środa, 6 czerwca 2018

NIGHTWING TOM 2: BLÜDHAVEN

Nightwing jest dla większości osób mało znaną postacią. W Polsce przed nadejściem Odrodzenia (Rebirth) nie było komiksu, gdzie odgrywałby on główną rolę. Zmieniła to seria wydana w ramach wspomnianego Odrodzenia pisana przez Tima Seeleya, a rysowana głównie przez Javiera Fernándeza z pomocą innych artystów. Kolorami zajął się natomiast Chris Sotomayor. Pierwszy tom serii - NIGHTWING: LEPSZY NIŻ BATMAN, był dobrym komiksem, który w większości "cierpiał" przez to, że domykał pewne wątki jeszcze z New 52. Inauguracyjny tom zawierał sporo dobrze napisanych dialogów. Jak się ma sprawa z drugim albumem zatytułowanym "Blüdhaven"? Tego przekonacie się z poniższej recenzji.

Fabuła rozpoczyna się krótko po wydarzeniach z woluminu pierwszego. Nightwing przeżywa wspólną  przygodę z Supermanem, który doradza mu przeniesienie się do Blüdhaven. Dick słucha się Supka i ostatecznie decyduje na przeprowadzkę. Pewnej nocy spotyka na swojej drodze Goryla Grimma, który jest podejrzewany o zabójstwo. Nightwing musi rozwiązać jego sprawę. Jeśli mam się przyczepić do zawartych w tym tomie opowieści, to zeszyt dziewiąty jest według mnie najsłabszy. Historia Garysona i Człowieka z Kryptonu jest wtórna i gdybym dał komuś do przeczytania ten zeszyt, ten ktoś zapewne wyśmiałby mnie, że tracę czas na czytanie czegoś takiego. Typowa historia o sile przyjaźni i niepoddawaniu się, a do tego ze średnimi jedynie dialogami (meh). Z kolei zeszyty od dziesiątego do piętnastego, które tworzą jedną zwartą historię, są wyśmienite. Główny bohater chce się odnaleźć po wydarzeniach, które miały niedawno miejsce w jego życiu. Z jednej strony znów można powiedzieć, że to wszystko już kiedyś było, ale z drugiej strony wątek ten nie jest tak eksponowany i nie dominuje, nie spycha na dalszy plan głównej intrygi. W paru miejscach jest pokazane co bohater myśli, co chce powiedzieć, a co tak naprawdę ostatecznie mówi. Dla mnie nie jest to w żadnym wypadku wkurzające, a nawet nadaje głębie naszemu protagoniści. Sam główny zły w tej opowieści nie jest wyciągnięty z nicości. Wywodzi się spośród osób, które nasz Nightwing w między czasie poznaje, co dla mnie jest w miarę dobrą rzeczą. Nie lubię jak złoczyńca jest o tak wyciągany na szybko, nie wiadomo skąd, bez żadnego uzasadnienia, czy przygotowania.

Jest parę ważnych i ciekawych rzeczy odnośnie fabuły, o których celowo nie wspomniałem, gdyż warto lepiej przeczytać je samemu. Na szczególną uwagę zasługują rewelacyjne dialogi. Czuć w nich charakter postaci i chemię, którą tworzą między sobą. Szczególnie wyczuwalne jest to w ostatnim zeszycie omawianego tomu. Jestem przekonany, że akurat na dialogi oraz przemyślenia bohaterów nie będziecie narzekać. Daję swoje słowo. Poszczególne postacie z każdą chwilą - ma na to wpływ wymiana zdań pomiędzy nimi -  rosną w naszych oczach, stają się ciekawsze. Oprócz Nightwinga występuję tutaj na tyle dużo wyrazistych postaci, że każdy znajdzie wśród nich swojego ulubieńca, z którym będzie z różnych powodów sympatyzował.

Rysunki w tym tomie udowadniają jak duży wpływ na ostateczny kształt ilustracji mają inkerzy oraz koloryści. Gdybym był laikiem w tej kwestii, to powiedziałbym, że rysunki z tomu pierwszego i drugiego zostały zrobione przez jedną i tą samą osobę. Jednak jeśli miałbym wybrać między rysownikami to wolę Javiera Fernándeza (LEPSZY NIŻ BATMAN) od Marcusa To (BLÜDHAVEN). Rysownik pierwszego tomu nadaje więcej ekspresji głównemu bohaterowi oraz innym występującym tutaj postaciom, niż Marcus To. Wracając na chwilę do kolorów - dobrze, że są dobrane w ten sposób, co w poprzednim tomie. Nie wybijają z rytmu podczas czytania. Gdyby inny niż Sotomayor kolorysta pracował nad tym komiksem, to bardzo możliwe, że rysunki by mi się nie spodobały.

Jeśli chodzi o dodatki, to znajdująca się na końcu galeria okładek jest wyjątkowo skromna. Żadna z okładek nie zapadła mi szczególnie w pamięci. Można powiedzieć, że wcale bym nie płakał, gdyby tej krótkiej galerii w ogóle w tym tomie nie umieszczono.

NIGHTWING: BLÜDHAVEN to komiks, który dostarcza dużo frajdy. Czytanie tego tomu sprawiło mi niesamowitą rozrywkę. Dla mnie to właśnie ten tom, a nie poprzedni, mógłby być początkiem serii o Dicku Graysonie wydawanej w ramach Rebirth. Z czystym sercem polecam ten komiks każdemu.

Dziękujemy wydawnictwu Egmont Polska z udostępnienie egzemplarza recenzenckiego.

Opisywane wydanie zawiera materiał z komiksów NIGHTWING #9 - 15.

Omawiany komiks znajdziecie między innymi w ofercie sklepu ATOM Comics.

Autor: Maciej Matusz
Korekta: Dawid Scheibe

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz