niedziela, 23 września 2018

WKKDC #55 - SUPERMAN: DLA JUTRA cz. 2


Nie ma co się oszukiwać - pierwsza odsłona historii DLA JUTRA, która miała premierę w Polsce 5 września, okazała się strasznie niedoskonałym produktem, zapakowanym na zachętę w przyciągające czytelników rysunki Jima Lee. Cliffhanger nie spełnił swojej roli i nie stanowił zachęty do sięgnięcia po kontynuację. Mając już w rękach tom 55 nie miałem właściwie większych nadziei na to, że Azzarello zaskoczy mnie jakimś nagłym obrotem sytuacji i historia przybierze interesujący kierunek. Oczekiwałem natomiast jakiegoś przyspieszenia tempa i otarcie się mocno o poziom nie tyle dobry, co neutralny. Superman ma wreszcie wyjaśnić zagadkę "Zniknięcia" i poznać osobę odpowiedzialną za całe zamieszanie. Wszystkie rozpoczęte wątki powinny zostać sfinalizowane, a czytelnik być usatysfakcjonowany końcowym rozwiązaniem. I właśnie tego ostatniego obawiam się najbardziej.

Omawiany album zawiera oczywiście zeszyty 210 - 215, a nie jak próbuje się nas mylnie przekonać na tylnej okładce oraz w stopce na początku, jedynie numery 210 - 214. Nie wiem jak w innych, ale w moim egzemplarzu kilka stron odbiega pod względem druku jakościowo od pozostałych, dotyczy to zwłaszcza tekstu na stronach wstępu, które poprzedzają główną historię. W sekcji "Co wydarzyło się do tej pory..." dostajemy bardzo treściwe podsumowanie poprzedniego tomu, dzięki któremu wydaje się, że było znacznie ciekawiej, niż w rzeczywistości. Można się nawet nabrać, że pomijając pierwszą część ominęło nas coś ważnego ;)

Nie jest niespodzianką, że Clark wreszcie odnajduje Lois oraz pozostałych zaginionych ludzi. Przypomina sobie wcześniejsze wydarzenia i miejsce, które powstało na skutek modyfikacji Widmowej Strefy. Nasz bohater podjął wcześniej wiele trudnych decyzji, ale ta ostatnia wybiegała daleko w przyszłość, miała na celu zapewnienie szczęścia ludzkości i uniknięcia tragedii, jaka spotkała jego rodaków. Dużo w tym ponurego, pesymistycznego klimatu i moralnych rozterek Supermana. Denerwują wszechobecne urywane wypowiedzi, które dokańczane są przez inne osoby. Występ Batmana wydaje się niepotrzebny, za to udział Wonder Woman nie do końca uzasadniony. Historia jest dosyć trudna do śledzenia, nie wszystko jest jasno i wyraźnie podane na tacy, a do tego te nie do końca wyjaśnione przeskoki do tajemniczego Orra, czy Halcyon. Kim tak naprawdę są? Dla kogo pracują? Jaką odegrali w tym wszystkim rolę i w jakim celu? Zbyt dużo chaosu się wkradło do scenariusza, przez co pewne rzeczy trudno z niego wywnioskować.

Zresztą dziwnych i słabych rozwiązań jest tutaj całe mnóstwo: pozbawianie siebie samego pamięci; przerabianie piekła na niebo, gdy wewnątrz znajduje się chociażby Zod; finalny los, jaki spotkał księdza Leone; dziwna lokalizacja nowej Fortecy; cudaczny, nieco "batmanowy" wygląd Zoda. To kilka przykładów na to, że wizja Azzarello w pewnym momencie wymknęła się twórcy spod kontroli i zaszalał w sposób, który akurat mi się totalnie nie podoba. Złoczyńcy, w tym Zod, okazali się płytcy, bez większej motywacji i tak naprawdę szybko się o nich zapomina. Kluczowa batalia okazała się bardzo przewidywalna i pozbawiona oczekiwanych emocji. Tych ostatnich zabrakło również w momencie powrotu na Ziemię. Wymieniam same minusy, ale plusów ze świecą tutaj szukać.

Ostatnim razem pisałem, że Jim Lee znacznie lepiej sprawdza się w dynamicznych, stawiających na dużą ilość akcji projektach. W drugiej części wreszcie dostał taką możliwość i widać wyraźnie, że poczuł się jak ryba w wodzie. Ilustracje ogląda się bardzo przyjemnie i po raz kolejny przyćmiewają słabiutki scenariusz Briana Azzarello. Niestety zdarza mu się trochę obniżyć loty pod koniec komiksu, ale nie są to jakieś rażące i wpływające na ogólny odbiór całości niedociągnięcia. Suma sumarum miłośnicy kreski urodzonego w Seulu artysty powinni być po raz kolejny ukontentowani. Fajnym zabiegiem była scena z helikopterem, która nawiązuje do okładki kultowego ACTION COMICS #1.

W sekcji "powrót do przeszłości" zaglądamy do ADVENTURE COMICS z roku 1961, gdzie swoją nową przygodę przeżywa Superboy ze Smallville. Młody Clark odkrywa projektor do Widmowej Strefy, poznaje historię generała Zoda oraz sam na krótko staje się duchem. Ważną rolę odgrywa tutaj najnowszy cud techniki w postaci elektrycznej maszyny do pisania. Smutne jest to, że ta krótka, staromodna i momentami głupkowata opowieść dostarczyła mi znacznie więcej satysfakcji z lektury, niż główna historia napisana przez Azzarello.

Jak sobie pomyślę, że jakiś czas temu zachęcony atrakcyjną promocją rozważałem zakup komiksu SUPERMAN: DLA JUTRA w wersji absolute, to teraz dziękuję stwórcy, że ostatecznie odciągnął mnie od tej decyzji. Nie znałem bowiem zawartości i teraz z pewnością plułbym sobie w brodę, że najzwyczajniej wyrzuciłem ciężko zapracowane pieniądze w błoto. Druga część nie zmieniła mojej negatywnej opinii o tej historii, jaką wyraziłem w poprzedniej recenzji. Mało tego, kontynuacja wypada chyba jeszcze gorzej. Azzarello pokazuje, że niezbyt dobrze rozumie i czuje postać Człowieka ze Stali, a swoje wątpliwości oraz pytania odnośnie eSa umieszcza w formie narracji w omawianym albumie. Już dawno nie przeczytałem tak chaotycznie napisanego, nudnego, niepotrzebnie rozciągniętego i wręcz odpychającego komiksu z Supermanem w roli głównej. Muszę jak najszybciej "przegryźć" SUPERMAN: DLA JUTRA jakąś znaną i udaną opowieścią z Kal-Elem w roli głównej, aby pozbyć się tego nieprzyjemnego smaku, jaki pozostał po przeczytaniu dania zaserwowanego w ramach 54 i 55 tomów WKKDC. Omijajcie szerokim łukiem.

Ocena: 2-/6

Opisywane wydanie zawiera materiał z komiksów SUPERMAN vol. 2 #210 - 215 oraz ADVENTURE COMICS vol. 1 #283.

Dawid Scheibe

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza