Filozoficzna naparzanka
Stanięcie w cztery oczy i zmierzenie się na pięści z legendarnie uznanym klasykiem to zdecydowanie jedno z najtrudniejszych zadań czyhających na twórców. Dzieje się tak z banalnie prostego powodu, dobrze znanego procesu: ekspansywnej projekcji klasycznej, kanonicznej wizji na wszystkie jej przyszłe a nawet przeszłe(!) odnogi. Dla lepszego zilustrowania i zrozumienia myśli można wytoczyć bardziej obrazową analogię osadzoną w świecie filmów i seriali. Każdy kto zarówno przeczytał jakieś dzieło oraz zobaczył jego kinową/telewizyjną adaptację z pewnością zdążył zauważyć, że wizualny wariant w swej bezgranicznej zaborczości prawie całkowicie pochłania tą literalną, przejmuje ją doprowadzając do sytuacji, w której nie jesteśmy już w stanie myśleć o konkretnych postaciach/scenach inaczej, niż przez pryzmat narzuconego przez jednego, czy drugiego filmowca obrazu lub kreacji danego aktora; patrz: seria Harrego Pottera i jej filmowy odpowiednik. Jednak nie tylko o samą formę chodzi, nie o samo medium transmisyjne. Bo to samo zjawisko zaobserwujemy w przypadku sytuacji gdy jedna (kilka)/pozycja (pozycji) wykazuje ponadprzeciętny poziom, i uznawana/ne jest/są za niekwestionowane arcydzieło/a. Fani jednocześnie chcą powtórzenia, chcą kolejnego dzieła tak udanego, tak kunsztownie stworzonego i wykonanego, które przyniosło by i zaoferowało te same emocje i wzruszenia, lecz zdają sobie także sprawę, że ponowne wskoczenie na ten pułap jest właściwie niemożliwe. Dlatego w swej sprzeczności fantazjują o kontynuacji oraz modlą o jej brak mający zapobiec zepsuciu i skrzywdzeniu pierwotnej doskonałości. Lecz jest wiele twórców za nic mających kanoniczne świętości, nie bojących się pojedynku z zastygłym i marmurowo spiżowym widmem genialnego poprzednika, wręcz przeciwnie, lubiących zrzucać uznanych z ich zasiedzianych już miejsc na podium. Tacy odważni oraz ich twory zawsze i ciągle będą oceniane, analizowane w odniesieniu do tej "jedynej słusznej" opcji. Autorzy ci są na tak bardzo straconej pozycji, że nawet gdy obiektywnie stworzą dzieło bardzo dobre, które w alienacji i oderwaniu mogły by liczyć na dość pokaźne pochwały i krytyczne komplementy, właśnie przez owego mitycznego poprzednika oceny owocu ich wysiłków twórczych ulegną z góry sztucznemu zaniżeniu, tylko i wyłącznie z powodu, że nowy model nie jest tym samym co stary, bądź też przeciwnie - jest zbyt podobny do oryginału.