To już druga recenzja tego albumu na DCManiaku. Dla porównania poprzednią, autorstwa Dawida znajdziecie tutaj.
„Batman: Nowe Gotham” to ponad czterystustronicowy album, który w ostatnim miesiącu zasilił katalog nowości wydawnictwa Egmont. Jeżeli spojrzymy na chronologiczną oś czasu kanonu DC Comics, historia ta stanowi bezpośrednią kontynuację dwóch monumentalnych kamieni milowych, czyli sagi „Knightfall”, podczas której Mroczny Rycerz zostaje złamany psychicznie i fizycznie przez Bane'a, oraz sagi „No Man's Land”, opowiadającej o tym, jak miasto Gotham zostało dotknięte kataklizmem naturalnym i odcięte od świata. Społeczeństwo bardziej niż pięści zamaskowanego mściciela potrzebowało filantropii i politycznych koneksji miliardera Bruce'a Wayne'a, by zmierzyć się z chaosem na ulicach oraz wszechobecną biedą.
Czytelników, którzy z różnych powodów przegapili oba te złożone,
wielotomowe i wymagające finansowo "tasiemce" pragnę uspokoić,
ponieważ bez większych problemów będą mogli sięgnąć po „Nowe Gotham”.
Scenarzysta Greg Rucka stosunkowo rzadko odnosi się do przeszłości, a nawet
jeżeli do niej wraca, robi to w na tyle finezyjny sposób, że wszystkie
niewiadome można stosunkowo łatwo wywnioskować z kontekstu konkretnej sytuacji.
Paradoksalnie dla pełniejszego zrozumienia „Nowego Gotham” bardziej istotne
okazują się nawiązania do kultowego „Roku pierwszego” Franka Millera, ponieważ
twórcy wyraźnie powracają do wątków związanych z życiem prywatnym komisarza
Gordona i jego żoną. Sam policjant musi przeżyć żałobę po jej śmierci, a
jednocześnie zmierzyć się ze słusznym poczuciem winy, używając tutaj dość dużego
eufemizmu, gdyż było mu daleko do archetypu wzorowego męża. Sytuacja życiowa
Gordona staje się pretekstem, by scenarzysta na każdym kroku podkreślał
podobieństwa między Jimem i Batmanem, co owocuje kilkoma naprawdę ciekawymi
interakcjami tej dwójki bohaterów. Uświadamia to czytelnikowi, że więź między
nimi nie jest jedynie płytką relacją opartą na instrumentalnej kalkulacji i
zbieżności celów, lecz pełnoprawną przyjaźnią opartą na (niestety
jednostronnym) zrozumieniu.
Album składa się z kilku mniej oraz bardziej rozwiniętych historii,
które reprezentują bardzo zróżnicowany poziom. Główny story arc poświęcony
knowaniom Ra's Al Ghula i próbie
rozprowadzania po mieście narkotyku obiecującego nieśmiertelność jest pod
względem scenariusza, co najwyżej poprawny i dość odtwórczy. Można byłoby
streścić go dosłownie w kilku zdaniach, dlatego nie zamierzam zdradzać niczego
więcej z fabuły, tym bardziej że bardzo podobne motywy widzieliśmy już
chociażby w miniseriach autorstwa Matta Wagnera. Uważam, że historii momentami
brakuje wyraźniejszej głębi, ale też równie często elementarnej dojrzałości.
Akcję śledzi się beznamiętnie bez większego zaangażowania emocjonalnego,
szczególnie w momencie, kiedy w fabule pojawia się Talia, która... robi
dokładnie to samo, co w każdej inne historii, w której występuje. Bardzo
podobne problemy niesie ze sobą również opowieść z Poison Ivy, szantażującą
miasto młodocianymi zakładnikami.
