„Bądź uprzejmy dla nieznajomych, których los stawia na Twojej drodze, bo nigdy nie wiesz, czy osoba, z którą właśnie rozmawiasz nie jest bogiem w przebraniu.”
Powyższa myśl przyświeca podróży protagonistów w trzecim tomie Hellblazera zatytułowanym: „Trup w Ameryce”. Fabuła nowości od Egmontu opiera się w dużej mierze na motywie drogi, nasi bohaterowie przemierzają bowiem Amerykę starym autobusem, a scenarzysta stawia im na drodze wiele ekscentrycznych postaci oraz pomniejszych przygód strukturalnie przypominających sidequesty. Tak, historia czasami do złudzenia przypomina grę komputerową, w której wykonuje się zadania poboczne będące niezbędnymi do wykonania misji głównej, wokół której meandrycznie lawiruje akcja. Scenarzysta pod pretekstem podróży martwego Johna gruchotem i odwiedzaniu wielu lokacji snuje rozważania o wadach społeczeństwa oraz systemu, co stanowi antytezę do konceptu „amerykańskiego snu” i przesadnej gloryfikacji USA. Sam komiks klimatem przypomina mi trochę nieprzejednany świat z książek Cormaca McCarthiego, w których niegdyś próbowałem się zaczytywać, ale chyba jestem zbyt wrażliwym odbiorcą na naturalizm twórczości tego pisarza. Nie mniej jednak lekki westernowy klimat małych miasteczek i pustynnych krajobrazów daje się we znaki.
















