piątek, 16 marca 2018

KAZNODZIEJA TOM 3


Co ja tam miałem zrecenzować tym razem? A tak, trzeci tom Kaznodziei. Trzeci? Nie, to niemożliwe. A jednak. Nim się obejrzałem, seria znalazła się już na półmetku. Teraz będzie z górki i za niedługo będę musiał się pożegnać z Custerem i jego ekipą. Ale nie czas na sentymenty zajmijmy się tym, co dla nas przygotowali twórcy tym razem. Jeśli ktoś czytał moją recenzję tomu drugiego to wie, że byłem nim trochę rozczarowany z powodu zbyt dużej ilości wątków, która przytłaczała i przez to psuła odbiór. Moje prośby zostały wysłuchane. Tym razem nie mamy takiego bałaganu jak poprzednio. Twórcy zwolnili z tempem i skupili się na rozwijaniu poszczególnych wątków.

"Wystarczy jeden zły dzień"

Zaczynamy od Świętego od zabójców. Dzięki opowieści snutej przez pewnego sprzedawcę pizzy, poznajemy główny czarny charakter sprzed przemiany w tego, którego znamy z poprzednich tomów. Jak się szybko okazuje, w jego sercu było kiedyś miejsce dla miłości i innych ludzkich uczuć. Był zwykłym kowbojem mającym żonę. Jednak gdy pewnego dnia jego ukochana zachorowała, udał się na poszukiwanie leku. To, co się wydarzyło podczas tej podróży sprawiło, że jego życie legło w gruzach, serce skamieniało a uczuciem, które go wypełniło była nienawiść. Nie bez powodu przywołałem słowa Jokera. Los Świętego od zabójców doskonale potwierdza teorię o jednym złym dniu. Po tej historii z pewnością odrobinę inaczej spojrzycie na tę postać. Jego motywacje staną się zrozumiałe. Przestanie być jedynie badassem rozwalającym każdego, kogo napotka. Być może gdzieś w głębi zaczniecie mu współczuć i po cichu kibicować. Nic nie jest takie czarno-białe jak by się na początku mogło wydawać. Tak jak mówią „punkt widzenia zależy od punktu siedzenia".

Cassidy - pogrobowiec wampiryzmu? 

Gdy już wysłuchamy historii Świętego od zabójców, twórcy wracają do wątku głównego. Cassidy wplątał się w nieciekawą intrygę z wyznawcami kultu wampirów. Bardzo łatwo można się tutaj doszukać satyry na całą subkulturę emo i zafascynowanie gotycyzmem. Bo jak brać na poważnie nastolatków bawiących się w udawanie wampirów, ukrywających się po mrocznych piwnicach i polewających ketchupem zamiast prawdziwą krwią. Jakże prorockie wizje biorąc pod uwagę szaleństwo na punkcie wampirów, które wybuchło po premierze "Zmierzchu". Wtedy dopiero zaczęło się wzdychanie nastolatek ku tym mitycznym upiorom. Niestety wyobrażenie wampirów sprowadzono do bezwstydnie przystojnych facetów mających za zadanie oczarować młode kobiety. A gdzie się podziały te przerażające i straszne istoty z przepięknych romantyczno-gotyckich powieści grozy takich jak „Dracula” Brama Stokera? Czyżby mit przerodził się w kicz? Czy ten motyw został już tak przetrawiony, że pozostały z niego tylko strzępy tego, czym był na początku? Oczywiście postać Cassidy'ego również jest próbą polemiki z innymi wyobrażeniami wampirów. Nie mieszka on w olbrzymich i pustych zamkach, nie ubiera się w ciemną pelerynę i nie śpi w trumnach. Jest zwyczajnym facetem, który nie stroni od alkoholu, a i dziewczynami nie pogardzi. Powiedzielibyśmy wręcz, że jest po prostu przeciętny. Ale mimo to jest w nim coś z tych pierwszych literackich i filmowych wampirów. Ta nieprzewidywalność i charyzma. Pozostała w nim cząstka z tamtych upiorów, które wywoływały gęsią skórkę i przyśpieszały puls. Uwspółcześniono go, by był bardziej przyswajalny dla dzisiejszych czytelników a mimo to nie stracił nic ze swojego charakteru, swojej autentyczności.


Ameryka

Trzecią częścią tego tomu jest podróż głównych bohaterów do nowego Orleanu w celu wzięcia udziału w rytuale voodoo. Podczas którego Custer ma nadzieję odbyć rozmowę z Genesis i znaleźć odpowiedzi na nurtujące go pytania. Jednak zgodnie z nieubłaganym prawem Murphy'ego i prawdopodobieństwem życiowym wszystko poszło tak źle, jak to było tylko możliwe. Już i tak zagmatwaną sytuację komplikuje jeszcze bardziej powrót Gębodupy. Ale nie tego, którego znaliśmy z poprzednich tomów. To już nie jest ten chłopak płaczliwy i chowający się za ojcem. Ma określoną misję i jest bardzo zdeterminowany, by ją wykonać. Tak jak reszta bohaterów on również przeszedł niesamowitą przemianę od początku serii. Gdzieś po drodze usłyszymy również o wojnie w Wietnamie i wielu innych ważnych dla Ameryki wydarzeniach. W głównym sensie jest to podróż w poszukiwaniu Boga. Ale tak właściwie jest to jedna wielka panorama całej Ameryki. Jej wszystkich zjednoczonych stanów. Twórcy ewidentnie prowadzą polemikę z amerykańską kulturą i tradycją. Przedstawiając ją niejednokrotnie w absurdalny, wręcz groteskowy sposób.

Warto również zaznaczyć, że historia Świętego od morderców została zilustrowana przez innych artystów niż pozostała część tomu. Jest to świetna okazji, by porównać różne style i techniki. Oprócz samej historii w tym wydaniu znajdziemy kolejny wstęp napisany przez Gartha Ennisa oraz galerię okładek pierwszych wydań. Niby mała drobnostka a cieszy.

Podsumowując, otrzymaliśmy tom o wiele spójniejszy i lepiej przemyślany niż poprzedni. Twórcy w dużej mierze skupili się na rozwoju bohaterów, a nie na akcji. Kaznodzieja wciąż szokuje i nie widać by miał zamiar zmniejszyć tempo. Pomimo trzeciego tomu autorzy nie złapali zadyszki a wydaję się, że wręcz przeciwnie mają zamiar wrzucić na jeszcze wyższy bieg. Oby było im dane jeszcze nie raz mnie zaskoczyć.


MC


Dziękujemy wydawnictwu Egmont Polska za dostarczenie egzemplarza do recenzji.
Omawiany komiks znajdziecie w w sklepie ATOM Comics
Wcześniejszą recenzję możecie przeczytać TUTAJ

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza