sobota, 18 listopada 2017

DETECTIVE COMICS TOM 1: POWSTANIE BATMANÓW

Kiedy w Gotham pojawia się świetnie wyposażona grupa jego naśladowców, w dodatku obserwująca każdy ruch zarówno Batmana jak i większości pozostałych członków bat-rodziny, Mroczny Rycerz postanawia utworzyć ze swych współpracowników oddział, który będzie mógł się im przeciwstawić. Co ciekawe oprócz Batwoman, Red Robina, Spoiler i Orphan do ekipy rekrutuje także… Clayface’a, który jak się okazuje niczego nie pragnie bardziej jak powrotu do normalności.

Jak widać z powyższego opisu zamiast solowego tytułu otrzymujemy tutaj komiks drużynowy. A w dodatku, przynajmniej w tym tomie, to nie Bruce odgrywa w nim pierwsze skrzypce lecz Kathy Kane – Batwoman. To ona ma najciekawszy fabularnie wątek, a w dodatku w sumie jako jedyna z drużyny w istotny sposób rozwija się jako postać. Swoje pięć minut otrzymuje jednak każdy jej członek. Bardzo udanie wypadł też czarny charakter, przekonany o słuszności swojej sprawy i wierzący, że działa w imię wyższego dobra. W dodatku sama jego osoba sprawia, że niektórzy z członków ekipy muszą stanąć przed trudnymi wyborami. Ponadto mamy tu parę fajnych scen pokazujących jakimi kozakami są nasi bohaterowie – pod tym względem przoduje oczywiście sam Batman, ale Orphan nie pozostaje daleko w tyle. 

Tak więc odpowiedzialny za scenariusz James Tynion IV, znany mi głównie z krótkich historii dołączanych do numerów Batmana z N52, wypadł naprawdę nieźle. Dał czytelnikom fajny rozrywkowy komiks, pełen akcji i zwrotów fabularnych. Natomiast jeśli chodzi o wady scenariusza, to są to jedynie drobiazgi. Póki co nie rozumiem np. powodów włączenia Clayface’a do drużyny, poza chęcią zaskoczenia tym czytelnika, ale może wyjaśni się to w następnych numerach. Także parę dialogów czy scen sprawia wrażenie nie do końca przemyślanych i czasem ma dosyć zaskakujące implikacje. Najbardziej rzuca się w oczy rozmowa, której celem jest uzasadnienie dramatyzmu jednej z finałowych scen, a jednocześnie wyjawiająca, że posiadłość Wayne’ów musi znajdować się ok. 200 km od Gotham. Jest także taka, z której wynika, że Mroczny Rycerz, choć nie zabija, to nie ma jednak oporów przed zakładaniem na swoim sprzęcie pułapek, które zabijają próbujących się do niego dobrać, ale akurat w tym wypadku było to potknięcie odpowiedzialnego za tłumaczenie Tomasza Sidorkiewicza, który poza tym jednak spisał się naprawdę dobrze.

Za rysunki w tym wydaniu zbiorczym odpowiadają Eddy Barrows oraz Alvaro Martinez. I choć temu drugiemu nie mam nic do zarzucenia, bo sprawdza się bez zarzutu, a jego prace są naprawdę udane, to jednak prawdziwą gwiazdą jeśli chodzi o stronę graficzną jest pierwszy z nich, który jest jednym z moich ulubionych rysowników pracujących dla DC. Dodatkowo w niektórych miejscach zabawia się kadrowaniem akcji w nietypowy sposób, a parę ze stron jego autorstwa aż chciałoby się oprawić w ramę i powiesić na ścianie. Jeśli chodzi o dodatki, to tradycyjnie znajdziemy tutaj galerię okładek, gdzie oprócz tych autorstwa powyższych ilustratorów, znajdziemy też kilka bardzo fajnych alternatywnych wersji.

Podsumowując - komiks trzyma w napięciu, ma kilka zaskakujących rozwiązań fabularnych, a pod względem graficznym wypada nawet jeszcze lepiej. Tak więc DETECTIVE COMICS spod szyldu Odrodzenia zaliczyło udany debiut i mam nadzieję, że utrzyma podobny poziom jak najdłużej. Na razie to bardzo fajna niezobowiązująca rozrywka, ale ze kilkoma poważniejszymi momentami.


4,5/6

Opisywane wydanie zawiera materiał z komiksów DETECTIVE COMICS #934-940

Serdecznie dziękujemy wydawnictwu Egmont za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

Komiks jest do kupienia w sklepie Atom Comics

Oryginale wydania tego tomu było już recenzowane na blogu przez Maurycego. Jego tekst możecie znaleźć tutaj.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza