niedziela, 6 stycznia 2019

NASTOLETNI TYTANI TOM 2: WEJŚCIE AQUALADA

Rok 2018 był dla mnie momentem, w którym po cichu i spokojnie postanowiłem zaktualizować listę kupowanych przez siebie komiksów z DC Odrodzenie. No dobra… może lepszym słowem byłoby raczej ”skrócić”, bo tak na dobrą sprawę tak to właśnie wyglądało. Po początkowym zajaraniu się tematem, którego efektem była decyzja o rozpoczęciu zbierania aż ośmiu serii od Egmontu, w rok 2019 wejdę mając na koncie już tylko 3. Ostatnią niewiadomą byli NASTOLETNI TYTANI, których druga odsłona przygód po nieco ponad roku wreszcie pojawiła się na sklepowych pólkach. Pierwszy tom nie podbił mojego serca i sprawa była bardzo prosta – jeśli dwójka nie poprawi tej kiepskiej opinii, po trójkę już sięgać nie będę. No i niestety, tak właśnie się stanie. Uwaga: w dalszej części posta pojawia się drobny spoiler!

Zanim zasiądę do lektury danego komiksu, z reguły czytam wszelkie rzeczy umieszczone na okładkach czy we wstępniakach. Rzuciło mi się w oczy, że tomik ten nie zawiera ósmego zeszytu oryginalnej serii i jak dowiedziałem się (czy też raczej mi o tym przypomniano) z tekstu umieszczonego przed lekturą właściwą, wynika to z faktu włączenia tej serii do crossoveru THE LAZARUS CONTRACT, który na naszym rynku swojej premiery się nie doczeka. Dochodzi tam do pewnej sytuacji, która w efekcie sprawia, iż jeden z członków grupy Damiana Wayne’a zostaje z niej wyrzucony. Dobrze, że Egmont zdecydował się na umieszczenie tego tekstu w tomie, szkoda tylko, że nie w jego środku, przez co już na dzień dobry dostajemy w twarz pewnym spoilerem. Niestety taki jest urok większości serii wydawanych przez DC i Marvela – większość z nich prędzej czy później i tak wejdzie w skład kolejnego super-duper ważnego wydarzenia, które potem zostanie wydane jako osobny tom, a osoby czytające tylko główną serię dostaną w nagrodę za brak zainteresowania eventem trejdy odrobinę pokiereszowane. Tak właśnie jest w przypadku WEJŚCIA AQUALADA i nie wiem dlaczego od dłuższego czasu przyjmuję to do wiadomości jako coś normalnego.

Fabularnie historia totalnie odzwierciedla to, co jest podane w tytule. Gdy działalność Nastoletnich Tytanów wychodzi na światło dzienne, a Beast Boy stara się zrobić co może, by ich jeszcze mocniej rozreklamować, Jackson Hyde postanawia dołączyć do ich szeregów. Chłopak posiada moce kontrolowania wody i tworzenia z niej konstruktów, a także jest w trudnym okresie swojego życia i sądzi, iż dołączenie do grupy Robina może mu znacznie pomóc. Okazję na wykazanie się dostaje bardzo szybko, ponieważ młodzi herosi muszą zmierzyć się z King Sharkiem. Gdy Aqualad również stanie na świeczniku, zainteresuje się nim sam Black Manta.

Benjamin Percy to scenarzysta, który w DC Odrodzenie prowadzi także solowe przygody Green Arrowa i tamta seria jest moim totalnym guilty pleasure. Nie jest to dobry komiks, ale moje uwielbienie do występujących w niej postaci wygrywa z rozsądkiem i cały czas akceptuję wszelkie głupotki, jakie tam się pojawiają. W przypadku NASTOLETNICH TYTANÓW taryfy ulgowej już nie ma, a niestety tej pozycji również daleko do bycia w jakikolwiek sposób dobrą. Percy kolejny raz pokazuje, że nie ma odpowiedniej ręki do prowadzonych przez siebie postaci i jeśli w danej scenie nie dominuje Damian Wayne, to zwyczajnie nie ma czym tu się ekscytować. WEJSCIE AQUALADA to solidna porcja czerstwych dialogów (tytułowy bohater musi co moment rzucać jakimiś tekstami o pływaniu lub wodzie), słabiutko napisanych interakcji między herosami (zwłaszcza te z udziałem Kid Flasha i Raven) oraz ich motywacji, a także wcale nie lepiej prowadzonych złoczyńców. Black Manta co prawda nie prezentuje się tak kuriozalnie jak Ra’s Al Ghul w pierwszym tomie, lecz mimo to i tak dziwnie się patrzy, gdy totalnie niedoświadczony Aqualad po krótkiej gadce motywacyjnej koniec końców wyciera nim podłogę (ups… spoiler).

Wprowadzenie Jacksona Hyde do fabuły sprawiło, że i tak niedostatecznie zaprezentowani wcześniej członkowie grupy schodzą na jeszcze dalszy plan i dostają raptem po parę kadrów. Bardzo nie podoba mi się, że te nieliczne przebitki ich indywidualnych charakterów są do przesady spłycone, a Percy to kolejny scenarzysta, który przedstawia Beast Boya niemal tylko i wyłącznie jako kompletnego durnia. Twórca ten nie ukrywa, że bardzo lubi Damiana Wayne’a i faktycznie całkiem nieźle go czuje, lecz jedna jaskółka wiosny nie czyni i nie sprawia, że WEJŚCIE AQUALADA jest znacząco lepszą opowieścią. Ten komiks to typowa, superbohaterska łupanina, powielająca oklepane schematy bez żadnej dozy oryginalności i podążająca do określonego finału niczym po nitce do kłębka.

Kilka plusów należy jednak zaliczyć warstwie graficznej drugiego tomu NASTOLETNICH TYTANÓW. Przede wszystkim odpowiada za nią Khoi Pham i chociaż brak mu czegoś, co solidnie wyróżniłoby go na tle konkurencji, to jednak nie można odmówić mu sporej dozy talentu. Na czterech raptem stronach wspomaga go Pop Mhan, zaś układ kadrów w całości rozplanował Phil Hester. Tak, w USA są ludzie i od tego ;)

Zdecydowanie spodziewałem się czegoś więcej po tej serii. Ma ona parę dobrych momentów, lecz niestety tak w pierwszym jak i drugim tomie przykryte są one przez masę większych lub mniejszych bzdur. Właśnie w taki sposób seria ta zostanie przeze mnie zapamiętana, a zapowiedziany luźno na 2019 rok tom trzeci już w moje ręce (prawdopodobnie) nie trafi.
     
Krzysztof Tymczyński
    
--------------------------------------------------------------------------
    
Opisywane wydanie zawiera numery #6-7 oraz #9-11 serii TEEN TITANS.
    
NASTOLETNI TYTANI TOM 2: WEJŚCIE AQUALADA du kupienia w sklepie Egmontu oraz ATOM Comics.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza