W tym tygodniu ukazał się trzeci już tom w ramach przeprowadzanego przez Hachette testu kolekcji BATMAN: KRONIKI MROCZNEGO RYCERZA. Tym razem w cenie okładkowej znacznie wyższej od dwóch poprzednich tomów, ale nadal jak najbardziej do zaakceptowania, można wejść w posiadanie zbioru zatytułowanego BATMAN: RYCERZ. Pierwszy tom kosztował 14,99zł, drugi 29,99zł, a trzeci już 53,99zł. Czy jest to dużo za komiks w twardej oprawie, liczący 305 stron i zawierający sporo wartościowych dodatków? Oczywiście, że nie, zwłaszcza iż wewnątrz znajdziemy materiał wydany oryginalnie w ramach maksiserii z roku 2022 napisanej przez Chipa Zdarsky'ego i narysowanej przez Carmine Di Giandomenico. Serii, której Egmont - ze znanych tylko sobie powodów, a niezrozumiałych dla fanów Mrocznego Rycerza w Polsce - nigdy nie wydał w naszym kraju, a zatem jest to w stu procentach nowość na naszym rynku. I już teraz powiem, że to nowość z gatunku tych, obok których nie warto przechodzić obojętnie.
Oto opowieść o tym, jak młody, pełen złości i doświadczony brutalnie przez los człowiek przeobraził się w najwybitniejszego detektywa i budzącego strach pogromcę sprawiedliwości. Bruce Wayne wyruszył w podróż po świecie, gdzie po drodze otrzyma wiele trudnych lekcji i zdobędzie umiejętności oraz doświadczenie, dzięki czemu uzyska odpowiedzi na nurtujące go pytania i dorośnie do tego, aby stać się Mrocznym Rycerzem z Gotham. Wszystko rozpocznie się w Paryżu, a ostatni przystanek na tej wyboistej drodze, i jednocześnie wielki test, czeka go na pustyni znajdującej się w Zjednoczonych Emiratach Arabskich.
Zanim rozpoczął swój run w ramach serii BATMAN (lipiec 2022), Chip Zdarsky napisał bardzo udany prolog, który liczył 10 zeszytów i tworzył spójną, zamkniętą całość. Komiks ten ukazywał się w USA od stycznia do października 2022 roku i stanowił jeszcze jedną z bardzo licznych na przestrzeni minionych dekad interpretacji wczesnych przygód Bruce'a Wayne'a, zanim ten przywdział kostium nietoperza. Ten ostatni fakt jest warty podkreślenia, gdyż w BATMAN: RYCERZ ani przez moment nie zobaczycie głównego bohatera w charakterystycznym stroju Mrocznego Rycerza. Zamiast tego ukazane są wybrane etapy z okresu pomiędzy odebraniem dopiero co osieroconego Bruce'a z komisariatu przez Alfreda, a pierwszym zejściem dorosłego już Bruce'a do groty, która wkrótce zamieni się w znaną nam dobrze jaskinię nietoperza. Czy to znaczy, że będzie nudno? Wręcz przeciwnie. Ta miniseria jest też ważnym uzupełnieniem historii Bruce'a, która szybko weszła do kanonu. Odwołuje się do niej później nie tylko Zdarsky w swoim batmanowym runie, ale też inni scenarzyści, jak chociażby całkiem niedawno Phillip Kennedy Johnson w BATMAN AND ROBIN.
Zdarsky trochę z innej perspektywy i w mocno rozbudowany sposób ukazuje czytelnikowi drogę, jaką przechodzi młody Wayne, gdzie przecież nie wszystko jest takie piękne i różowe, jakby się mogło wydawać. Chłopak jest inteligentny, ma pieniądze i pełen niezliczonych możliwości świat stoi przed nim otworem, ale on nie słucha się innych i gnębiony koszmarami postanawia przekuć zagnieżdżony w nim gniew po zamordowaniu rodziców w coś pożytecznego. Po licznych kłótniach i bijatykach w szkole, problemach z policją, udziale w nielegalnych walkach, czy terapiach u doktora Strange'a porzuca Alfreda, swoją pierwszą szkolną miłość i ukochane miasto. Staje się globtroterem, którego celem jest zdobycie doświadczenia, lepsze poznanie ludzi, pobieranie lekcji u największych specjalistach w swoich dziedzinach, aby stać się w każdej z nich mistrzem. Powoli buduje na sobie symboliczną zbroję rycerza, w której zamierza kiedyś powrócić do Gotham i skutecznie wyeliminować z niego wszelkie zło, zepsucie i niesprawiedliwość.
BATMAN: RYCERZ zabiera nas w podróż przez Paryż, Chiny, Koreę Północną, Moskwę, Kanadę, czy Nowy Jork, aż po Zjednoczone Emiraty Arabskie. Spotyka na swojej ścieżce m.in. najlepszą włamywaczkę, mistrzyni kamuflażu, mistrza sztuk walk, wyborowego strzelca, czy też nawet wybitnego magika. Są wśród nich zarówno zupełnie nowe, jak i całkiem znane zagorzałym fanom Batmana postacie. Niektórzy staja sie jego przyjaciółmi, zaś inni wrogami na całe życie. Na przestrzeni tych wszystkich lat Bruce popełnia liczne błędy, z których zawsze wyciąga cenne lekcje na przyszłość, ma chwile zwątpienia, często pakuje się w tarapaty, cierpi fizycznie, doznaje wielu ran ciętych i tych od wystrzelonych kul, nie licząc już tych wszystkich siniaków oraz złamań. Przekonuje się na każdym kroku, jak mało jeszcze wie, jak bardzo inni go prześcigają i wiele o nim wiedzą, ale jest przy tym mocno zdeterminowany w swojej misji i z każdej próby wychodzi silniejszy i bogaty w wiedzę, jaka pomoże mu kiedyś stać się idealnym superbohaterem. Podkreślone zostają także pewne granice, których młody Wayne obiecał sobie nigdy nie przekraczać, co nie raz i nie dwa sprowadza w tym komiksie na niego dodatkowe kłopoty. Na koniec Bruce odrzuca oferowaną mu ważną rolę w przebudowie całego świata i podejmuje ostateczną decyzję, wybierając mrok oraz drogę samotnika. Twórcy przedstawiają to wszystko w bardzo interesujący i wciągający sposób, jest sporo zwrotów akcji, nie mówiąc już o bardzo widowiskowych i przeważnie krwawych scenach pojedynków.
Jestem zadowolony z tego, jak scenarzysta prowadzi narrację, jak trafnie przedstawia relację pomiędzy Bruce'em i Alfredem oraz jak finalizuje całą opowieść. Opowieść, w której ważną rolę drugoplanową odgrywa przyszły Ghost Maker. Na przykładzie tej dwójki dobrze widać, jak ten sam system szkolenia może wykreować dwie różne postawy, dwie ścieżki walki z niesprawiedliwością na świecie. Relacje pomiędzy Bruce'em i 'Antonem' są pełne zwrotów akcji, raz są przyjaciółmi, innym razem walczą ze sobą na śmierć i życie, a finalnie każdy idzie własną drogą. Jeden chce wyleczyć Gotham, zaś drugi resztę świata. Jest to dobre uzupełnienie/dopowiedzenie tego, czego dowiedzieliśmy się na temat Ghost Makera z serii BATMAN pisanej swego czasu przez Jamesa Tyniona IV, gdzie Minhkhoa Khan zadebiutował.
Za ilustracje od pierwszej do ostatniej strony odpowiada Carmine Di Giandomenico (THE FLASH, THE JOKER: THE MAN WHO STOPPED LAUGHING, ABSOLUTE SUPERMAN, czy DEATHSTROKE: THE TERMINATOR ze świeżutkiego DC Next Level), do którego stylu szybko idzie się przyzwyczaić, i od którego rysunków nie można się już później oderwać. Ich poziom jest równy, wysoki, satysfakcjonujący. Włoski artysta proponuje ciekawe kadrowanie, zarzuca nas urokliwymi sceneriami, a przede wszystkim w pamięci utrwalają się jego liczne, niesamowite i niezwykle dynamiczne sceny akcji, których tutaj nie brakuje. Odpowiednio mroczny i ponury klimat oraz duże wrażenie tworzą kolory nałożone przez Ivana Plascencię, czy też twarze, w mniejszym lub większym stopniu ukryte w cieniu, skąpane w czerni. Nie jest to styl, który kojarzy się z przygodami Batmana, ale akurat w tym przypadku - gdy nie mamy do czynienia z różnymi zamaskowanymi herosami/złoczyńcami - taka kreska sprawdza się naprawdę udanie.
Na końcu dostajemy tradycyjnie sekcję z dodatkami, na która składa się tym razem osiem stron. Są to zarówno okładki alternatywne, jak również ciekawy artykuł przedstawiający różnych mentorów/nauczycieli, jakich na przestrzeni minionych dekad spotkał na swojej drodze Bruce/Batman. Ostatnia strona to z kolei potwierdzenie, że w ramach testu czeka nas jeszcze jeden tom. A konkretnie BATMAN: CIEMNE ZWIERCIADŁO Scotta Snydera, Jocka i Francesco Francavilli, czyli wydany już wcześniej w Polsce kultowy i niezapomniany run Snydera z DETECTIVE COMICS, jaki powstał w latach 2010-2011. Jeśli nie macie poprzedniego wydania (DC Deluxe z roku 2015, lub wydania Noir z roku 2023, oba od Egmontu), to jak najbardziej warto zaopatrzyć się w wersję proponowaną przez Hachette.
Co tu dużo mówić - zawarta w trzecim tomie kolekcji opowieść stoi na wysokim poziomie, zarówno jeśli chodzi o scenariusz, jak i warstwę graficzną. Jest to w mojej ocenie jeden z najlepszych i najciekawszych komiksów z udziałem Bruce'a Wayne'a/Batmana, jakie w ostatnich latach pojawiły się na amerykańskim rynku. Run Zdarsky'ego w BATMANIE jednym podobał się bardziej, innym mniej, a jeszcze innych kompletnie rozczarował wszystkimi tymi dziwacznymi pomysłami kręcącymi się wokół Failsafe'a, Zur-En-Arrha, czy Jokera. Jeśli to nie była Wasza bajka i odpadliście na którymś etapie tego runu (co mnie w żaden sposób nie dziwi, bo też nie takich przygód Batmana chciałem przeczytać), to warto dać Chipowi jeszcze jedną szansę, jeśli chodzi o kwestię Człowieka-Nietoperza i sięgnąć po omawianą maksiserię. Mi mocno przypadła ona do gustu i jest duża szansa, że Was też ten komiks do siebie przekona. Egmont dał ciała, że nie wydał tego wcześniej, ale na szczęście na ratunek przybywa Hachette i wypełnia tę powstałą przed BATMAN: FAILSAFE lukę. To oczywiście Wasz wybór i Wasza decyzja, co kupujecie i co czytacie, ale jak już miałbym coś doradzić, to nie ma co się w ogóle zastanawiać, tylko zakupić ten komiks. Albo teraz (jeśli macie dostęp do testowych egzemplarzy), albo gdy tylko właściwa kolekcja już wystartuje, na co oczywiście liczę.
Opisywane wydanie zawiera materiał z oryginalnych komiksów BATMAN: THE
KNIGHT #1 - 10.
Autor recenzji: Dawid Scheibe










Czy mógłbym prosić o informację, jak recenzowany tom wypada od strony technicznej? Czy tłumaczenie wydaje się zrobione w sposób poprawny? Czy w tekstach występują jakieś literówki lub inne niedopatrzenia ze strony osób zajmujących się korektą? A może jakieś błędy druku? Będę wdzięczny za odpowiedź.
OdpowiedzUsuńDo tłumaczeń Roberta Lipskiego oraz Kamila Śmiałkowskiego (odpowiedzialnego za wstęp i dodatki na końcu) nie ma się w sumie co przyczepić. Czasami konstrukcje zaproponowane przez p. Lipskiego wydają się dosyć sztywne lub zbyt dosłowne, ale ogólnie nie jest to coś, co psuje/utrudnia lekturę. Nie ma żadnych rażących, istotnych błędów w tej kwestii. Literówek nie wyłapałem, nie ma też na szczęście w moim egzemplarzu żadnych błędów w druku. Jedyne drobne niedopatrzenie, jakie zauważyłem, to z tyłu okładki zamiast "Tom zawiera Batman: The Knight (2022) 1-10" wycięto słowo "Batman". I tyle. Nawet jakbym chciał, to do jakości wydania i samego tłumaczenia ciężko się przyczepić.
Usuń