Seria o Harley Quinn jest w naszych skromnych, DCManiakowych szeregach swoistym symbolem. Po zapoznaniu się z częścią serii z czasów Nowego DC Comics, za tą Odrodzeniową wersję nikt nie chciał się złapać. Tytuł tak przeskakiwał z rąk do rąk, aż w końcu kończyn brakło i niniejszy, na szczęście już ostatni tom tej serii, z braku laku trafił do mnie. Kiedyś obiecałem sobie, że będę czytał absolutnie wszystkie komiksy DC, które ukażą się w Polsce. Co prawda WKKDC szybko mnie zweryfikowało, ale jeśli nie liczyć kolekcji od Eaglemoss, to żwawo trwałem w swym postanowieniu przez dłuższy czas. Pękłem dopiero przy tej serii, bo udało mi się znieść dwa tomy. Trzeciego na DCManiaku nigdy nie zrecenzowaliśmy, a przy czwartym Dawid podjął rękawice… i momentalnie je rzucił. Uznałem więc, że skoro mamy tu do czynienia z ostatnim tomem serii, zaś na horyzoncie nie widać, by Egmont miał zamiar ją restartować pod szyldem Uniwersum DC, stwierdziłem, że ten ostatni raz się poświęcę.