To, co w tym albumie zasługuje na szczególną pochwałę i wyraźnie
wyróżnia się spośród bardziej generycznych opowieści, to rozdziały poświęcone
pani detektyw Renee Montoyi oraz terapeucie Harveya Denta. Pierwsza z tych
historii opowiada o urodzinach Renee, która zmaga się z poczuciem osamotnienia
i przemijającego przez palce czasu. Jak dla wielu z nas, kolejny rok "na
liczniku" dla bohaterki również staje się okazją do wewnętrznych rozliczeń
i podsumowań. Dla policjantki ten dzień staje się przede wszystkim momentem
bolesnych rozliczeń z porażkami w życiu osobistym i uczuciowym, które w dużej
mierze wynikają z presji wywieranej na nią przez rodziców. W międzyczasie
otrzymuje ona w prezencie bukiet kwiatów od tajemniczego wielbiciela i
postanawia wykorzystać swoje zawodowe umiejętności, by odkryć jego tożsamość.
Prowadzi ją to do bardzo uroczego, ale jednocześnie słodko gorzkiego
rozwiązania całej zagadki.
Drugą historią zasługującą na zdecydowane wyróżnienie jest opowieść
związana z komiksem narysowanym przez samego Harveya Denta podczas
psychoterapii i warsztatów resocjalizacyjnych w Arkham. Twórcy wykorzystują
tutaj bardzo interesujący i charakterystyczny środek narracyjny potęgujący
immersję świata przedstawionego, czyli ''komiks w komiksie'', który do historii
przeszedł za sprawą powieści „Watchmen”
Alana Moore'a. Krótka i wyraźnie humorystyczna opowiastka zilustrowana
przerysowaną, karykaturalną stylistyką staje się pretekstem do sugestywnego
ukazania ukrytych pragnień, fantazji oraz wewnętrznych konfliktów Two Face'a.
Fani pana prokuratora Denta na pewno będą świetnie się bawić wertując ten
fragment albumu, ponieważ jest on zrobiony z dystansem oraz smakiem.
Warstwa graficzna jest jednym z największych atutów albumu. Kreskę
cechuje bardzo charakterystyczny, masywny i foremny lineart, który bez
wątpienia nie przypadnie do gustu wszystkim odbiorcom, ale nie sposób odmówić
mu charakteru ani tego, że wyróżnia się na tle plansz wielu innych
mainstreamowych artystów. Pod względem techniki i warsztatu można przyczepić
się do drobnych błędów i braków. Świadczy o tym chociażby fakt, że na jednym z
kadrów Bruce i burmistrz zamiast prawych rąk podają sobie na powitanie lewe.
Dodatkowo niektóre sekwencje akcji i walk są, moim zdaniem, zbyt statyczne i za
mało nasycone kinetyką, przez co z perspektywy całych plansz nie tworzą spójnej
i płynnej całości, lecz sprawiają wrażenie pojedynczych stopklatek. Na ogromną
pochwałę zasługuje natomiast bardzo kreatywne wykorzystanie kilku dominujących,
jaskrawych barw na tle wszechobecnej szarości. Tworzy to wyjątkowy klimat
przywodzący na myśl legendarną animację „Batman: The Animated Series”.
„Nowe Gotham” to bez wątpienia komiks, który doczeka się rzeszy fanów
wśród polskich czytelników, chociaż mnie osobiście nie porwał swoją treścią.
Jest napisany oraz zilustrowany poprawnie, choć w mojej ocenie momentami
brakuje mu nieco bardziej innowacyjnych pomysłów.
Komiks został udostępniony w celach recenzenckich dzięki uprzejmości
wydawcy. Wydawnictwo Egmont nie miało żadnego wpływu na treść powyższego
tekstu. Album zawiera materiały opublikowane pierwotnie w amerykańskich
zeszytach "Detective Comics" #742-753 oraz "Batman: Turning
Points" #1-5. Omawiany komiks kupicie m.in. w sklepie Egmontu lub w ATOM
Comics.
Autor: Krystian Beliczyński

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz