Jordana (polski GREEN LANTERN 3/94), a później desperackiej próby znalezienia nowego źródła mocy, tym razem koloru żółtego. Te ostatnie wydarzenia rozgrywają się na łamach mini serii GUY GARDNER REBORN.
Na stronach klubowych jak zwykle pojawił się ciekawy wstęp i dwa dłuższe listy od czytelników. Arek Wróblewski informuje w skrócie o tym, co czeka nas w najbliższym czasie w polskim SUPERMANIE, zahacza trochę o "Knightfall" w BATMANIE, a także obiecuje dodatkowe atrakcje związane z sierpniowym numerem, gdzież eS umrze z rąk Doosmdaya. Atrakcje, których niestety w żadnym stopniu nie udało się ostatecznie zrealizować. Wewnątrz umieszczona została całostronicowa grafika reklamująca "Upadek Rycerza", zaś z tyłu okładki kultowe, zakrwawione logo Supermana na czarnym tle, które później zobaczymy ponownie, gdy zdobić będzie SUPERMANA 8/95.
To był naprawdę udany numer, który stanowił ciekawe preludium do późniejszych, przełomowych wydarzeń, do których sięgnięcia jak najbardziej zachęcał. Najnowsze polskie wydanie, w którym przedrukowano obie te historie, to oczywiście album SUPERMAN TOM 1: ŚMIERĆ SUPERMANA, wydany przez Egmont we wrześniu 2024 roku.
Autor: Dawid Scheibe



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz