W Polsce niedawno ukazał się album BAT-MAN: PIERWSZY RYCERZ z linii DC Black Label, który (zasłużenie moim zdaniem) zbiera sporo pozytywnych recenzji w naszym kraju. Tymczasem w Stanach Zjednoczonych premierę zalicza właśnie wydanie zbiorcze THE BAT-MAN: SECOND KNIGHT, czyli kontynuacja wydanego przez Egmont komiksu. Pierwsza miniseria przyniosła DC Comics na tyle satysfakcjonują sprzedaż, że naturalną koleją rzeczy było dosyć szybkie danie zielonego światła dla sequela. A ten również składał się z trzech zeszytów po 48 stron każdy, wystartował we wrześniu 2025 roku, czyli 16 miesięcy po zakończeniu PIERWSZEGO RYCERZA i stworzony został przez tą samą ekipę w składzie Dan Jurgens (scenariusz), Mike Perkins (ilustracje), Michael Spicer (kolory) oraz Simon Bowland (litery). Pierwszy tom spodobał mi się na tyle, że nie trzeba mnie było jakoś szczególnie namawiać i z przyjemnością zanurzyłem się ponownie w przygody stawiającego swoje pierwsze kroki Człowieka-Nietoperza, operującego w Gotham z końca lat 40-tych ubiegłego wieku.
Jest rok 1940. Do USA docierają informacje o wojnie, która na dobre rozpętała się w Europie, i której widmo co raz bardziej zagląda w oczy Amerykanów. Ale mają też oni inne własne problemy i niepokoje, z którymi muszą zmagać się na co dzień. Minęło kilka miesięcy od horroru, jaki nawiedził Gotham City, i który udało się zażegnać z pomocą tajemniczego Bat-Mana. Zamaskowany obrońca nie był od tego czasu widziany, ale teraz powraca na scenę, aby powstrzymać szalejącego w mieście, siejącego strach i paranoję seryjnego mordercę. Ale to nie jedyny nowy złoczyńca, który spędza sen z powiek Bat-Mana. Strach na Wróble daje bowiem o sobie znać wydobywając z ludzi ich najgorsze koszmary, siejąc terror i czerpiąc z tego chorą radość. Lois Lane z redakcji Daily Star wybrała sobie chyba najgorszy moment, aby właśnie teraz pojawić się w Gotham.
Dan Jurgens ze swoim nieco archaicznym jak na dzisiejsze standardy sposobem pisania okazał się niemal idealnym kandydatem do tego, aby na nowo opowiedzieć początki człowieka przebranego za nietoperza, który zadebiutował w roku 1939 w czasie tzw. Złotej Ery komiksu. Jego SECOND KNIGHT nie wywołał na mnie już tak dużego wrażenia, jak pierwsza mini, ale to chyba tylko dlatego, że po prostu wiedziałem już mniej więcej, czego się spodziewać i jaką wizję odnośnie naszego gacka ma scenarzysta. Jak to w przypadku wszelkich kontynuacji/sequeli bywa, twórcy konsekwentnie rozbudowują zaprezentowany wcześniej komiksowy świat ubogacając go o kolejne postacie. Zarówno te nowe, jak i dobrze nam znane, o czym kilka słów za chwilę.
Już pierwsza strona "krzyczy" w naszą stronę artykułami z gazet, informując o ataku hitlerowskich Niemiec na Polskę, a następnie o zbrojnej napaści ZSRR. Te wzmianki mają wykreować konkretną atmosferę i podkreślać, że akcja umiejscowiona jest pośród rzeczywistych wydarzeń historycznych, jakie rozgrywają się zarówno w USA, jak i w innych częściach świata. I chociaż Stany Zjednoczone jeszcze przez dłuższy czas będą jedynie obserwatorem konfliktu toczącego się za oceanem, o których dowiadują się z gazet, czy przekazów radiowych, to mają inne, wewnętrzne problemy do rozwiązania. Kraj nadal nie może dojść do siebie po Wielkim Kryzysie, a ludzie żyją w strachu o swoją przyszłość. Oliwy do ognia dolewa pojawienie się w Gotham City seryjnego mordercy, który w bardzo kreatywny i zarazem przerażający sposób, chcąc zwrócić na siebie uwagę, zabija kolejnych mieszkańców. Do tego szaleńca Jurgens dokooptowuje jeszcze Scarecrowa, który ze względu na swój wygląd oraz sposób działania akurat bardzo dobrze pasuje do panujących w tej opowieści klimatów, dodając elementy horroru, których znacznie więcej mieliśmy w pierwszej części. Zarówno przypominający wyglądem zakapturzoną postać ze STRAŻNIKÓW, jak i Jonathan Crane wykorzystują sytuację i nastroje społeczne, podkręcając w ludziach przerażenie, panikę, doprowadzając do zamieszek, masowych halucynacji, rozlewu krwi, nasyłając jednych ludzi na drugich, a przy okazji delektując się efektami swojej chorej pracy. W trakcie okazuje się też, jaki tak naprawdę cel przyświecał Strachowi na Wróble i komu chciał zaimponować. O ile postawienie na Scarecrowa uważam za dobre i dosyć naturalne posunięcie, o tyle nie do końca podobało mi się zakończenie jego wątku, które okazało się zbyt szybkie i pobieżne, a starcie z Bat-Manem nawet rozczarowujące.
Wspomniany Bat-Man wraca po dłuższej przerwie do aktywnego działania, rozwiewając tym samym teorie, że nigdy nie istniał, że to tylko zmyślona postać, legenda krążąca w ustnych przesłaniach rzekomych świadków jego wcześniejszych działań. Jest on przedstawiony tak samo, jak wcześniej, czyli popełniający błędy, odnoszący rany, ryzykujący własne życie i zdrowie, aby uratować innych. To właśnie troska o pozostałych, a jednocześnie zaniedbanie samego siebie zarzuca mu Julie Madison, która powraca do miasta z okazji premiery swojego nowego filmu. Jurgens rozwija wątek Julie i Bruce'a, który spina piękną, dosyć nietypową jak na batmanowe standardy klamrą na ostatnich stronach opowieści.
Wartościowym dodatkiem okazuje się znany duet reporterów z Metropolis, którzy chcąc nie chcąc wpadają w wir wydarzeń, jakie rozgrywają się w Gotham. Na ich oczach zakłócona zostaje premiera filmu, dochodzi do ataku na Gordona, strzelaniny na ulicach, czy też z ich udziałem zaglądamy do tajnej placówki, gdzie pracowano nad śmiercionośnym gazem. Scenarzysta dobrze czuje i pisze postacie Lois i Clarka, ale to akurat w przypadku Dana nie powinno nikogo dziwić. Ambitna, dociekliwa i wszędobylska dziennikarka tradycyjnie musi wpaść w jakieś tarapaty, z których ratuje ją bohater w czerwonej pelerynie, a do tego dostajemy ciekawie zbudowaną relację pomiędzy Lois i Julie. Z kolei pomiędzy Supermanem (który dwukrotnie ratuje głowę i życie Człowieka-Nietoperza) i Bat-Manem z początku panuje chłód, obaj nie mają do siebie zaufania, są podejrzliwi, jednak z czasem zawierają rozejm, gdyż przyświeca im jeden wspólny cel. Ważnym elementem jest kilka stron pod koniec ostatniego numeru, gdzie dochodzi do rozmowy pomiędzy Clarkiem i Bruce'em w ich oldskulowych trykotach na tematy osobiste. Poruszona zostaje jakże istotna i nasuwająca się podczas lektury kwestia dotycząca tego, czy Superman ze swoimi niezwykłymi umiejętnościami nie mógłby zakończyć trwającej aktualnie na świecie wojny.
Nie będzie chyba żadnym zaskoczeniem stwierdzenie, iż największym atutem całego komiksu są ponownie ilustracje, za które odpowiada Mike Perkins. Z pomocą odpowiedzialnego za dobór kolorystyki Mike'a Spicera, Perkins ponownie wspina się na wyżyny swoich umiejętności, a narysowane przez niego plansze zachęcają, aby chociaż na chwilę się nad nimi zatrzymać, podziwiając kunszt artysty. Będę się powtarzał, bo wspominałem o tym przy okazji recenzji pierwszego tomu, ale jak tu nie chwalić Perkinsa, skoro dalej odwala kawał świetnej roboty. Przykłada on uwagę do wszelkiego typu detali i szczegółów, bardzo wiernie odwzorowując epokę, w której rozgrywa się akcja komiksu. Widać solidne przygotowanie i ogrom włożonej pracy, aby oddać odpowiedni klimat, gęstą atmosferę, nastrój strachu, dużego napięcia, beznadziei, pesymizmu czy desperacji w tym brudnym, smutnym, zamglonym, spowitym w mroku amerykańskim mieście na przełomie lat 30-tych i 40-tych ubiegłego stulecia. Klimat noir to właśnie ten, w którym Perkins bardzo dobrze się odnajduje, do którego jego styl idealnie pasuje. Począwszy od ubioru poszczególnych postaci, aż po elementy architektury - wszystko jest bardzo realistyczne i łatwo, wręcz naturalnie pozwala cofnąć się czytelnikowi o kilka dekad. Oko cieszą także wszelkie, liczne dynamiczne sceny, zwłaszcza te z udziałem człowieka z w kapturze oraz Stracha na Wróble, a sylwetki Bat-Mana i Supermana ukazane są bez przesadnego podkreślania muskulatury, przez co wyjątkowo nie przypominają oni półbogów, jak w wielu innych komiksach superbohaterskich. No i jeszcze te genialnie skomponowane, bardzo oryginalne okładki, gdzie wychodzi pomysłowość oraz kreatywność ich autora. Coś niesamowitego.
Komiks THE BAT-MAN: SECOND KNIGHT nie zawiódł moich oczekiwań i okazał się udaną kontynuacją pierwszej historii. Jest atmosfera niepokoju, przerażenia, dużo widowiskowej akcji, sporo brutalnych scen, przelanej krwi, wystrzelonych kul, elementów horroru, dobrze rozpisanych dialogów i nowych postaci, które okazują się interesującym, wartościowym dodatkiem. A wszystko okraszone przepysznymi rysunkami, dobrze oddającymi panujący w tej opowieści klimat. Nie jest to w żadnym wypadku komiks idealny, pozbawiony wad, słabszych rozwiązań pewnych wątków, gdzie np. więcej mogłoby być odniesień do tego, co trapiło świat i USA w tych konkretnych realiach. Z pewnością jednak komiks ten dostarcza spodziewanej rozrywki, stanowiąc ciekawe urozmaicenie, odskocznię od tego, co aktualnie obserwować można z udziałem Batmana w głównym Uniwersum. Takie komiksy z tym bohaterem są jak najbardziej potrzebne, takich komiksów szukam. Wszyscy miłośnicy pierwszej miniserii powinni być zadowoleni (i sięgnąć po polskie wydanie, które z pewnością prędzej czy później się ukaże), zaś krytycy PIERWSZEGO RYCERZA raczej nie mają co po ten sequel sięgać, gdyż najzwyczajniej znajdą tutaj te same powody do marudzenia, co poprzednim razem. Taka prawda.
Koniec, a może początek czegoś nowego? Z takim pytaniem zostawiają mnie Jurgens i spółka, gdyż jak najbardziej uchylają sobie furtkę, aby w razie chęci lub pozwolenia od DC pociągnąć perypetie Bruce'a w nowym kierunku, rozwijając ten zbudowany na łamach dwóch serii świat. Albo jeszcze lepiej - stworzyć w przyszłości spin-off poświęcony tym razem wprowadzonemu tutaj Człowiekowi ze Stali. W każdym razie, jeśli kiedykolwiek coś nowego powstałoby w tych samych klimatach i ramach czasowych od duetu Jurgens/Perkins, to z nieskrywaną przyjemnością taki projekt sprawdzę.
-----------------------------------
Recenzja oparta na oryginalnych zeszytach THE BAT-MAN: SECOND KNIGHT #1 - 3. Wydanie zbiorcze w twardej oprawie możecie nabyć w sklepie ATOM Comics.
Autor recenzji: Dawid Scheibe





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz