Muszę przyznać, że bardzo lubię ideę Koszmarnego Komanda. Drużyna bohaterów złożona z klasycznych potworów to pomysł nie tylko ciekawy, ale i dobrze korespondujący z moją preferencją do odjechanych konceptów. Co więcej, ilekroć do tej pory miałem do czynienia z tą lub podobnymi grupami z DC Comics, wychodziłem z tego "spotkania" całkiem zadowolony. Jak więc prezentuje się najnowsza inkarnacja potwornej drużyny? Sprawdźmy.
W komiksie autorstwa Davida Dastmalchiana (scenariusz) i Jesusa Hervasa (rysunki), Koszmarne Komando jest oddziałem armii Stanów Zjednoczonych prowadzonych przez generała Eilinga i doktor Barbarę West. O ile ten pierwszy widzi w potworach wyłącznie możliwy do poświęcenia zasób, naukowczyni naprawdę dba o swoich podopiecznych, pomagając im opanowywać i kontrolować ich niezwykłe zdolności. Kiedy na horyzoncie pojawia się kolejny kryzys, do drużyny z uwagi na chwilową (po ostatniej akcji) niedyspozycję większości członków zostają dokoptowane nowe osoby: wampir Vincent Velcoro i wilkołaczka Wanda Griffith. Czy biorąc pod uwagę krótki czas na integrację grupy i nieufność jej ludzkich sojuszników, Koszmarne Komando poradzi sobie z zadaniem?
Odpowiedź na to pytanie poznamy w komiksie, natomiast tutaj bardziej interesuje nas pytanie, jak z pracą poradził sobie zespół kreatywny. Niestety, zwłaszcza biorąc pod uwagę moje odczucia co do samego pomysłu, odpowiedzieć muszę, że mocno średnio. W teorii w opisywanym tytule mamy zarówno intrygę, jak i sceny akcji, jednak ani jedno, ani drugie nie dostarczyło mi w zasadzie żadnych emocji; jedynym motywem, który mnie jakkolwiek poruszył, był wątek samej doktorki i jej motywacji, który jest tutaj w zasadzie trzeciorzędny. Być może część winy za ten fakt spada na dobór drużyny i ukazanie panujących wewnątrz niej relacji, które są po prostu niemal do bólu klasyczne: wampir i wilkołaczka będą się kłócić, a "potwór Frankensteina" dostawać szału na widok ognia, z którego wyrwać go mogą tylko łagodne słowa pięknej kobiety (w tej roli Meduza, która obok pani doktor jest najciekawszą postacią komiksu). Bardzo kontrowersyjny jest także dobór głównego złego, bo z postaci, która zwykle stanowi zagrożenie na skalę planetarną zrobiono kogoś, kto ma mierzyć się z - nie ukrywajmy się - bandą no-name'ów (bo nawet wspomniany potwór nie jest tym Frankiem, którego znamy z mroczniejszej części komiksów DC). Zdecydowanie bardziej niż scenariusz podobały mi się za to rysunki, które same w sobie nie są niczym specjalnym, ale ich styl bardzo dobrze współgra z tonem i założeniem tytułu (a to moim zdaniem najważniejsze).
Zanim zakończę tę recenzję, muszę popastwić się jeszcze nad polskim wydaniem. Po pierwsze, nie podoba mi się sam tytuł; nie wiem, czemu nie postanowiono na POTWORNE KOMANDO, które jest nie tylko bliższe oryginalnemu CREATURE COMMANDOS, ale i lepiej oddaje charakter drużyny. Po drugie, chociaż to bardziej generyczny zarzut do przekładów Egmontu, postacie klasycznie nadużywają wołacza - a przecież hiperpoprawność jest błędem stylistycznym. Po trzecie i to jest zdecydowanie największa wada: na początku komiksu pada didaskalium "dwa tygodnie temu", podczas gdy tak naprawdę chodzi o "dwa tygodnie od teraz". Że nikt tego nie wyłapał, to lekki wstyd.
Reasumując, DC HORROR PRZEDSTAWIA: KOSZMARNE KOMANDO oceniam na 3- w skali szkolnej. Nie jest to najgorszy komiks, jaki czytałem, ale nie ma w nim absolutnie nic, co miałoby sprawić, bym go polecił.
Andrzej "Tallos" Radziejewski
Recenzja napisana na podstawie egzemplarza recenzenckiego. Wydawca nie miał wpływu na jej treść.
Opisywany zbiór zawiera materiały pierwotnie opublikowane jako DC HORROR PRESENTS: CREATURE COMMANDOS #1-6.
Ten i inne komiksy z multiwersum DC Comics możecie kupić w sklepie Egmontu lub na ATOM Comics.pl.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz