Udręczony płomień. Rozpadający się świat. Ostatnia nadzieja.
W październiku 2023 roku podczas NYCC ogłoszono, po kilkunastu latach przerwy, wskrzeszenie linii DC Elseworlds. Na rok 2024 zaplanowano sześć nowych tytułów, które tworzyć będą tzw. "pierwszą falę", a po nich przyjdą kolejne. Z tej szóstki światło dzienne ujrzały ostatecznie cztery tytuły, a słuch po dwóch pozostałych zaginął. Pierwszy zeszyt ciekawie zapowiadającego się BATMAN: THE BARBARIAN (scenariusz oraz rysunki Greg Smallwood) pojawił się nawet w oficjalnych zapowiedziach na wrzesień 2024, ale bardzo szybko został z nich usunięty. Do tej pory cisza w temacie. Tak samo jak nic nie wiadomo, czy kiedykolwiek ukaże się planowany na listopad 2024 roku BATMAN: NIGHTFIRE braci Setha i Claya Mann. Z pozostałej czwórki w Polsce ukazał się już komiks DARK KNIGHTS OF STEEL: ALLWINTER, a jeszcze w tym roku wydany zostanie BATMAN - GOTHAM BY GASLIGHT: THE KRYPTONIAN AGE. W przyszłym roku spodziewam się wydania po polsku również DC VS VAMPIRES: WORLD WAR V, czyli kontynuacji maksiserii o wampirach, jaką Egmont niedawno nas uraczył. Nie spodziewam się natomiast przeczytać i obejrzeć w naszym kraju GREEN LANTERN DARK (wiadomo, jak wygląda podejście Egmontu do komiksów z GL w tytule), dlatego kończę już ten wstęp i właśnie tej serii poświęcę dzisiaj kilka słów.
"Together, all of us, candle to candle, We will hold back the night!"
Znana nam Ziemia umiera, opanowana przez potwory i mrok. Walka dobra ze złem dawno dobiegła końca. Od tego czasu panuje ciemność, a ludzkość zmuszona jest walczyć każdego dnia o przetrwanie. Ostatnie iskry nadziei na poprawę beznadziejnej sytuacji wiązane są z samotną dziewczyną o imieniu Rina Mori, która dzierży zielony płomień, niegdyś należący do herosów, o jakich świat już dawno zapomniał. Z ruin i popiołów dawnego świata wyłania się nowa Zielona Latarnia, która po długim okresie bierności, decyduje się stanąć na czele nietypowej grupy i wspólnie przeciwstawić się siłom ciemności. Rozpoczyna się pełna niebezpieczeństw podróż, której celem jest powstrzymanie wiedźmy Demony i jej armii nieumarłych. To opowieść o odnalezieniu rodziny, zmierzeniu się z własną traumą, a także o znalezieniu w sobie nieoczekiwanej odwagi i wlania nadziei w serca innych ludzi.
Seria duetu Tate Brombal (scenariusz) oraz Werther Dell'Edera (rysunki) ukazywała się od października 2024 do października 2025. Bez żadnych obsuw, wszystko zgodnie z pierwotnym planem, czyli nowy zeszyt co dwa miesiące. Siedem numerów po około 40 stron każdy ułożyło się w jedną, kompletną i zamkniętą opowieść. Opowieść, która wśród fanów świata DC przeszła raczej bez echa, rozgrywała się gdzieś na uboczu i w cieniu innych głośniejszych serii, ale to wcale nie znaczy, że śledzenie jej było stratą czasu. Przyznam się szczerze, że jako wielki miłośnik wszystkiego, co dotyczy świata Zielonych Latarni obowiązkowo sięgnąłem po pierwszy zeszyt, ale nie będę ukrywał, że jakoś szczególnie mnie on nie zachwycił. A już na pewno nie zachęcił, aby koniecznie śledzić dalsze wydarzenia. To jedna z tych historii, która zyskuje, gdy czytamy ją w formie zbiorczej, za jednym podejściem. Przekonałem się o tym sięgając ponownie po GREEN LANTERN DARK i nadrabiając zaległości, kiedy ukazał się już ostatni, siódmy zeszyt. Coś, co wcześniej nie wywarło na mnie większego wrażenia, po zaaplikowaniu sobie całej serii zyskało w moich oczach. Skłamałbym pisząc, że to historia z górnej półki i na dłużej zapadająca w pamięci, ale stoi ona na całkiem niezłym poziomie.
Sam komiks nie ma zbyt wiele wspólnego z klimatami, jakie kojarzymy ze światem Zielonych Latarni. Łączy je Green Lantern w tytule oraz moc zależna od wolnej woli tego, kto dzierży zielone światło. Brombal (piszący aktualnie całkiem przyjemną serię BATGIRL w ramach DC All In) wykorzystuje dużą swobodę, jaką daje format elseworldów i miesza wątek Zielonych Latarni z duchami, magią, czy potworami. Ten komiks to mroczna saga fantasy, trochę w klimatach sci-fi i przesiąknięta do tego legendami arturiańskimi, a całość rozgrywa się na odciętej od świata Nowej Anglii, gdzieś na apokaliptycznej Ziemi. Obserwujemy jedynie fragment całej planety (różne zakamarki Nowej Anglii), która kiedyś została przemieniona razem z jej mieszkańcami, a gdy superbohaterowie upadli, w ich miejsce pojawiły się dziwaczne potwory z Solomonem Grundy na czele. Ze znanych z głównego DCU postaci mamy też Beast Boya (w mocno pokręconej wersji) i w pewnym sensie nawet Batmana, a tak poza tym same nowe twarze.
Rina Mori to nie jest klasyczny bohater i wzór do naśladowania. To po prostu nieznośna, irytująca, mająca pociąg do alkoholu i rzucająca bluzgami dziewczyna, która otrzymała niezwykłe moce, o które nigdy nikogo nie prosiła, i które sprowadziły od tej pory na nią same kłopoty. Bohaterka tylko z nazwy. Prawdziwą heroską okazuje się dziewczynka imieniem Lunette, która jest spoiwem nietypowej drużyny, a jej ogromna wiara, determinacja i nadzieja sprawiają, że w Rinie zachodzi przemiana. Zielona Latarnia odbywa w tym komiksie nie tylko podróż w sensie dosłownym, na południe, na spotkanie z Demoną, która wykorzystuje tragedię ludzi do własnych celów, czerpiąc moc z cierpienia, bólu i nieszczęścia innych. To także podróż w głąb samej siebie. Rina przekonuje się do swojej roli, odnajduje ukryte pokłady wolnej woli i dzięki Lunette dorasta wreszcie do tego, aby stać się prawdziwą Zieloną Latarnią, płomieniem niosącym nadzieję, że krok po kroku, działając wspólnie można pokonać mrok i przywrócić Ziemi światło. Akcja przeplatana jest krótkimi flashbackami które rzucają więcej - a jakże - światła na losy zarówno Riny, jak i innych postaci tego dramatu.
Werther Dell'Ethera proponuje charakterystyczną dla siebie, niezbyt skomplikowaną, często rozmytą i przybrudzoną kreskę, gdzie dużą rolę odgrywa mocne tuszowanie. Wydaje się jednak, że taki wybór artysty (znanego oczywiście głównie z COŚ ZABIJA DZIECIAKI, a już za chwilę gościnnie zilustruje ABSOLUTE BATMANA!) jest trafiony do przedstawienia świata skąpanego w mroku, pełnego potworów, ponurego, przesyconego pesymizmem, strachem i beznadzieją. Warto podkreślić, że świetną robotę wykonała tutaj kolorystka Giovanna Niro. Wykorzystuje ona wąską paletę barw, którymi umiejętnie żongluje, w zależności od potrzeby, podkreślając odpowiednio dramaturgię danej sytuacji. Fajnie się patrzy na wszystkie te kadry zdominowane odpowiednio przez zieleń, fiolet, czy czerwień, a także na urozmaicone liternictwo.
Nie do końca tego oczekiwałem po GREEN LANTERN DARK, ale też nie mogę powiedzieć, że jestem jakoś rozczarowany. Twórcom udało się dostarczyć całkiem solidnie skonstruowaną, alternatywną wizję Ziemi i alternatywną wersję Green Lanterna, a całość jest przystępna, dosyć prosto i przewidywalnie skonstruowana, "zapakowana" w adekwatną do panującego w komiksie klimatu warstwą graficzną. Wolno to się rozkręca, ale im bliżej finału, tym robi się ciekawiej i zakończenie okazuje się satysfakcjonujące. Jednorazowa lektura, skierowana do wąskiej rzeszy odbiorców, chyba bardziej trafiająca do fanów COŚ ZABIJA DZIECIAKI, niż do amatorów kosmicznego zakątka skupionego wokół Korpusu Zielonych Latarni.
Na koniec dodam/przypomnę, że aktualnie nastał dobry czas dla wszystkich, którzy lubią wszelkie elseworldowe wariacje na temat świata DC. W ramach nowej fali tytułów z tej linii, DC wypuszcza właśnie takie pozycje, jak superman: SUPERMAN: FATHER OF TOMORROW (premiera już jutro), SUPERGIRL: SURVIVE (premiera 3 czerwca) oraz sequel DARK KNIGHTS OF STEEL (premiera 15 lipca). Wszystkie trzy zapowiadają się ciekawie i warto będzie je sprawdzić :)
--------------------------------------------------------
Opisywane wydanie zawiera materiał z oryginalnych komiksów GREEN LANTERN DARK #1 - 7.
Komiks do kupienia w sklepie ATOM Comics.
Autor recenzji: Dawid Scheibe




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz