Benjamin Percy. W chwili obecnej mam
na półce osiem komiksów jego autorstwa, żadnego nie oceniłbym lepiej niż ”poprawny”.
Samego scenarzystę również ciężko mi nazwać jako kogoś więcej, niż typowego
wyrobnika. A jednak miał on to szczęście, że kilka lat temu dostał fuchę przy
dwóch z piętnastu serii, które Egmont przygarnął do swojej oferty w ramach
linii DC ODRODZENIE. Ja zaś miałem tego pecha, że owe dwa tytuły zdecydowałem się
dołączyć do swojej kolekcji. No bo jak tu można było podjąć inną decyzję, skoro
człowiek pół życia czekał nowy tytuł z Green Arrowem i moment, w którym ktoś
zdecyduje się sięgnąć po cokolwiek z Nastoletnimi Tytanami? Ech… naprawdę nie
dziwię się, że oba te tytuły znalazły się w gronie tych, których Egmont
zdecydował się nie kontynuować.
Pamiętam czasy, gdy Damian Wayne
pojawił się na kartach komiksów. Było to jeszcze wtedy, gdy DCManiak zwał się
DCMultiverse, miał swoje forum i takie tam szmery bajery. Byłem wówczas jedyną,
albo przynajmniej jedną z naprawdę niewielu osób, które tego małego dupka
uważały za nie tyle coś fajnego i ciekawego, ale za postać z ogromnym
potencjałem i mającą szanse wnieść masę świeżości do bat-uniwersum. Reszta
życzyła mu jak najgorzej. Ale lata mijały, okazywało się że pomysł na Damiana
jest, a gdy Grant Morrison postanowił go (chwilowo) ukatrupić to rozległ się lament
sporych rozmiarów. No ale wiadomo – w komiksach superhero bycie martwym to
kwestia równie codzienna i ulotna co zakupy w spożywczym. Więc Damian wrócił,
coś tam porobił w trakcie New52 i tak oto przechodzimy do czasów jeszcze bardziej
współczesnych. Zaczęło się Odrodzenie i z tym młodym trzeba było coś zrobić. Może
by tak… uczynić go liderem nowej inkarnacji Nastoletnich Tytanów? Potencjał jest,
bo o ile aktualny Robin już trochę złagodniał i spowszedniał w relacjach z
kolegami i koleżankami z bat-uniwersum, to poza nim nadal jest w zasadzie
anonimowy.
I właśnie dlatego szczerze polecam
Wam SUPER SONS Petera Tomasiego, bo przynajmniej tam będziecie mieli okazję zobaczyć
jak powinno to wyglądać. NASTOLETNI TYTANI to zwyczajna padaka, na którą nie
powinniście tracić ani czasu, ani pieniędzy. Leży tu w zasadzie wszystko, a
konsekwencja Percy’ego w pisaniu Robina jak totalnego kretyna, to taka swoista kwintesencja
tego, jak słaba jest to seria.
Pierwsze dwa rozdziały komiksu to
tytuły POWRÓT KIDA FLASHA (tak, taka odmiana pseudonimu jest poprawna). W
skrócie: Robin wywalił Wally’ego Westa z drużyny, jej reszta uważa, że źle
zrobił. Mamy więc bunt, ale Damian ma to gdzieś i rusza samotnie rekrutować Emiko
Queen. Dopiero gdy wpada w kłopoty, a na miejscu pojawiają się Tytani z Kidem
Flashem na czele, który po chwili parę razy ratuje mu życie, młody przełyka
dumę i mamy happy end. Koooooniec. Jakaż wtórna, oklepana do granic zdrowego rozsądku
i napisania po linii najmniejszego oporu historyjka, byle tylko West wrócił do
ekipy.
Następnie dostajemy dwie historyjki
skupione na Starfire. Jedna: krótka i świąteczna, autorstwa Shei Fontany, pochodząca
z łamów DC HOLIDAY SPECIAL 2017, prezentuje poziom typowy dla tego typu
publikacji – przesłodzona, mało wymagająca i bardzo szybka do zapomnienia. Ale
przynajmniej dobrze napisana. Następnie przechodzimy do niego dłuższej,
napisanej przez samego Marva Wolfmana – współtwórcę Starfire. I niestety, ten zasłużony
twórca zrobił typowy zapychacz: coś się dzieje, trochę się tłuką, ale koniec
końców czytelnik dochodzi do wniosku, że w sumie nie wiadomo po co był ten
zeszyt.
No i wreszcie przechodzimy do
najdłuższej opowieści w tym tomie. Po kolejnym przeskoku czasowym (po drodze
był zdaje się BATMAN: METAL, tak sądzę), Benjamin Percy uznaje, że tym razem
pora tymczasowo skłócić Beast Boya z resztą drużyny. I tak w skrócie, na tym właśnie
skupia się opowieść ”Niełatwo jest być zielonym”. I znowu scenarzysta nie
oferuje nam niemal nic ciekawego – historia ma swoje fajne momenty, nie
przeczę, ale leci od początku do końca na systematycznym odhaczaniu kolejnych
oczywistości. O kurde, jakże mocno podczas lektury tego tomu bujałem w
obłokach, zastanawiając się nad tym czy Egmont kiedyś sięgnie po Tytanów Johnsa,
klasykę Wolfmana, albo cokolwiek, co po prostu dałoby się czytać.
I serio, mógłbym tu napisać jakieś
plusy na siłę. Że rysunki ok, jakość wydania spoko, tanio idzie kupić i takie
tam. Ale nie, nie będę pudrował szamba. Ten komiks to paździerz i to nawet,
jeśli przymniemy oko, bo niby skierowany dla młodszych odbiorców. Nie polecam,
trzymajcie się od tej serii z daleka.
Krzysztof Tymczyński
-----------------------------------------------------
Omawiany tytuł zawiera materiał z komiksów TEEN TITANS #13-14, #16-19 oraz fragment z DC HOLIDAY SPECIAL 2017
NASTOLETNI TYTANI TOM 3: POWRÓT KIDA FLASHA do kupienia w sklepach Egmontu oraz ATOM Comics.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz