Na koniec miesiąca, gdzie w sposób szczególny celebrowana była postać Mrocznego Rycerza, słów kilka na temat pewnego komiksu z udziałem Batmana. A nawet z udziałem dwóch Batmanów. 19 września w Dzień Batmana ukazał się reklamowany widoczną powyżej okładką zeszyt BATMAN OF TWO WORLDS, gdzie dostaliśmy dwie krótkie historie osadzone z jednej strony w głównym Uniwersum, zaś z drugiej w świecie Absolute. Za pierwszą odpowiadali Matt Fraction oraz Javi Fernandez, zaś druga to owoc pracy Scotta Snydera oraz Nicka Deringtona. One-shot ten był dobrze wypromowany, dlatego też wiele osób narobiło sobie smaka i oczekiwało po nim czegoś ciekawego. A jak wyszło to w rzeczywistości?
Będzie krótko, gdyż tak naprawdę nie ma co się szerzej na temat tego one-shotu rozpisywać. Zacznijmy od tego, że obu Batmanów z dwóch różnych Ziem widzimy obok siebie jedynie na okładce, gdyż w środku znajdziemy dwie (każda po 8 stron) osobne historie z udziałem każdego z nich. Na długo przed premierą, wielokrotnie w różnych wywiadach i zapowiedziach twórcy podkreślali, że to nie będzie spotkanie pomiędzy Batmanami, ale jeśli ktoś nie był z tymi informacjami na bieżąco to mógł się złapać w pułapkę i kupić ten komiks właśnie licząc na jakiś crossover. Jeśli jesteście w tej grupie, to macie pecha.
Inna sprawa, która mnie zaskoczyła, to wielokrotna zapowiedź tej samej zagadki/tajemnicy, nad którą obaj Mroczni Rycerze mieli pracować niezależnie, każdy w inny, charakterystyczny dla siebie sposób. Okazało się to nieprawdą, gdyż w rzeczywistości dostajemy dwie kompletnie różne i niepowiązane ze sobą sprawy. Matt Fraction przedstawia nam strażnika, który wziął łapówkę, pozwolił ukraść nowoczesny sprzęt, a teraz szykuje się do spędzenia reszty życia na jednych wielkich wakacjach. Batman rusza w pościg za złodziejami, a pod drodze wykorzystuje różne bat-gadżety, czyli dostajemy charakterystyczny element znany z aktualnie wydawanej serii BATMAN. Scott Snyder z kolei proponuje napad na bank, a do akcji przeciwko czterem zamaskowanym sprawcom (Red Devils) wkracza alternatywna wersja Nietoperza, który w bardziej brutalny i bezkompromisowy sposób wybija przestępcom z głowy ich pomysł, a do tego rozszyfrowuje plany skorumpowanego dyrektora banku. Całość zapakowana jest w znanymi fanom ABSOLUTE BATMAN narracją i wskazówkami Alfreda.
Jest to zatem faktycznie całkiem niezła próbka, sampler, gdzie można sobie sprawdzić i porównać metody działania obu bohaterów, a także złapać nieco klimatu, jaki znajdziemy na co dzień w obu seriach z ich udziałem. Nie jest to jednak żadna górna półka, jeśli chodzi o scenariusz i widać, że Fraction oraz Snyder zbytnio się nie wysilali, idąc trochę na łatwiznę, a już na pewno nie dając nic tym wszystkim, którzy czytają i kupują ich komiksy co miesiąc. Trochę to słabe, ale ok, taki był zamysł wydawnictwa, aby po pierwsze targetem uczynić nowych odbiorców, a po drugie namieszać trochę i zbyt dużo obiecać okładką.
Całkiem przyjemnie prezentuje się to od strony graficznej. Javi Fernandez (DC K.O., BATMAN AND ROBIN, NIGHTWING) wspomagany przez pracującego na co dzień przy BATMANIE koloryście (Tomeu Morey) nawiązuje swoim stylem do prac Jorge Jimeneza i robi to w sposób co najmniej zadowalający, serwując przyjemne dla oka dynamiczne sekwencje związane z pościgiem. Udanie wywiązuje się ze swojego zadania Nick Derington (BATMAN: UNIVERSE, DOOM PATROL), czyli kolejny artysta, który dostaje szansę pracy nad Batmanem z Absolute Universe. Ogólnie można stwierdzić, że rysownicy wykorzystali swoją szansę, dostali duże pole do popisu i postarali się, aby czytelnik był z ich wizualnych popisów zadowolony. Ja w każdym razie jestem, gdyż dostałem ilustracje na takim poziomie, jakiego po tych rysownikach oczekiwałem.
Komiks, który powstał i raczej nikogo szczególnie swoją obecnością nie zadowolił, także równie dobrze mógłby w ogóle nie powstać i nic by się nie stało/nikt nie miałby pretensji. Dwie krótkie, mało skomplikowane i dosyć nijakie historyjki, które szybko się czyta, a jeszcze szybciej pamięć o nich ginie, bo nie mają do zaoferowania nic, co by utrwaliło się w głowie na dłużej. I tyle. Jeśli śledzicie i znacie serie BATMAN oraz ABSOLUTE BATMAN, to można śmiało ten zeszyt olać, bo najzwyczajniej nic tu nowego i ciekawego dla siebie nie znajdziecie. Jest to swego rodzaju ciekawostka, ładnie opakowana, ale jednak pusta w środku. To propozycja, albo raczej ulotka reklamowana skierowana wyłącznie do osób, które jeszcze nie miały przyjemności sprawdzić wspomnianych tytułów, a chciałyby to kiedyś zrobić. Szczerze mówiąc, to komiks ten bardziej pasowałby jako darmowy egzemplarz wrzucony przy okazji Dnia Darmowego Komiksu, gdyż nie jest warty tych niecałych trzech dolarów, jakie woła sobie za niego DC.
---------------------
Dawid Scheibe

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz