czwartek, 11 lipca 2019

DOOM PATROL TOM 1

Często przy pisaniu swoich tekstów dotyczących komiksów Vertigo podkreślam, że tak naprawdę dzięki Egmontowi dopiero poznałem większość z opublikowanych klasyków tego zbliżającego się do swojego końca imprintu. Z DOOM PATROL jest częściowo podobnie, ponieważ z całego legendarnego runu Granta Morrison znam tylko jego końcówkę oraz spin-offową miniserię FLEX MENTALLO. Postacie te zaintrygowały mnie wówczas na tyle mocno, że potem sięgnąłem zarówno po beznadziejną serię Keitha Giffena z 2009 roku, a potem też i po świetny, ale niestety nękany solidnymi opóźnieniami cykl ukazujący się w imprincie Young Animal (2016). Jeśli zaś śledzicie naszego fan-page’a na Facebooku, to wiecie już zapewne iż zakochałem się w niedawnym serialu z platformy DC UNIVERSE. Jak tylko był tam o nim jakiś post, to mojego autorstwa. Nietrudno się zatem domyślić, że gdy Egmont zapowiedział jakiś czas temu wydanie ikonicznego runu Granta Morrison w naszym kraju, prawie trzeba było wywozić mnie do szpitala, bo z radości otarłem się o zawał. No i w końcu jest ostatni dzień czerwca 2019 roku, składam zamówienie na Gildii, które po paru dniach wylądowało w moich łapach, a tam w między innymi środku dwa wypasione cuda – kolejny tom ”B.B.P.O.” ;) oraz premierowy DOOM PATROL. Czy komiks ten spełnił oczekiwania? O tym w dalszej części posta.

Najpierw jednak kartka z historii. Grupa nazywająca się Doom Patrolem zadebiutowała w 1963 roku na łamach 80 numeru serii MY GREATEST ADVENTURE. Poznaliśmy tam poruszającego się na wózku inwalidzkim Chiefa, który zebrał wokół siebie odrzuconych przez społeczeństwo ludzi posiadających supermoce. Miało to miejsce na dwa miesiące przed wydawniczym debiutem X-Men w Marvelu, a kwestia tego kto od kogo w zasadzie zerżnął koncepcję grupy toczyła się miesiącami i nie będę tu tego roztrząsać. Grupa spodobała się na tyle mocno, że wraz z 86 numerem cykl na łamach którego debiutowali zmienił nazwę na DOOM PATROL i kontynuowany był do 1968 roku, gdy wraz z odsłoną 121 został skasowany. W 1973 roku ukazały się co prawda zeszyty 122-124, ale zawierały tylko reprinty. Na czternaście kolejnych lat marka DOOM PATROL popadła w niebyt, aż ktoś przypomniał sobie o niej w 1987 roku i zezwolił na start kolejnej serii. Pierwszych osiemnaście zeszytów autorstwa Paula Kuppenberga – przez lata związanego z DC scenarzysty oraz przede wszystkim edytora – przywracało grupę do głównego uniwersum wydawnictwa, gdzie Chief i spółka spotykali między innymi Supermana czy Power Girl, ale o jakimś wielkim sukcesie serii nie można było mówić. W końcu podjęto decyzję o tym, by dać szansę promowanemu przez Karen Berger Brytyjczykowi – Grantowi Morrisonowi. Ryzyka nie było, scenarzysta mógł zaryzykować, bo tytuł i tak kręcił się w gronie kandydatów do szybkiej kasacji, więc postanowił poszaleć. I tak oto narodziła się legenda, która jakiś czas później stanowiła jeden z argumentów za tym, by powołać do życia Vertigo.

DOOM PATROL Granta Morrison zaczyna się od szybkiego sprzątania po poprzedniku, by potem sprawnie przejść do własnych pomysłów. Run Kuppenberga kończył się totalnym rozwaleniem składu ekipy. Morrison całkowicie pożegnał się z Celsius, Valentiną Vostok i Scottem Fischerem, zaś Lodestone schodzi na znacznie dalszy plan. Kogo zatem zastajemy w komiksie? Robotman spędza czas w szpitalu psychiatrycznym i próbuje się pozbierać po ostatnich wydarzeniach. Tam poznaje posiadającą 64 różne osobowości Crazy Jane i nawiązuje z nią bardzo nietypową nić porozumienia. Larry Trainor ponownie zostaje nawiedzony przez Negative Spirit, lecz tym razem byt ten chce się połączyć nie tylko z nim, ale i doktor Poole, która opiekowała się Larrym. Tak powstaje Rebis – istota mająca moce Negative Mana, ale posiadająca  jednocześnie fizyczne cechy obojga swoich nosicieli. Wkrótce do tej nietypowej gromadki dołączają starzy znajomi z poprzedniej ekipy Doom Patrolu – dyrygujący wszystkimi Chief oraz Joshua Clay, zaś z czasem skład grupy wzbogaci Dorothy Spinner, która potrafi ożywiać twory swojej wyobraźni. Ich przeciwnikami zaś będą nożycoludzie, Mister Nobody i jego pomocnicy, a także masa innych, równie nietypowych zagrożeń.

Swego czasu DOOM PATROL wyróżnił się już na tle innych komiksowych serii tym, że nie obawiano się tam wprowadzić do ekipy pierwszą transseksualną postać. To co jednak zaczął wyczyniać Morrison okazało się znacznie bardziej odważne i rewolucyjne. Nie możemy jednak absolutnie mówić o tym, że jego komiks zdobył tak ogromną popularność tym, że pokazywał najróżniejsze dziwności i wykazywał się przy tym niczym nieskrępowaną wyobraźnią. Kluczowe w DOOM PATROL okazało się to, że przy tym Brytyjczyk zaczął na potęgę tworzyć ciekawe, trzymające w napięciu fabuły, które chociaż nadal były komiksem superbohaterskim, to jednak w wydaniu, którego świat naprawdę dotąd nie widział. Starzy członkowie grupy zostali mocno odkurzeni, zaś nowi okazali się wartościowym wzmocnieniem. Podobnie jak miało to miejsce w niedawnym serialu (który jak się okazuje mnóstwo rzeczy zaczerpnął właśnie z tego runu) zdecydowanie najlepiej czytało mi się fragmenty skupiające się na Crazy Jane i jej ciekawej relacji z Robotmanem. Ale oczywiście nie tylko – Rebis zastanawiające się kim lub czym w zasadzie są, narodziny i kolejne kroki grupy którą dowodzi Mister Nobody, mający się za Boga Rudy Jack czy coraz bardziej szaleni przeciwnicy, z którymi mierzyć się przyjdzie naszym bohaterom. Wszystko to jest prowadzone perfekcyjnie. Nic tu nie dzieje się przypadkiem, a niektóre wątki podążają stosunkowo powoli w wyznaczonym kierunku, ale dzięki temu, iż dostajemy od Egmontu wypasiony tom liczący aż piętnaście rozdziałów epopei Morrisona, obserwowanie tego jak wszystko ostatecznie zaczyna się spajać w zwięzłą całość trudno nie docenić.

Jednakże warto podkreślić, że podobnie jak trzy dekady temu, tak i dziś DOOM PATROL to zdecydowanie nie jest komiks dla wszystkich. Stojąc w wyraźnym rozkroku między nietypową, ale jednak superbohaterszczyzną, a byciem komiksem wyraźnie skierowanym do dojrzałego czytelnika i prezentującego mu takie właśnie treści, wydaje mi się iż typowy zjadacz trykociarskich przygód spod znaku peleryn i majtek naciągniętych na gacie raczej nie ma tu czego szukać. Moim zdaniem DOOM PATROL najmocniej przemówi do osób, które z linii Vertigo od Egmontu bardziej polubiły TRANSMETROPOLITANA czy KAZNODZIEJĘ niż SANDMANA lub BAŚNIE. Miejcie to na uwadze zanim podejmiecie się kupna tego komiksu, a jeszcze lepiej zrobicie, jeśli najpierw obejrzycie na HBO GO chociaż parę odcinków garściami czerpiącego z komiksu serialu.

Jeśli możemy mówić w przypadku DOOM PATROL o procesie starzenia się, to chyba tylko w przypadku warstwy graficznej. Richard Case, który odpowiada za rysunki w niemal wszystkich zeszytach (tylko w jednym zastępuje go Doug Braithwaite), ma wyrazisty i przyjemny styl, który jednak jest już wyraźnie nadgryziony zębem czasu, chociaż nie na tyle, by narzekać tutaj na to, że przyszło nam jakieś najgorsze relikty minionych epok. Wiele osób z pewnością ucieszy za to możliwość oglądania okładek Simona Bisley’a z czasów, gdy bardziej mu się chciało i potrafił każdym swoim rysunkiem wyrwać człowieka z butów. Cover tomu to z kolei praca znanego i lubianego Briana Bollanda.

DOOM PATROL TOM 1 to ponad 400 stron rewelacyjnego komiksu. Niestety nie znajdziecie tu żadnych materiałów dodatkowych, ale przy takiej ilości czytania nie jest to dla mnie żaden problem. Cena okładkowa jest solidna i wynosi niecałe 120 złotych, ale oczywiście jak dobrze poszperacie to znajdziecie komiks ten za niecałą stówkę. To solidny wydatek, nie ma co ukrywać, lecz moim zdaniem – warto.
  
Krzysztof Tymczyński
      
--------------------------------------------------------------
    
DOOM PATROL TOM 1 zawiera numery #19-34 oryginalnej serii DOOM PATROL vol. 2 z 1987 roku.

Komiks do kupienia w sklepach Egmontu oraz ATOM Comics.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza